piątek, 30 listopada 2012

Nagroda, produkty do testowania i Dzień Darmowej Dostawy

Kilka dni temu chwaliłam się, że wygrałam w konkursie "Naturalna metamorfoza" u Prozerpine, co mnie bardzo, ale to bardzo ucieszyło (nie ma to, jak pierwsza wygrana w życiu ;). Nagrodami w konkursie były masło shea rafinowane i mydło marsylskie ze sklepu z naturalnymi kosmetykami Gaj Oliwny. Oto i zdjęcie moich zdobyczy, które właśnie do mnie dotarły:


Pewnie dziwi Was, czemu na zdjęciu jest więcej produktów. Otóż po wymianie maili z sympatyczną panią Martą dostałam również dodatkowe produkty do przetestowania i zamieszenia recenzji: masło shea nierafinowane (100g) i olej ze słodkich migdałów (100ml).

A więc po kolei:
Aloesowe mydło marsylskie pachnie bardzo intensywnie, pomimo że nadal jest zafoliowane :). Ma działanie nawilżające, co mnie bardzo cieszy jako odmiana po 50% mydle aleppo. Mam zamiar używać je w wiadomych celach, czyli do mycia ;).


Co do oleju ze słodkich migdałów, to cały czas układam sobie plan jego zastosowania. Na pewno użyję do olejowania włosów, chcę również porobić mazidełka, jak odżywkę do rzęs, będę również dodawać w maseczek i glinek. Zobaczymy jak się sprawdzi...


Pora na masła shea. Oba posiadają certyfikat Fair Trade i Soil Association. Nierafinowane (które moim zdaniem pachnie nietypowo, ale bardzo ładnie) jest całkiem miękkie, więc chcę nim smarować ciało, dłonie, usta, itp.


Masło shea rafinowane jest bezzapachowe i bardzo twarde. Użyję go raczej do stworzenia mazideł, jak balsam do ust czy do paznokci.


A Wam jak się podobają moje zdobycze? Używałyście kiedyś któregoś z produktów? Mnie one motywują do tego, żeby zacząć wreszcie kręcić własne mazidła.

PS. Pewnie już wiecie, że 3 grudnia jest Dzień Darmowej Dostawy, czyli super okazja, żeby zamówić prezenty dla bliskich albo zrobić prezent sobie samej bez kosztów przesyłki ze sklepu internetowego. O samej akcji oraz listę sklepów biorących udział można przeczytać tutaj: http://dziendarmowejdostawy.pl/.  Sklep Gaj Oliwny również bierze w niej udział.

PS2. Przypominam, że stworzyłam zakładkę "lista recenzji", w której są odnośniki do wszystkich zrecenzowanych przeze mnie produktów wraz z przyznaną oceną punktową. Zaznaczone jest również, które produkty otrzymałam do testowania, dzięki czemu będziecie mogły zawsze mnie skontrolować, czy aby ten fakt nie wpływa na moją ocenę :).

czwartek, 29 listopada 2012

Moje zakupy- pierwsze od chyba miesiąca :)

Dziś wybrałam się do Rossmanna w celach wiadomych. Wcześniej miałam zakaz całkowity (nałożony przez siebie po promocji na marki własne), ale dzisiaj wreszcie mogłam kupić jedną rzecz "absolutnie konieczną" i drugie coś, na temat czego jest mało recenzji w internecie i sama musiałam wypróbować. Oczywiście ekologiczne.


Tak, tak po miesiącu kupiłam tylko dwie rzeczy. Nie wiem, czy mi się wydaje, ale jak na blogowanie o kosmetykach to moje aktualne zbiory są bardzo wątłe. Co nie znaczy, że wcześniej nie próbowałam wielu mazideł ;)

Kosmetyk absolutnie konieczny to krem do rąk Granat i Aloes, Alterra. Cena 7,99zł. Jakoś umknął mi podczas promocji i pora nadrobić zaległości, bo zima idzie i pora wrócić do codziennego kremowania dłoni. Pachnie standardowo nienachalnie i szybko się wchłania, więc to coś w sam raz do noszenia ze sobą. I oczywiście bardzo przyjazny skład, jak innych kosmetyków tej linii.


Drugie mazidło to pomadka ochronna anty-age deluxe, Nonicare. Cena 7,99zł. Markę widziałam tylko w Rossmannach. Kupiłam jako odmianę po pomadce Alterry, gdyż ta ma słodki zapach i smak, a do tego ponoć koloryzuje usta (coś jak ekologiczna wersja Nivei truskawkowej). O właściwościach pielęgnacyjnych nie mogę się w tej chwili wypowiedzieć.

Skład ma taki:
Helianthus Annuus Seed Oil, Cera Alba, Cocos Nucifera Oil, Candelilla Cera, Olea Europaea Oil, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Hydrogenated Coco-Glycerides, Lanolin, Theobroma Cacao Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Ricinus Communis Seed Oil, Glyceryl Oleate, Morinda Citrifolia Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnam, Calcium Aluminium Borosilicate, Silica, Tin Oxide,CI
 
czyli olej słonecznikowy, wosk pszczeli, olej kokosowy, wosk candelilla, oliwa z oliwek, masło shea, lanolina, masło kakaowe, olej rycynowy, ekstrakt z owoców noni, ekstrakt z aloesu, barwniki i zapach. Pomadka zawiera lanolinę, więc nie jest dla wegetarian.
 
A to efekt:

przed
po

środa, 28 listopada 2012

Najbardziej wymagająca jest skóra okolic oczu, a tak pobłażliwie traktowana! Alterra i Ziaja Med

Czy Wy też tak macie, że większość czasu przeznaczonego na pielęgnację zajmuje Wam dbanie o skórę twarzy, czasami usta, ciało, a skoro skóra wokół oczu wygląda całkiem bezproblemowo, więc o niej często zapominacie? Staracie się zmywać co wieczór makijaż i ewentualnie wklepiecie jakiś kremik, i to wszystko? Bo ja tak zawsze do tego tematu podchodziłam. Skóra okolic oczu była na szarym końcu mojego rytuału pielęgnacyjnego, gdyż miałam bardziej problemowe obszary. Nie cierpiałam z powodu ogromnych worków pod oczami, na cienie wystarczył dobry sen....
Aż pewnego dnia obudziłam się, spojrzałam w lustro i uświadomiłam sobie, że dorobiłam się zmarszczek wokół oczu. W wieku 26 lat! I to nie takich, że wystarczy skórę odżywić i znikną, tylko prawdziwych. Mam dużą wadę wzroku, nie cierpię okularów, a na dodatek ciągle się w nich czy bez nich mrużyłam. I klops. Zmieniłam okulary na soczewki, zaczęłam nosić okulary przeciwsłoneczne nie tylko latem i ciągle powtarzam sobie w myślach, żeby się nie mrużyć. I rozpoczęłam poszukiwania magicznego kremu pod oczy :). Czy znalazłam swój ideał?


Żel pod oczy przeciw obrzękom, Kuracja Drenująca, Ziaja Med

Opis producenta:
Kuracja skóry wokół oczu oparta na synergicznym działaniu substancji aktywnych, lekkich żelowych konsystencjach i bezzapachowych recepturach. Optymalizuje próg tolerancji skóry i zapewnia wysoką skuteczność redukcji zmian, odpowiednio do pochodzenia i rozległości podrażnień i stopnia wrażliwości skóry. Lekka, żelowa konsystencja, nie zawiera kompozycji zapachowych. Ogranicza ryzyko migracji składników produktu do worka spojówkowego.
Usprawnia drenaż limfatyczny, poprawia mikrocyrkulację w naczyniach kapilarnych. Zapobiega zatrzymywaniu wody w skórze i powstawaniu "worków pod oczami". Doskonale nawilża, tonizuje i lekko napina naskórek. Zapewnia przyjemne uczucie chłodu.

Skład:
Aqua, Glycerin, Hesperidin Methyl Chalcone, Steareth-20, Dipeptide-2, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Propylene Glycol, Panthenol, Carbomer, Diazolidinyl Urea, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Isobutylparaben, Sodium Hydroxide

czyli nawilżająca gliceryna, pochodna hesperydyny (stymuluje mikrocyrkulację, poprawia dynamikę płynów w naczyniach krwi, usprawnia drenaż limfatyczny oraz zmniejsza przepuszczalność naczyń kapilarnych), dipeptyd (łagodzi skurcze mięśni twarzy), tetrapeptyd (poprawia jędrność, sprężystość, działa przeciwstarzeniowo), oraz panthenol.

Cena/wydajność:
Ok. 8 zł za 15 ml, a u mnie wszystkie kremy pod oczy są bardzo wydajne, może za mało ich nakładam?

Opakowanie:
Tradycyjna tubka z dziubkiem, grafika sprawia wrażenie ascetycznej, jak wyroby medyczne ;).

Konsystencja/Komfort:
Żelowa, przezroczysta konsystencja. Nawet jeśli nałożymy żel o temperaturze pokojowej, to daje uczucie chłodu. Brak zapachu. Błyskawicznie się wchłania.

Działanie:
Krem daje przyjemne uczucie odświeżenia po nałożeniu. Nie zauważyłam działania na obrzęki, ale nie mam ich zbyt dużych. Na cienie również nie działa, ale producent o tym nic nie mówił. Niestety nie zauważyłam również działania na zmarszczki. Długofalowo nie zrobił z moją skórą wokół oczu nic.
Kremu używałam na dzień, od około 4 miesięcy. Kupiłam nie ze względu na hesperydynę, bo aż takich obrzęków nie mam, ale na zawartość przeciwzmarszczkowych peptydów. Poza tym, co było w tamtym okresie dla mnie ważne, miał całkiem krótki skład. Niestety dużą część tego składu zajmują parabeny, dlatego odetchnęłam z ulgą, że już mi się kończy.

Czy kupię ponownie:
Nie- ze względu na brak działania oraz dużą zawartość parabenów. Jednak jeśli ktoś się ich nie boi, a ma duże problemy z obrzękami, może spróbować za taką cenę ;).

Ocena:
2/5 (2 a nie 1 za to, że nie podrażnił)



Około miesiąc temu kupiłam kolejny krem pod oczy. W związku z ciągłą zmianą mojej pielęgnacji w kierunku kosmetyków naturalnych, tym razem całkiem ekologiczny.

Krem przeciwzmarszczkowy pod oczy z orchideą, Alterra

Opis producenta:
Krem pod oczy Alterra został zaprojektowany specjalnie dla okolicy oczu skóry dojrzałej i wymagającej. Bogato i intensywnie nawilża przez połączenie oleju arganowego, oleju sojowego, masła shea, skóra jest zregenerowana. Cenny ekstrakt z orchidei w połączeniu z orzechami makadamia i olejem migdałowym nawilża. Wyciąg z liści drzewa Ginkgo, Q10 i naturalna witamina E chroni przed wolnymi rodnikami i zapobiega przedwczesnemu starzeniu się skóry. Gliceryna nawilża.
Skóra jest rozjaśniona, nawilżona, wygładza zmarszczki i strukturę skóry. Przy regularnym stosowaniu skóra staje się bardziej jędrna i elastyczna. Naturalna witalność dla skóry. Delikatny, kwiatowy zapach przeniesie do rozkoszy zmysłów.
Krem pod oczy stosujemy oszczędnie po oczyszczeniu i delikatnie wklepujemy w okolice oczu. Z kontrolowanych biologicznie upraw.
Zalety:
- z naturalnym koenzymem Q10,
- z ekstraktem z orchidei,
- kosmetyk naturalny,
- wegański,
- dla wymagającej i dojrzałej skóry.

Skład:
Aqua, Glycine Soja Oil, Glycerin, Glyceryl Stearate Citrate, Butyrospermum Parkii Butter, Alcohol, Myristyl Myristate, Cetearyl Alcohol, Sorbitol, Parfum, Cera Alba, Tocopheryl Acetate, Macadamia Ternifolia Seel Oil, Prunus Amygladus Dulcis Oil, Oenothera Biennis Oil, Argania Spinosa Kernel Oil, P-Anisic Acid, Tocopherol, Euphrasia Officinalis Extract, Helianthus Annuus Seed Oil, Ginko Biloba Leaf Extract, Ubiquinone, Vanilla Planifolia Fruit Extract

czyli olej sojowy, gliceryna, masło shea, sorbitol, olej macadamia, olej ze słodkich migdałów, olej z nasion wiesiołka, olej arganowy, witamina E, ekstrakt ze świetlika lekarskiego, olej słonecznikowy, ekstrakt z miłorzębu japońskiego, koenzym Q10, ekstrakt z wanilii płaskolistnej (inaczej orchidei).

W składzie jest bardzo dużo składników natłuszczających i nawilżających. Alkohol całkiem daleko, wiec nie powinien wysuszać. Do tego ekstrakty: ekstrakt z miłorzębu (wzmacnia naczynia krwionośne, antyoksydant, rozjaśnia cienie pod oczami, działa przeciwzmarszczkowo, zapobiega powstawaniu obrzęków), ekstrakt ze świetlika (rozjaśnia cienie pod oczami, przeciwdziała obrzękom, tonizuje, łagodzi oznaki zmęczenia), ekstrakt z wanilii (ma działanie przeciwrodnikowe) i koenzym Q10 (antyoksydant, działa przeciwstarzeniowo, pobudza produkcje kolagenu i elastyny)- o działaniu przeciwstarzeniowym oraz niwelującym cienie i obrzęki.

Cena/wydajność:
Ok. 12 zł również za 15 ml. Wydajność podobna co żelu Ziaji, czyli powinien starczyć na ok. 4-5 miesięcy.

Opakowanie:
Również tradycyjna tubka z dziubkiem.

Konsystencja/Komfort:
Konsystencja gęstego kremu, w sam raz na zimę. Przyjemnie się nakłada. Zapach (bardzo słodki) wyczuwalny tylko, jak podstawię sobie dziubek pod nos. Na skórze niewyczuwalny. Wchłania się bardzo szybko, ale pozostawiając delikatny tłustawy film na skórze. Nie próbowałam wykonywać na nim makijażu.

Działanie:
Co mogę już powiedzieć, to na pewno dobrze nawilża skórę pod oczami oraz delikatnie ją natłuszcza. Zostawia warstwę ochronną, która będzie w sam raz na mrozy. Nie podrażnia, nic nie przedostaje się do oka. Wydaje mi się, że przeciwdziała obrzękom i delikatnie rozjaśnia cienie. Niestety nie mogę nic jeszcze powiedzieć na temat działania przeciwzmarszczkowego, jednak wydaje mi się, że w składzie nie ma za bardzo jakiejś bomby rozprasowującej zmarszczki. Chyba jest raczej kremem chroniącym przed powstawaniem zmarszczek niż je likwidującym.

Czy kupię ponownie:
Na razie wydaje mi się, że tak, ale nie jako jedyny krem pielęgnacyjny, ale raczej krem ochronny do spółki z jakąś bombą przeciwzmarszczkową. Tyle, że ciągle szukam bomby przeciwzmarszczkowej o w miarę przyjemnym składzie ;)
Za to gorąco go polecam młodym osobom nie mającym jeszcze zmarszczek jako profilaktykę przed nimi. Taki skład na pewno Wam nie zaszkodzi, nie przejmujcie się określeniem, że jest dla skóry dojrzałej.

Ocena:
4/5

wtorek, 27 listopada 2012

Serum olejek regulujący Lemon Eko- moje doświadczenia

Dziś będzie o jednym z moich pierwszych kosmetyków wykonanych z półproduktów (choć dobranych i odmierzonych przez sklep, co jest dobrym rozwiązaniem dla początkujących), a mianowicie Serum Lemon Eko z Biochemii Urody. Mam go już od ok. 8 miesięcy i właśnie dokańcza żywota, więc najwyższy czas na recenzję.


Opis producenta:
Serum w postaci nawilżająco- natłuszczającego olejku wspomaga łagodne oczyszczenie skóry, regulację pracy gruczołów łojowych oraz redukcję wyprysków, zaskórników i blizn potrądzikowych, na bazie ziołowego oleju z kocanki i gojącego oleju tamanu EKO, z dodatkiem kwasu salicylowego (BHA - 2%) i łagodzącego oleju z wiesiołka oraz antyseptycznego olejku z cytrynowego drzewa herbacianego EKO, o świeżym cytrynowo-ziołowym zapachu. Polecane jako serum na noc.
Serum stanowi naturalną opcję łagodnego, a jednocześnie efektywnego specyfiku o działaniu oczyszczającym i normalizującym pracę gruczołów łojowych, bez wysuszenia, łuszczenia i podrażnienia. Może być stosowane jako uzupełnienie kuracji tonikami z kwasami o intensywniejszym działaniu złuszczającym.
Pomimo olejkowej formy, serum jest odpowiednie dla cery tłustej i trądzikowej. Oleje roślinne wchodzące w skład serum, charakteryzują się niską komedogennością i wręcz wspomagają oczyszczenie porów skóry. Aby zniwelować poczucie tłustości po aplikacji Serum, polecamy stosować je w formie Dwufazowego nawilżacza w komplecie z wybranym Żelem hialuronowym.

Uzupełnia niedobory nienasyconych kwasów tłuszczowych w skórze (kwasu linolowego i gamma-linolenowego), niezbędnych do utrzymania zdrowej i odpowiednio nawilżonej skóry. Ich niedobór powoduje osłabienie bariery ochronnej skóry, stany zapalne, zwiększoną skłonność do zaskórników i wyprysków, spowolniony proces gojenia, częste podrażnienie, łuszczenie i zaczerwienienie skóry.
Reguluje pracę gruczołów łojowych, sprzyja oczyszczaniu porów skóry, redukuje ilość zaskórników i wyprysków.
Działa gojąco i przeciwzapalnie. Sprzyja gojeniu i redukcji zmian trądzikowych, także podskórnych, bolesnych wyprysków.
Wspomaga redukcję blizn i przebarwień potrądzikowych.
Zmniejsza zaczerwienienie i podrażnienie.
Działa antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo i antyseptycznie.
Regeneruje i nawilża skórę zniszczoną złuszczającymi kuracjami przeciwtrądzikowymi.
Wykazuje również właściwości przeciwrodnikowe. 

Skład:
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Organic Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil, Helichrysum Italicum (Immortelle) Flower Extract (ekstrakt z kwiatu kocanki ok. 5%), Salicylic Acid (2%), Organic Leptospermum Petersonii (Lemon Tea Tree) Oil (1%), Mixed Tocopherols (witamina E), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract

-Kwas salicylowy- należący do grupy kwasów beta-hydroksylowych, które sprzyjają odnowie komórkowej skóry. Kwas BHA zastosowany w bazie olejku, pomimo stężenia 2%, wykazuje dużo łagodniejsze działanie, aniżeli Toniki z taką samą zawartością % kwasu, nie powodując widocznego łuszczenia. Oczyszcza pory skóry, delikatnie reguluje pracę gruczołów łojowych, działa przeciwzapalnie, lekko rozjaśnia i wyrównuje koloryt skóry.
-Ekologiczny olej tamanu - zastosowany w stężeniu bezpiecznym dla cer skłonnych do zatykania porów, sprzyja redukcji trudno gojących się wyprysków, zapobiega tworzeniu zaskórników, łagodzi stany zapalne, redukuje blizny i przebarwienia potrądzikowe, regeneruje skórę zniszczoną złuszczającymi kuracjami przeciwtrądzikowymi, działa antybakteryjnie i antybiotycznie. Kwas oleinowy zawarty w oleju tamanu, zwiększa przenikanie składników aktywnych serum w głąb skóry.
-Olejek eteryczny cytrynowego drzewa herbacianego EKO 1% - który nadaje serum cytrusową nutę zapachową, przełamując korzenny zapach oleju tamanu. Olejek wykazuje działanie antyseptyczne, antybakteryjne, antywirusowe, przeciwgrzybicze oraz działa łagodząco i przeciwzapalnie. Polecany jest w przypadku cery tłustej, trądzikowej oraz przy skłonnościach do wyprysków i stanów zapalnych skóry.
-Olej (macerat) z kocanki- macerat łączy w sobie właściwości bazowego oleju słonecznikowego oraz ekstraktu roślinnego. Ekstrakt z kwiatu kocanki jest bogaty w diketony, flawonoidy i olejki eteryczne, które decydują o regenerującym, sprzyjającym gojeniu i zabliźnianiu ran i śladów potrądzikowych działaniu kocanki. Dodatkowo kocanka poprawia stan skóry naczynkowej, zmniejsza zaczerwienienia i podrażnienia skóry oraz działa antybakteryjnie i antyseptycznie.
-Olej słonecznikowy- chętnie wykorzystywany jako olej bazowy, ze względu na dobrą tolerancję, delikatne, a jednocześnie skuteczne działanie (zgodnie z badaniami, wzmacnia barierę ochronną skóry już w kilka godzin po nałożeniu). Jest to olej odpowiedni zarówno do pielęgnacji skóry suchej i delikatnej, jak i skóry tłustej, gdyż zaliczany jest do olejów niekomedogennych (nie zatykających porów), które wręcz wspomagają regulację cery tłustej i trądzikowej. Olej słonecznikowy jest bogaty w kwas linolowy, będący naturalnym składnikiem łoju. W przypadku osób o cerze trądzikowej i zanieczyszczonej zaobserwowano spadek zawartości kwasu linolowego w składzie łoju, co wpływa na blokowanie porów skóry i w efekcie tworzenie licznych zaskórników i wyprysków. Zastosowanie kwasu linolowego na cerę tłustą i trądzikową powoduje regulację pracy gruczołów łojowych, odblokowanie porów skóry i redukcję zaskórników.
-Olej z wiesiołka- dobrze tolerowany przez cery tłuste i trądzikowe, który uzupełnia w skórze niedobory kwasu gamma-linolenowego (GLA), o działaniu przeciwzapalnym, antyalergicznym, regulującym naturalną florę bakteryjną skóry oraz ekstrakt z rozmarynu, o działaniu antyoksydacyjnym, antybakteryjnym, przedłużającym znacznie świeżość i trwałość olejów roślinnych.


Cena/wydajność:
30ml za ok. 22 zł, ale jest bardzo wydajny, gdyż do nasmarowania całej twarzy wystarczy kilka kropel precyzyjnie odmierzanych kroplomierzem.

Przygotowanie:
Dostajemy odmierzone składniki, które łączymy ze sobą (najpierw wlewamy oleje do butelki, a następnie wsypujemy kwas)- nic prostszego.

Opakowanie:
Plastikowa buteleczka do trzymania w lodówce oraz szklana buteleczka z pipetką do trzymania podręcznej porcji serum w łazience- bardzo poręczne rozwiązanie, nie trzeba co wieczór biegać do kuchni.

Komfort użytkowania:
Taki sam, jak przy innych olejach do smarowania twarzy. Kto wcześniej takich nie używał, musi się przyzwyczaić do uczucia tłustości po nałożeniu produktu.
Przyjemny cytrynowy zapach, inny niż tradycyjnego olejku z drzewa herbacianego.


Działanie:
Jako, że był to mój pierwszy produkt z półproduktów, byłam na niego bardzo "napalona". Do tego bardzo fajny skład, więc czego chcieć więcej.
Niestety na mojej twarzy się nie sprawdził. Wprawdzie nie zatykał mi porów, ale też nie robił nic innego. Żadnego pozytywnego działania. Po nałożeniu na twarz jakby w ogóle się nie wchłaniał, tylko pozostawał na powierzchni (nie miałam tego problemu przy olejku regulującym dr. Hauschki- ten po nałożeniu na wilgotną twarz wchłaniał się błyskawicznie), po przebudzeniu skóra była bardzo tłusta, szara i jakby wymęczona. Próbowałam używać na różne sposoby- na wilgotną twarz, z dodatkiem kremu, wymieszany z żelem hialuronowy, ale zawsze był taki sam efekt. Nie wiem, czemu wystąpił u mnie taki efekt, gdyż np. krem z zemulgowanych olejów Alterry wchłania się praktycznie do matu, podobnie jak olejek Hauschki.
Nie zauważyłam też działania kwasu salicylowego, ale to pewnie przez niziutkie, jak dla mnie, stężenie.
Obecnie wykańczam go, dodając do różnych maseczek czy glinek.

Czy kupię ponownie:
Nie, ale uważam, że u wielu osób może się sprawdzić. Nie dowiecie się tego, póki nie sprawdzicie na sobie.
Ja niestety muszę szukać innego serum olejowego do swojej twarzy, bo to bardzo potrzebny element. Ostatecznie wrócę do Hauschki, ale jest jeszcze wiele tańszych opcji do przetestowania.

Ocena: 
2/5

PS. stworzyłam nową zakładkę "lista recenzji". Znajdą się tu odnośniki do wszystkich napisanych przeze mnie recenzji wraz z przyznaną przeze mnie oceną. Będzie również zaznaczone, które produkty dostałam w ramach współpracy, dzięki czemu będzie można zaobserwować, czy ten fakt nie skrzywia mojej oceny.

poniedziałek, 26 listopada 2012

Zmysłowy powiew Hawajów w moim domu :)

Witajcie!

Chciałabym ogłosić dzisiaj bardzo dobrą dla mnie wiadomość. Otóż nawiązałam pierwszą współpracę. Trochę się nie spodziewałam, że tak szybko się to stanie, bo co ja niby miałabym testować ze zwykłych drogerii, skoro się przestawiam na kosmetyki ekologiczne. A te są przecież słabiej dostępne oraz dużo droższe. Otóż nawiązałam pierwszą współpracę ze sklepem internetowym z kosmetykami organicznymi i naturalnymi z różnych stron świata Organicum (tu).  

Przemiła pani Agnieszka z Organicum zauważyła potencjał w moim blogu i zaproponowała mi do testowania coś z nowej linii kosmetyków organicznych do ciała Alba Botanica, Hawaiian Spa.

Alba Botanica to firma produkująca naturalne, wegetariańskie kosmetyki nie testowane na zwierzętach. Nie zawierają parabenów, barwników, glikoli, olejów mineralnych, PEG-ów, pochodnych formaldehydu i innych szkodliwych substancji. Kosmetyki z linii Hawaiian Spa to prawdziwa esencja zmysłowych hawajskich wysp: naturalne roślinne aminokwasy i witaminy pozyskane z tropikalnych roślin, orzechów kukui i makadamii oraz wodorostów. Proste receptury i wyrafinowane składniki, które zachwycają egzotycznymi zapachami. Jak to przeczytałam, to od razu wiedziałam, że takie kosmetyki mogę testować na swoim własnym, osobistym ciele, bo zaliczają się do kategorii rzeczy, które sama bym kupiła.

Spośród czterech produktów tej linii dostępnych w sklepie (tu) najbardziej spodobały mi się: peeling do ciała oraz krem do ciała, i to właśnie je dostałam!


Paczuszka przyszła dzisiaj. kosmetyki schowane były w takim jakby sianku ,żeby nic im się nie stało, w którym znalazłam również próbkę emulsji Dr. Bonner's.


To, co się rzuca w oczy to piękne kolorowe opakowania, przywodzące na myśl wakacje w tropikach. Oraz zapach uwalniający się z pudełka, pomimo że same kosmetyki są jeszcze zapieczętowane.


Pierwszy wyciągnęłam peeling do ciała z trzciną cukrową. Według opisu na stronie sklepu skutecznie oczyszcza i pielęgnuje szorstką i wysuszoną skórę. Enzymy z trzciny cukrowej rozpuszczają martwe komórki naskórka, podczas gdy krzemowe granulki delikatnie złuszczają mechanicznie, wygładzając skórę. Optymalna pielęgnacja ciała odbywa się następnie dzięki odżywczym właściwościom miodu i olejków z tropikalnych orzechów: kukui i makadamii, oraz migdałowego i słonecznikowego. Produkt ma bardzo bogatą konsystencję, dobrze oczyszcza a zawarte w nim olejki pozostawiają skórę przyjemnie nawilżoną i lekko natłuszczoną, tak że nie ma potrzeby stosowania balsamu do ciała, choć to zapewne kwestia indywidualnych preferencji i rodzaju skóry. Bardzo miły słodkawo-miodowy zapach.

Skład:
Helianthus Annuus Oil, Saccharum Officinarum Extract, Silica, Aleurites Moluccana (Kukui) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Honey, Tocopherol , Fragrance.


Pierwsze, co rzuciło mi się po otwarciu opakowania to niezwykle słodki i intensywny zapach- mi się kojarzy z karmelem lub syropem cukrowym. Konsystencja nie jest bardzo tłusta, raczej galaretkowata z zatopionymi małymi, ale ostrymi drobinkami.


Na drugi ogień poszedł balsam do ciała Papaja i Mango. Zgodnie z opisem produktu bogaty w wyciągi roślinne i beta karoten, balsam świetnie nawilża i odżywia, szczególnie polecany do skóry suchej i przesuszonej. Wyciągi z aloesu, ogórka, mango i papai w połączeniu z olejkami z makadamii i kukui, oraz masłem shea i olejkiem z dzikiej róży, tworzą balsam, który skutecznie pielęgnuje, a także apetycznie pachnie.

Skład:
Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Caprylic/Capric Triglyceride, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Glycerin, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii, Stearyl Alcohol, Aleurites Moluccana Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Rosa Moschata Seed Oil, Anacyclus Pyrethrum Root Extract, Arnica Montana Flower Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Citrus Grandis Seed Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Mangifera Indica Fruit Extract, Dimethicone, Polysorbate 60, Tocopheryl Acetate, Sodium Carbomer, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Citronellol, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Fragrance, Beta-Carotene, Caramel.


Tu znowu pierwsze co, to czuję zapach. Tym razem jest to zapach jakby koktajlu z tropikalnych owoców, odrobinę bardziej orzeźwiający niż słodki. Zapach jest na tyle intensywny, że nadal go czuję z miejsca na ręce posmarowanego dla zrobienia zdjęcia. Konsystencja balsamu jest dosyć gęsta, wręcz maślana, dlatego ja nazwałabym go bardziej masłem do ciała niż balsamem.

Na dokładniejszą opinię przyjdzie czas pewnie za ok. 3-4 tygodnie, kiedy będę mogła coś więcej o tych kosmetykach powiedzieć. Na razie wiem jedno, zakochałam się w tym zapachu- jest w sam raz na jesień, przywołuje na myśl jakieś tropikalne wyspy, od razu robi się człowiekowi cieplej.

PS. Na koniec chciałabym podziękować pani Agnieszce za powierzone mi jako początkującej blogerce zaufanie. Oraz zaznaczyć, że fakt otrzymania kosmetyków od sklepu Organicum w żaden sposób nie wpłynie na moją opinię. Jak będę tak uważać, to nie zostawię na żadnym kosmetyku suchej nitki, gdyż żaden kosmetyk nie jest wart wiarygodności moich słów.

"Zwierzaki do adopcji" i "Marzycielska poczta"

Dzisiaj będzie post nie-urodowy.

Długo się zastanawiałam, czy go tu umieścić, bo w końcu blog dotyczy kosmetyków i dbania o urodę (i po to tutaj wchodzicie), ale uznałam, że jest to przecież moje miejsce w sieci, mój ślad i powinnam pisać również o tym, co dla mnie ważne. A może dzięki temu jakaś jedna osoba odnajdzie swojego włochatego przyjaciela lub wywoła uśmiech na twarzy dziecka i będzie w tym szczypta mojej zasługi...


A mianowicie chciałam Wam napisać o azylu dla psów i kotów u Andżeliki- (strona: http://zwierzakidoadopcji.ekrakow.pl/, facebook z najnowszymi wiadomościami z frontu walki o zwierzaki: https://www.facebook.com/pages/Zwierzaki-do-adopcji/210088882371971) kobiety, która codziennie pomaga kilkudziesięciu zwierzętom, ratuje te porzucone i te maltretowane. U niej dochodzą do siebie i uczą się na nowo ufać człowiekowi. Przez 5 lat znalazła dom prawie 500 zwierzakom. To ona uratowała mojego Maurycego z pseudo-schroniska, w którym nie miałby szansy na przeżycie. To ona powiedziała, że to Rycek będzie naszym najlepszym przyjacielem (choć przyjechaliśmy poznać innego koteczka) i nie myliła się.

Jeśli ktoś z Was myśli o adopcji zwierzaka lub zna taką osobę, to serdecznie polecam przejrzeć notki zwierzaków znajdujących się pod jej opieką. Jeśli nie jesteście z okolic Krakowa to wiele takich miejsc jest w innych miastach. Takie miejsca, jak to, zawsze potrzebują pomocy dobrych ludzi: możesz kupić karmę, jak mieszkasz w okolicy to czasami potrzebny jest transport, możesz pomóc w szukaniu nowych domów poprzez wydrukowanie i rozmieszczenie plakatów w swoich okolicach. Zawsze jest coś, co można zrobić...


O ile decyzja o przygarnięciu zwierzaka wymaga wielu przemyśleń i nie każdy może sobie na to pozwolić, to do drugiej akcji może się przyłączyć każdy z nas- nie wymaga poświęcenia dużej ilości czasu ani nakładu pieniędzy. A możemy wywołać uśmiech na twarzy chorego dziecka. A mowa o akcji "Marzycielska poczta", o które dowiedziałam się z bloga Chabrowe Oczy Ani.


Marzycielska poczta powstała w 2009 r. Zajmuje się tworzeniem bazy adresów dzieci chorych na raka i inne ciężkie choroby. Te dzieci bardzo lubią dostawać listy, pocztówki i drobne prezenciki, bo dzięki nim i dzięki wsparciu życzliwych osób łatwiej znoszą trudy choroby.
A TUTAJ znajdziecie listę dzieci, które czekają na Twój list! :) Zobaczcie ile mają radochy z otrzymanych listów: GALERIA. Jeżeli chcecie, umieśćcie u siebie na blogach ten oto banerek, podlinkowany stronką: http://marzycielskapoczta.pl/. Możecie też napisać na swoich blogach notkę o tej akcji, niech więcej osób się o niej dowie :)

Zachęcam Was do udziału w tym przedsięwzięciu :). To niewiele kosztuje, a może dać mnóstwo radości. Ja jutro biegnę do sklepu, by znaleźć jakieś optymistyczne, kolorowe pocztówki. Myślałam też o małych aniołkach do powieszenia.

niedziela, 25 listopada 2012

Ratunek dla skóry? Alterra i Mizon

Dziś powstał tylko jeden post, bo cały dzień studiowałam instrukcję do aparatu fotograficznego :). Mam nadzieję, że widać chociaż małe postępy na poniższych zdjęciach...

A chciałam napisać o nawilżaczach ratujących moją skórę po nocnej kuracji retinoidami i kwasami. Dzięki nim w dzień praktycznie nie widać suchych skórek (nie licząc dni po peelingu kwasowym, kiedy twarz linieje na potęgę) i mogę się przypudrować. Oba stosowane jeden na drugi na dzień, dlatego piszę o nich w jednej notce. Jeden dosyć popularny, drugi bardzo mało znany:


Oba zaczęłam stosować około miesiąc temu, wprowadzając je w odstępie niecałego tygodnia, żeby wiedzieć w razie czego, który mnie zapycha. W ten sposób mogę już wystawić wstępną recenzję. Nie będę mogła wypowiedzieć się jednak o wszystkich obietnicach producenta, gdyż w tym czasie zmieniłam również swoją pielęgnację na noc (nie myślałam  wtedy jeszcze poważnie o założeniu bloga, tylko o skutecznym uderzeniu w trądzik).

Krem do cery bardzo wrażliwej Alterra,  Sensitiv-Gesichtscreme

Czyli krem do twarzy z serii Alterra- marki naturalnych, ekologicznych kosmetyków dostępnych w Rossmannie.

Opis producenta:
Naturalny krem nawilżający do twarzy specjalnie opracowany z myślą o cerze najwrażliwszej. Nie zawiera substancji zapachowych. Działa kojąco i ochronnie, wygładza zmarszczki. Posiada certyfikat BDIH. Produkt wegański.

Skład:
Aqua, Olea Europaea Oil, Glycerin, Alcohol, Carthamus Tinctorius Oil, Myristyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Oenothera Biennis Oil, Rhus Verniciflua Cera, Xanthan Gum, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Hydrogenated Lecithin, Dipotassium Glycyrrhizate, Helianthus Annuus Seed Oil, Levulinic Acid, Ascorbyl Palmitate, Tocopherol,

, czyli oliwa z oliwek, gliceryna, olej z krokosza, olej z wiesiołka, wosk z sumaka, olej z pestek moreli, olej słonecznikowy, witamina E. Skład bardzo krótki i prosty jak na krem, do tego alkohol dopiero na 3 miejscu w składzie. Należy jednak uważać na zapychającą glicerynę i oliwę z oliwek.

Cena/wydajność:
10zł za 50ml kremu w miękkiej tubie, nie wiem ile mi go ubyło przez miesiąc, ale raczej niewiele.

Konsystencja/zapach:
Krem, jak sama nazwa wskazuje, jest bezzapachowy i ja żadnego zapachu nie wyczuwam. Konsystencja biała, trochę bardziej zbita niż kremów drogeryjnych.

Komfort użytkowania:
Jak to w kosmetyku bez żadnych polepszaczy komfort nie jest zbyt wysoki: ciężej się rozsmarowuje, a do tego trzeba poświęcić trochę czasu na wmasowanie kremu (inaczej na twarzy zostaje niekleisty film, który może dawać uczucie ściągnięcia, ale jak się ten film rozsmaruje, to już nie ma takiego problemu). Za to pozostawiony film świetnie się sprawdza do przyklepywania odstających skórek.

Działanie:
Mnie krem nie zapycha, ale uważam, że jest to kwestia indywidualna i innych może zapychać. Za to fajnie skórę natłuszcza bez pozostawiania tłustej warstwy. Staje się miękka i uspokojona. Używany nawet na najbardziej podrażnione obszary nie piecze nic a nic. Samodzielnie wydaje mi się bardzo dobry dla skóry tłustej i mieszanej (której nie zapychają jego składniki), inne skóry mogą czuć się niedostatecznie nawilżone choć dobrze natłuszczone. Dlatego też ja stosuję go w komplecie z drugim specyfikiem.



Mizon, Snail Recovery Gel-Cream

Czyli żel koreańskiej marki Mizon (popularnej również w krajach ościennych). Wprawdzie nie jest kosmetykiem naturalnym, ekologicznym, ale to Koreańczycy przodują w wykorzystywaniu innowacyjnych składników, obok śluzu ślimaka choćby jad węża.

Opis producenta (strona jest po koreańsku, dlatego posiłkuję się opisem z polskiego sklepu sprzedającego żel http://www.azjatyckibazar.com/el-mizon-z-filtratem-wydzieliny-limaka-goi-skor-usuwa-blizny-zapobiega-starzeniu/):
Żel Mizon polecany jest jako kosmetyk, który kompleksowo opiekuje się cerą. Jest szczególnie polecany przy cerze problemowej - trądzikowej i wrażliwej, gdyż raptownie przyspiesza procesy gojenia i łagodzi stany zapalne oraz oczyszcza cerę z blizn i pourazowych pigmentacji. Wydzielina ślimaka znana jest właśnie ze swoich właściwości usuwania blizn - zawarte w niej składniki rozpuszczają tkankę włóknistą blizn oraz tak zwane zgrubienia keratynowe, pozwalając skórze naturalnie się odbudować. Żel z wydzieliny ślimaka może być też stosowany jako krem zapobiegający zmarszczkom oraz służący do łagodzenia oznak starzenia.

Skład:
Snail Secretion Filtrate, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Bis-peg18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Polysorbate 20, Sodium Hyaluronate, Carbomer, Glycosyl Trehalose, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Triethanolamine, Dimethicone/vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethicone, Hydroxyethylcellulose, Caprylyl Glyocol, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Centella Asiatica Extract , Portulaca Oleracea Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Nlumbo Nucifera Flower Extract, Betula Platyphylla Japonica Juice, Tropolone, Copper Tripeptide-1, Allantoin, Panthenol, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Palmitoyl Pentapeptide-4, Adenosine, Disodium EDTA, 

, czyli według producenta mamy 74% filtratu ze śluzu ślimaka, substancje żelujące, humektanty (gliceryna, kwas hialuronowy, allantoina, panthenol) i ekstrakty (z krotki azjatyckiej, z portulaki pospolitej, z zielonej herbaty, lotosu białego, brzozy szerokolistnej), emolienty (oliwa z oliwek, olej słonecznikowy), peptydy oraz adenozynę. Oprócz tego wysoko w składzie glikol butylenowy, który ma działanie drażniące, ale jest bardzo dobrym promotorem przenikania dla substancji zawartych w kremie

Cena/wydajność:
Zapłaciłam na ebay'u za niego 18zł, plus 2,5$ za przesyłkę poleconą. Można dostać również na Allegro czy w sklepach internetowych sprzedających kosmetyki azjatyckie, ale jest dużo droższy. Żelu jest trochę mniej niż kremy Alterry, bo 45 ml, ale wydaje się bardziej wydajny, gdyż mniej go potrzeba do rozsmarowania na całą twarz. 

Konsystencja/zapach:
Krem ma delikatny słodkawy zapach. Konsystencja to chłodzący, przezroczysty żel o dużym poślizgu, który po kontakcie ze skórą staje się wręcz wodnisty.

Komfort użytkowania: 
Komfort jest bardzo duży, żel łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania do tego stopnia, że nie pozostawia na twarzy żadnego filmu.

Działanie:
Trudno mi jeszcze wyrokować o innych aspektach działania żelu, ale mogę z całą pewnością stwierdzić, że żel mnie nie zapycha ani nie uczula. Wydaje mi się, że to dzięki niemu w dzień mam złagodzone zaczerwieniania, a strupki po wypryskach szybciej się goją. Skóra jest ukojona, ma jednolity koloryt. Niestety nie mogę z całą pewnością stwierdzić, która część mojej pielęgnacji (kremy na dzień czy maści lecznicze na noc) zagrała decydującą rolę w tym, że od miesiąca nie pojawiły mi się zmiany zapalne, a przebarwienia po wcześniejszych zbladły. 
Co do nawilżenia, to  nawet na mojej skórze jest ono niedostateczne. Nie polecałabym go nikomu używać samodzielnie, no chyba że baaardzo tłustej skórze. Ja najpierw smaruję się żelem, a po 10-15 minutach kremem.

Czy kupię je ponownie:
Nie wiem na pewno. 
Żel ze ślimakiem działa na moją wyobraźnię i zdecydowanie będę chciała kontynuować romans z tą substancją. Być może następnym razem zdecyduję się jednak na żel z Purebess, który ma aż 90% filtratu ze śluzu ślimaka.
Co do kremu Alterry, to nie szkodzi, ale też nie jest jakimś cudem. Będę szukać jakieś innego ochronnego kremu do nakładania na żel ze ślimaka. Jednak, gdy lepszego nie znajdę, to pozostanę przy kremie z Alterry. 
Natomiast zostanę na pewno przy takiej kombinacji, to znaczy lekki żel ze ślimaka, a na to natłuszczający, ochronny krem. No chyba, że znajdę coś 2w1.

Ocena:
krem Alterra: 4-/5
żel Mizon 5-/5


Dla chętnych informacje na temat śluzu ślimaka (chyba jedyne podsumowanie po polsku, dużo więcej jest na ten temat po angielsku, ze strony:  http://pijawki-nowysacz.pl/index.php/wlasciwosci-sluzu-slimaka?showall=1&limitstart=):

Charakterystyczną cechą ślimaka Helix aspersa jest zdolność do intensywnego wydzielania dwóch rodzajów śluzu: limozyny (Limosina) i kryptozyny (Cryptosina). Limozyna to nic innego jak śluz, który widzimy w trakcie poruszania się ślimaka i nie ma on praktycznie żadnej wartości dla ludzi. Tajemnicę skrywa natomiast kryptozyna, która wykazuje działanie ochronne, nawilżające, regenerujące i bakteriobójcze. Wykorzystywana jest przez ślimaka również do zamknięcia muszli w okresie hibernacji. Potrafi także odbudować zniszczoną muszlę, pobrawszy wapń z pożywienia.

Ślimaki bezpośrednio przed pozyskaniem śluzu  poddawane są kilkudniowemu procesowi oczyszczania, a następnie stymulacji  - delikatnemu stresowi biologicznemu, podczas którego wydzielają kryptozynę. W czasie tego procesu nie dzieje im się żadna krzywda, a po zakończeniu pozyskiwania śluzu ślimaki wracają na fermę gdzie regenerują się przez okres minimum 15 dni. W tym czasie zebrany śluz poddawany jest laboratoryjnym procesom oczyszczania, standaryzacji i obróbki, aż do uzyskania stabilizowanego ekstraktu o wysokiej jakości i czystości, bez obecności mikroorganizmów patologicznych i toksyn.  

Kryptozyna składa się z czterech podstawowych składników: elastyny i kolagenu (główne składniki tkanki łącznej skóry, które skóra traci wraz z upływem lat), kwasu glikolowego (wspomaga złuszczanie naskórka, eliminuje i usuwa martwe komórki znajdujące się na powierzchni skóry, które powodują, że wygląda szaro oraz sprawia wrażenie zmęczonej. Napina skórę, zmniejszając efekt zmarszczek oraz zmarszczek mimicznych. Odkryto, że kwas glikolowy znajdujący się w wydzielinie jest całkowicie naturalny i nie podrażnia skóry przez co jest hipoalergiczny) i allantoiny (umożliwia regenerację skóry i przyspiesza gojenie tkanek, ślimak posiada zdolność do autoregeneracji własnej skorupy, gdy zostanie uszkodzona, wykorzystując wapno uzyskanie z własnej diety. Allantoina ślimaka posiada większą aktywność biologiczną niż syntetyczna). To jednak nie wszystko, w kryptozynie występują również proteiny o różnej masie cząsteczkowej, przeciwutleniacze, oligoelementy, antyproteazy, witaminy, naturalne antybiotyki (przeciwko m. in. takim bakteriom jak: Escherichia coli, Staphylococcus aureus, i Pseudomonas aeruginosa, a są to bakterie, które najczęściej występują w infekcjach skórnych) i glikozoaminoglikany. Wszystko to składa się na szerokie spektrum działania ekstraktu.

Skóra ślimaka posiada podobne elementy konstrukcyjne do skóry ludzkiej, dzięki temu zawarte w wydzielinie składniki, traktowane są przez naszą skórę jako naturalne i co za tym idzie doskonale przyswajalne, w odróżnieniu od uzyskiwanych syntetycznie odpowiedników.

Podstawowym efektem jego stosowania jest przyśpieszona regeneracja skóry. Działa na uszkodzony kolagen (kolagenaza), dostarcza hemocyjaninę bogatą w tlen niezbędny do kształtowania się kolagenu i tworzy sieć strukturalną na fibronektyny. Dzięki temu krem na bazie śluzu ślimaka sprawdza się u większości osób zmagających z różnorakimi problemami skórnymi. Od trądziku i zmian po trądzikowych po zmarszczki, od oparzeń po blizny czy przebarwienia. Kosmetyki te poprawiają w widoczny sposób stan dotkniętych trądzikiem różowatym. Regenerację wspomaga też silne działanie odżywcze i bakteriobójcze (antybiotyczne). To ostatnie jest dla ślimaka szczególnie istotne, kiedy jego ciało ulegnie uszkodzeniu. Pozwala mu to na szybkie pozbycie się bakterii infekujących ranę. U człowieka ta cecha ekstraktu uczyniła go idealnym środkiem utrzymać w ryzach problematyczne cery, co szczególnie uwidacznia się przy cerach trądzikowych. Jednak nie tylko trudne cery skorzystają z dobroczynności kryptozyny. Działania antybiotyczne, antyoksydacyjne i proliferacyjne sprawiają, że kremy oparte na ekstrakcie ze śluzu ślimaka są idealnymi kosmetykami dla większości typów skóry, stymulują procesy odnowy oraz poprawiają jej napięcie i strukturę. Działanie pielęgnacyjne zawartego w kryptozynie kwasu glikolowego skutecznie rozjaśnia cerę, a bogactwo kolagenu poprawia owal twarzy.

Przed dwudziestu laty w Chile zaczęto stosować śluz jako składnik kremów kosmetycznych. Doprowadziło to w efekcie do wpisania w 2006 roku standaryzowanego ekstraktu ze śluzu ślimaka do rejestrów International Nomenclature of Cosmetic Ingredients (INCI) jako snail secretion filtrate.

sobota, 24 listopada 2012

Kosmetyczne ciekawostki z ebay'a za kilka złotych

Jak już Wam pisałam, swoją łyżeczkę do usuwania zaskórników znalazłam na ebay'u. Zdecydowałam się na jej kupno, gdyż już wcześniej miałam z nią styczność u kosmetyczki i wiedziałam, że jest skuteczna.
Ale co z innymi akcesoriami? Dziś chciałabym pokazać Wam kilka rzeczy, na które przypadkiem natrafiłam przeglądając ebay. Wydaje mi się, że wszystkie te przedmioty nie są znane w naszym kręgu kulturowym. A może z którymś się już spotkałyście? Wiele z nich jest na prawdę dziwacznych , ale może dzięki Wam w gąszczu bubli uda się wyłuskać jakąś perełkę? :)

1. urządzenie do trenowania mięśni twarzy, wyszczupli policzki, wytrenuje uśmiech:

http://www.ebay.pl/itm/Face-Shaping-Cheek-Slimming-Slim-Mouth-Piece-Oval-Noble-/140571404718?pt=LH_DefaultDomain_15&hash=item20bab569ae

2. urządzenie do nadania kształtu brwiom, pomocne przy ich malowaniu oraz regulacji:

http://www.ebay.pl/itm/Pro-Eyebrow-Template-Stencil-Shaping-DIY-Tool-Beauty-/140574455934?pt=AU_Makeup&hash=item20bae3f87e

3. kapcie wyszczuplające nogi:

http://www.ebay.pl/itm/Weight-Loss-Slimming-Slipper-Shoe-Foot-Leg-Body-Shaper-/140576354602?pt=AU_Weight_Management&hash=item20bb00f12a

4. nakładka na suszarkę do suszenia lub podgrzewania odżywek, olejków na włosach:

http://www.ebay.pl/itm/Home-Portable-Hair-Dryer-Soft-Hood-Bonnet-Attachment-Haircare-Salon-Hairdressing-/350624246247?pt=LH_DefaultDomain_0&hash=item51a2d569e7

5. przyrząd do usuwania włosków z twarzy:

http://www.ebay.pl/itm/Bend-Super-Stick-Epistick-Facial-Hair-Remover-Hair-Free-/130593937433?pt=UK_Health_HairRemoval_RL&hash=item1e68015819
Coś Was zauroczyło? ;)

Torturami w zaskórniki

Teraz pokażę Wam moje ulubione narzędzie tortur. Myślę, że widok będzie w sam raz przed snem ;)


Do czego służy? Do usuwania zaskórników. Skutecznie. To tak zwana łyżeczka Unny używana czasem przez kosmetyczki do oczyszczania cery.

Z jednej strony ma ostry szpikulec do nakłuwania większych zmian (tej części nie używam, bo równie dobrze sprawuje się w tym celu igła, a poza tym od miesiąca nie miałam już takich zapalnych zmian).
Z drugiej ma metalową pętelkę, którą należy przesuwać po skórze, jednocześnie dociskając. Służy do usuwania zaskórników. U mnie idealnie sprawdziła się na nosie i jego skrzydełkach (bardzo ciężko tam dotrzeć innymi sposobami). Za każdym razem po użyciu sama się dziwię, ile świństwa siedzi w skórze. Chcecie zobaczyć, jak nos wygląda przed i po oraz powstały urobek? Uprzedzam, że widok może powodować koszmary :-o Dajcie znać!

Dla tych, które jeszcze nie miały styczności, muszę uprzedzić, że taki zabieg jest dosyć bolesny oraz pozostawia lekko opuchniętą skórę po użyciu (także do stosowania raczej na nos). Aha, i koniecznie trzeba po użyciu zwęzić pory. Ja w tym celu nakładam glinkę.

Ile kosztuje takie coś? Ja zapłaciłam 3,12 zł. Za 2 sztuki. Z przesyłką poleconą w cenie. Kupiłam na ebay'u.
Zamówiłam już sobie szczoteczkę do oczyszczania twarzy. Również za ok. 3 zł.

PS. do zakupów na ebay nie potrzeba karty kredytowej, wystarczy zwykła płatnicza. Jak ktoś nie ma takiej karty to można również zrobić zwykły przelew na własne konto PayPal, z którego potem zostanie pobrana odpowiednia kwota za zakupiony przedmiot.

piątek, 23 listopada 2012

Co trzymam pod prysznicem?

Dziś chciałabym się podzielić z Wami moimi kosmetykami używanymi pod prysznicem (szkoda, że nie mam wanny, bo wtedy na pewno miałabym sole do kąpieli, pachnące kule i płyny i inne takie). Niestety prysznic kojarzy mi się nie z relaksem, a z szybkim oczyszczaniem ciała. Dlatego mam:


-żel-szampon laurowy Royal Alepp- używam zarówno do mycia ciała, twarzy i czasem włosów. Lubię ze względu na zawartość oleju laurowego. Pełna recenzja tu (jako jedyny ma oddzielną recenzję, gdyż mało ich w internecie, więc jest mało znany).

Pozostałe produkty są dosyć dobrze znane:

-płyn do higieny intymnej Facelle Intim- używam do mycia ciała, mycia włosów (najczęściej) oraz do higieny intymnej. U mnie robi wszystko to, co ma robić, czyli po prostu delikatnie myje. Do tego jest bardzo tani i łatwo dostępny. Ma kwaśne pH, więc nie trzeba się w jego przypadku martwić o płukanki zakwaszające. Jako potencjalny minus zawiera wyciąg z rumianku delikatnie rozjaśniający włosy, ale i inne pożyteczne składniki: ekstrakt z awokado, kwas mlekowy, mleczan sodu, mocznik, allantoina..
Skład:
Aqua, Coco Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Xanthan Gum, Chamomilla Recutita Extract, Persea Gratissima Extract, Pentylene Glycol, Sodium Lactate, Lactic Acid, Serine, Urea, Sorbitol, Disodium Cocopolyglucoside Citrate, Sodium Chloride, Allantolin, Glyceryl Oleate, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Citric Acid, Ethoxydiglycol, Parfum, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dexydroacetic Acid.

-żel pod prysznic- szampon Alterra bezzapachowy- podobnie jak poprzedniego używam go do mycia całego ciała, twarzy i włosów (nie zawiera rumianku, więc może być lepszym wyborem dla osób bojących się rozjaśnienia włosów). Według mnie praktycznie nie różni się od poprzednika- ta sama konsystencja, brak zapachu, to samo działanie. Średnio 2zł droższy, więc nadal tanizna. W składzie ma na prawdę minimum substancji, w związku z czym nie zawiera również żadnych substancji nawilżających.
Skład:
Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Capryly/Capryl Glucoside, Alcohol, Xanthan Gum, Sucrose Laurate, Levulinic Acid, Glucose Glutamate. 

Wszystkie moje myjadła nie zawierają SLS ani innych szkodliwych składników, w większości jednak ich zadanie to jedynie mycie. Stąd zaraz po ich użyciu konieczne jest nawilżenie:

- olejek do pielęgnacji ciała Babydream fur Mama- na lato lubię balsamy do ciała, ale zimą moja skóra potrzebuje mocniejszego nawilżenia oraz natłuszczenia. Od miesiąca stosuję do tego celu ten olejek: wsmarowuję w mokrą skórę zaraz po prysznicu, następnie wycieram się ręcznikiem. Wprawdzie konieczne jest wtedy częstsze wymienianie ręcznika, jednak można się praktycznie od razu ubrać. Bardzo, ale to bardzo uwielbiam jego zapach, a skóra jest miękka do następnego prysznica. Smarowanie mokrego ciała sprawia, że potrzeba bardzo małej ilości i olejek staje się niezwykle wydajny. Mam zamiar również spróbować używać go na włosy, jak skończę olejek kokosowy Vatiki. To, co mi się w nim nie podoba, to brak pompki, przez co opakowanie jest wiecznie tłuste, a i wylewa się go trochę, gdy  nie stoi pionowo (także nie polecam brać go w podróż).
Skład:
Glycine Soja (Soybean) Oil, Prunus Amygdalus (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil/unsaponifiables, Simmondsia Chinensis (Jojoba)Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopherol, Parfum
, czyli olej sojowy, olej migdałowy, olej słonecznikowy, olej jojoba, olej macadamia, witamina E i zapach.

-maska do włosów Alterra, Granat i Aloes- dla mnie nie ma dużej różnicy między maską i odżywką z tej serii, dlatego używam ich zamiennie. Używam zgodnie z przeznaczeniem, czyli nakładam na włosy po ich umyciu. Sprawia, że włosy stają się miękkie, błyszczące i łatwo się rozczesują.Czasem stosuję także samą odżywkę do umycia włosów (nakładam na suche włosy, wmasowuję, po pół godzinie zwilżam, aż tworzy się piana, którą myję włosy), do czego się sprawdza, gdy włosy nie są bardzo przetłuszczone.
Skład:
Aqua, Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Glycine Soja Oil, Sodium Lactate, Punica Granatum Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Carthamus Tinctorius Oil, Ricinus Communis Oil, Punica Granatum Extract, Aloe Barbadensis Extract, Acacia Farnesiana Extrakt, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum, Linalool, Limonene, Geraniol, Citronelloll, Citral,
, czyli olej sojowy, mleczan sodu, olej z nasion granatu, masło shea (ten składnik jest dodatkowo w masce, a nie ma go w odżywce), olej szafranowy, olej rycynowy, ekstrakt z granatu, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z akacji, pantenol, witamina e, olej słonecznikowy. Same dobroci, nie licząc alkoholu używanego w naturalnych kosmetykach jako konserwant, ale mającego działanie wysuszające. 

Jak u mnie sprawdza się taki zestaw (przypomnę, że mam skłonności do zapalenia mieszków włosowych, suchą skórę ciała, a jeżeli chodzi o skórę głowy, to przez wiele lat walczyłam z łupieżem i podrażnieniami po szamponach przeciwłupieżowych)?
Dobrze- dobrze myje, nie powoduje podrażnień i swędzenia skóry, a włosy i ciało są nawilżone i miękkie. Jednak nie jest to mój zestaw idealny i będę szukała dalej. Fajnie by było znaleźć zarówno myjadło do ciała, jak i włosów od razu je nawilżające ;)
 
 PS. odkąd stosuję naturalną pielęgnację, pozbyłam się łupieżu :)

Znowu się chwalę :)

To było wczoraj, jak żaliłam się na olejek z drzewa herbacianego z The Body Shop i planowałam zakupić czysty w aptece. Powoli przymierzałam się do zakupów, gdy podczas porządków w szafce z lekami znalazłam to cudo:

Tak, tak olejek eteryczny z drzewa herbacianego firmy Primavera.

Najciekawsze jest to, że na prawdę nie mam pojęcia, skąd się tam wziął, kto i kiedy go zakupił. Ale znalazłam go w najodpowiedniejszym do tego momencie :). Od razu weszłam do internetu poczytać co nieco i co się okazało? Ze jest to jedna z najlepszych firm robiących olejki eteryczne, a takie coś kosztuje, bagatela, ok. 70zł! W życiu nie wydałabym tyle na olejek, ale znaleźć go to jak Boże Narodzenie w listopadzie ;)

PS. mam nadzieję, że takie rzeczy się nie przeterminowują i nadaje się on jeszcze do użycia... bo planuję dolać go do swoich kosmetyków, czyli:
-olejku myjącego z BU
-toniku z kwasami BU
-kremu na dzień
-glinek, peelingów, maseczki ziołowej
-szamponu
-kremu do stóp
-i co mi tam jeszcze przyjdzie do głowy :)
Mam nadzieję, że w ten sposób najefektywniej wykorzystam jego przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze właściwości .

czwartek, 22 listopada 2012

Pierwsze farbowanie henną Khadi

Jestem chyba dosyć nietypową młodą kobietą, bo nigdy nie farbowałam włosów, pomimo że mój naturalny kolor to mysi szary. To nie znaczy, że o tym nie myślałam, po prostu się bałam, że farba zniszczy i tak już moje wypadające kudełki.
Ale te piękne rudości, ach marzenia... Ze 3 miesiące temu poszłam za impulsem i zafarbowałam się na rudy farbą chemiczną, robiłam to w sumie ze 4 razy, bo chciałam mieć taki płomienny, marchewkowy rudy. Jak można się domyślić, nie udało mi się takiego koloru uzyskać, a na rozjaśnianie już nie miałam odwagi. Te 4 farbowania wystarczyły, by włosy zaczęły mi masakrycznie wypadać, a do tego odrost był baaardzo widoczny :(.

Wtedy uznałam, że nie mam nic do stracenia i czas na kupienie henny. Przeczytałam trochę recenzji i zdecydowałam się na ciemny brąz z Khadi (z allegro z odbiorem osobistym zapłaciłam 23 zł za 100 gram proszku). Dziś przyszedł czas na ostateczne starcie ;)


Starałam się robić wszystko według instrukcji, to znaczy na początek rozmieszałam patyczkiem może z 1/3 proszku w wodzie o temperaturze ok 50 stopni (mam czajnik, gdzie nastawiłam na 60 stopni i chwilę odczekałam, więc powinno wyjść 50) w szklanej miseczce. Mieszankę nałożyłam na wilgotne włosy rękami w rękawiczkach, owinęłam folią, założyłam grubą czapkę i tak przesiedziałam 2 godziny. Po czym wypłukałam i wysuszyłam włosy.


Byłam przygotowana co do specyfiki farbowania henną, bo dużo na ten temat poczytałam, także nic mnie nie zaskoczyło (ani zapach, ani konsystencja, ani długie wypłukiwanie).  Wydaje mi się, że jak ktoś się decyduje na hennę, to musi to zaakceptować i w jakiś sposób przystosować do swoich potrzeb. Ja mam bardzo krótkie włosy, także nie miałam problemu z nakładaniem na włosy palcami czy wypłukaniem henny. Nie pobrudziła mi się również łazienka (miałam ręcznik na ramionach, na który spadły dosłownie 2 kapki papki).

Nie mogę napisać rzetelnej recenzji po jednym użyciu, ale podzielę się swoimi pierwszymi wrażeniami:
- co do efektów, to spodziewałam się ciemniejszych, prawie czarnych włosów, a wyszedł takie średnio-ciemny brązik.
- za to pięknie pokrył odrosty i nie widać żadnej różnicy w odcieniach pomiędzy różnymi partiami włosa (czyli tak jakbym wróciła do swojego mysiego koloru).
- co do odżywienia i polepszenia stanu skalpu to się jeszcze okaże.

A oto efekt:
Przed/ Po
Nie mogę powiedzieć, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia, ale jestem zadowolona z efektu wyrównania koloru (przez co nie będę już straszyć odrostami) i na pewno zużyję resztę mieszanki do kolejnych farbowań, wierząc, że po kolejnych razach wyjdzie mi ciemniejszy kolor.

środa, 21 listopada 2012

Pierwze spotkanie z TBS, czyżby ostatnie? Tea Tree Oil

Na koniec dzisiejszego dnia chciałabym napisać co nieco o kosmetyku, z oceną którego mam najwięcej problemów.  A chodzi o Olejek z drzewa herbacianego z The Body Shop.


Sama nic wcześniej nie kupiłam tej firmy, bo zawsze wydawało mi się tam drogo, także ta buteleczka będąca prezentem była pierwszym zetknięciem się z kosmetykami TBS. Do tego odpowiednio dobrana do mojej problemowej cery, a przy prezentach czasami z tym ciężko ;)

Co mówi producent:

Seria z drzewa herbacianego jest zalecana w przypadku skóry z problemami, tak jak i leczenia pojedynczych wyprysków. Jego regularne stosowanie zmniejsza również pory i wyrównuje skórę. Olejek Tamanu zawarty w prezentowanym produkcie, zmniejsza także zaczerwienienia i podrażnienia. Nie wysusza skóry!
Zastosowanie:
- bezpośrednio na skórę za pomocą wacika - miej zdrową skórę !
- do masażu - wystarczy kilka kropli rozgrzać w dłoni, aby zapewnić sobie aromatyczny masaż
- do kąpieli - wlej kilka kropel do wanny i ciesz się niepowtarzalnym zapachem
- do inhalacji - by zapewnić skórze głębokie oczyszczenie.

Skład:
Tu pojawia się problem, bo na wizażu i w niekótych recenzjach podany jest taki:
Water, Alcohol Denat., PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Polysorbate 20, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Limonene, t-Butyl Alcohol, Calophyllum Inophyllum Seed Oil, Citral, Leptospermum Petersonii (Lemon Tea Tree) Oil, Denatonium Benzoate, Tocopherol

Skład na moim olejku jest natomiast taki:
Aqua, Alcohol Denat., Polysorbate 60, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Limonene, Calophyllum Inophyllum Seed Oil, t-Butyl Alcohol, Citral, Leptospermum Petersonil Oil, Denatonium Benzoate, Tocopherol.

Różnica przy trzecim miejscu w składzie, ale chyba jednak na korzyść mojej wersji, więc uff.
Ale to nie zmienia faktu, że i ja i osoba mnie obdarowująca myślała, że jest to czysty olejek (w końcu sprzedawany w takiej maleńkiej buteleczce i za tak wysoką cenę), a nie kilka mililitrów wody i alkoholu z 15% dodatkiem olejku. Niby było to napisane na opakowaniu, ale tak maleńkimi literkami, że łatwo się nabrać.

Zadanie, znajdź opis wskazujący na to, ile jest olejku w olejku ;)

Cena/wydajność:
Ja dostałam, ale sprawdzałam w internecie, że cena waha się pomiędzy 20 a 25 zł za 10 ml. Do tego słaba wydajność, bo starczyło mi na niecały miesiąc smarowania się punktowo.

Zapach i konsystencja:
Wyraźny zapach olejku herbacianego (tak intensywny, że nawet nie da się wyczuć alkoholu), a konsystencja lekko oleista, ale nie ciężka.

Działanie: 
Przede wszystkim piecze przy nakładaniu oraz wysusza. Następnego dnia mam suche placki w posmarowanych miejscach. Samo działanie na pojawiające się wypryski wydaje się zauważalne, aczkolwiek nie jest to kosmetyk-cud. Na całą twarz nie odważyłam się go użyć.

Czy kupię ponownie:
A raczej czy kupię po raz pierwszy ;) Zdecydowanie nie, gdyż poczułam się w jakiś sposób oszukana  przez firmę. Ale nie skreślam samej substancji, dlatego mam zamiar kupić czysty olejek z drzewa herbacianego i przetestować jego działanie. Tym bardziej, że kosztuje mniej niż ten z TBS

Ocena:
2/5

PS. szukając czystego olejku w internecie natknęłam się m.in. na taki produkt, który nie dość, że jest dużo tańszy za 5 razy większą objętość, to i zawartość olejku w nim nie budzi zastrzeżeń, bo jest w widocznym miejscu oznaczona:

Mało naturalnie, mało ekologicznie, ale aptecznie- Isotrex, Acne-derm

Dziś post o ciężkiej artylerii do walki z trądzikiem. Tak, tak, mam 27 lat i ciągle TRĄDZIK, z którym męczę się od kilkunastu lat. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale nigdy idealnie. Na całe szczęście, moja skóra nie ma skłonności do tworzenia blizn, więc i śladów z poprzednich bojów nie ma zbyt wiele. Obecnie jest w stanie coraz lepszym, tzn. prawie nie występują już gule i zmiany zapalne (tylko przed okresem), ale jest dużo zaskórników otwartych i zamkniętych (takich grudek).

Od kilku miesięcy przestawiam się na naturalną pielęgnację (i coraz bardziej dojrzewam do kręcenia własnych produktów), ale robię to krok po kroku, produkt po produkcie. W ten sposób w mojej kosmetyczce zalega coraz mniej standardowych kosmetyków.  I myślę, że moja skóra jest mi za to wdzięczna, bo wreszcie dostaje regularne dawki nawilżenia. O tych mazidłach będę pisać regularnie w kolejnych postach.

Jest jednak coś mało ekologicznego, z czego nie zrezygnuję, a mianowicie dwa leki apteczne: Isotrex i Acne-derm. I tu ważne(!) uwagi na początek:
  •  mówię o leczeniu dermatologicznym, przepisanym przez lekarza (choć przyznam, że odwiedziłam ich wielu i sama się w tym czasie dokształcałam, a i zostałam przy tym, który wziął pod uwagę moje sugestie ;)), tym bardziej, że jeden z leków omawianych przez mnie jest na receptę.
  • jest to dosyć ciężka kombinacja przeznaczona już dla osób, których skóra przyzwyczaiła się do agresywnych leków i nie reaguje na byle co zaczerwieniem i podrażnieniem (ja zaczynałam od samych retinoidów, od kilku lat eksperymentowałam z różnymi kwasami i np. 40% kwas migdałowy nie zrobił na mojej skórze dosłownie żadnego wrażenia).

Dlaczego zdecydowałam się na taką kombinację? Bo walczy nie tylko z trądzikiem, ale z kilkoma problemami na raz:
-retinoid powinien opóźnić pojawienie się zmarszczek, a ja już taka młoda nie jestem ;)
-Isotrex jako jedyny lek niszczy sebocyty, co wiąże się z trwałym zmniejszeniem przetłuszczania skóry,
-kwas azelainowy rozjaśnia przebarwienia, które pozostały po wszelkich niespodziankach.

Dla mnie był to ogromnie ważny argument, bo nie przewiduję, żeby kuracja miała się skończyć po kilku tygodniach, tylko pewnie będę się tak smarować kilkanaście miesięcy i warto zająć się kilkoma problemami na raz.

Obecnie stosuję oba specyfiki na noc zamiennie, a na dzień porządne nawilżacze i oczywiście filtr przeciwsłoneczny. Skóra nie jest podrażniona i prawie się nie łuszczy, do tego wydaje mi się, że jest coraz mniej grudek.

PS. we wcześniejszym poście już informowałam, że zaczęłam też robić sobie peelingi salicylowe (kwas salicylowy na spirytusie), i planuję jes stosować aż do wiosny co dwa tygodnie.

Jeśli ktoś męczy się z opornym trądzikiem i próbował już wielu specyfików (tak jak ja, stosowałam również sam Acne-derm kilka lat temu), myślę że mógłby spróbować takiej kompleksowej kombinacji (retinoid, kwas azelainowy, kwas salicylowy).
A za mnie trzymajcie kciuki, obym się wreszcie tego cholerstwa pozbyła :)


PS. dzisiaj na obiad był kapuśniak... bałam się jednak, że będzie trzeba obejść się smakiem, bo ktoś się dorwał do kapusty ... koci wegetarianin :)


Po raz pierwszy coś wygrałam ;)

Chciałam się Wam pochwalić, że po raz pierwszy coś wygrałam!! Ogromnie się cieszę... Najchętniej to bym skakała pod sufit :)


A chodzi o konkurs "Naturalna metamorfoza" na blogu Prozerpine. Tu post z informacją o laureatach, a moja wygrana to 100g czystego masła shea i aloesowe mydło marsylskie ze sklepu "Gaj oliwny"... Będzie czym się smarować w jesienne wieczory :)

Najbardziej mnie jednak cieszy, że nie było to losowanie, a wybierano najciekawszą wypowiedź. A przyznam, że pytanie okazało się bardzo trudne:

Wiadomo, że człowiek nierozerwalnie związany jest z Naturą i dlatego podlega zasadom przez nią ustanowionym... lecz gdyby tak poczuć się jak nigdy przedtem choć przez jeden dzień i zmienić swą postać...?
Kogo- lub co- ze świata przyrody wybralibyście i dlaczego?


Kto mnie czasem czyta, wie już, że mam bzika na punkcie swoich sierściuchów, więc kogo innego mogłabym wybrać, jak nie jedno z nich :) Oto i moja wypowiedź (tu link do wszystkich odpowiedzi):
 
A ja bym chciała na jeden dzień być którymś z moich kotów- poznać jego myśli i potrzeby, dowiedzieć się, kto mu zrobił krzywdę w kocięctwie z powodu której jest, jaki jest. Chciałabym być swoim kotem, ale w innym świecie niż obecny: być kotem, który może sam chodzić na kocie spacery do pobliskich lasków, gdzie mógłby beztrosko szaleć w zaroślach i biegać zafascynowany za ptaszkami, a nie siedzieć zamknięty w domu i wpatrywać się w niedostępny świat za szybą. Być wolnym, bo mój człowiek już nie bałby się, że napotkany przypadkiem „ludź” go skopie z nudów, złapie i podpali albo wrzuci do żrącego kwasu. I chciałabym podczas tych spacerów spotkać koty, których już nie ma, bo takich właśnie tortur doznały ze strony LUDZI.

 A Wy myślałyście kiedyś, by być kimś lub czymś innym?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...