Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Organicum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Organicum. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Hawajski balsam do ciała Papaja i Mango- recenzja

Witajcie,
dzisiaj w ramach końca akcji "Jesienne umilacze" (próbowałam się zmieścić przed północą ;) przyszła pora na recenzję drugiego z produktów, które otrzymałam do testowania od sklepu Organicum (post o tym tu). A mianowicie chodzi o balsam do ciała.


Balsam do ciała Papaja i Mango, linia Hawaiian Spa, Alba Botanica

Założenia marki:
Alba Botanica to firma produkująca naturalne, wegetariańskie kosmetyki nie testowane na zwierzętach. Nie zawierają parabenów, barwników, glikoli, olejów mineralnych, PEG-ów, pochodnych formaldehydu i innych szkodliwych substancji. 
Kosmetyki z linii Hawaiian Spa to prawdziwa esencja zmysłowych hawajskich wysp: naturalne roślinne aminokwasy i witaminy pozyskane z tropikalnych roślin, orzechów kukui i makadamii oraz wodorostów. Proste receptury i wyrafinowane składniki, które zachwycają egzotycznymi zapachami.


Opis producenta:
Bogaty w wyciągi roślinne i beta karoten, balsam świetnie nawilża i odżywia, szczególnie polecany do skóry suchej i przesuszonej. Wyciągi z aloesu, ogórka, mango i papai w połączeniu z olejkami z makadamii i kukui, oraz masłem shea i olejkiem z dzikiej róży, tworzą balsam, który skutecznie pielęgnuje, a także apetycznie pachnie.


Skład:
Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Caprylic/Capric Triglyceride, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Glycerin, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii, Stearyl Alcohol, Aleurites Moluccana Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Rosa Moschata Seed Oil, Anacyclus Pyrethrum Root Extract, Arnica Montana Flower Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Citrus Grandis Seed Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Mangifera Indica Fruit Extract, Dimethicone, Polysorbate 60, Tocopheryl Acetate, Sodium Carbomer, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Citronellol, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Fragrance, Beta-Carotene, Caramel

czyli działające natłuszczająco i ochronnie trójglicerydy, olej z krokosza barwierskiego, masło shea, olej kukui, olej macadamia i olej z dzikiej róży (regenerują komórki naskórka, wspomagają syntezę kolagenu, łagodzą podrażnienia). Obok tego składniki nawilżające: sok z aloesu, gliceryna roślinna oraz wyciągi roślinne: wyciąg z korzenia pierściennika (bertram- działa odstraszająco na owady ?!), wyciąg z kwiatów arniki (wzmacnia naczynia krwionośne, działa przeciwobrzękowo), wyciąg z papaji (rozjaśnia i wygładza skórę), wyciąg z nasion grejpfruta (rozjaśnia skórę, tonizuję, działa antyoksydacyjnie), wyciąg z ogórka (działa ściągająco, oczyszczająco, rozjaśniająco), wyciąg z mango (regeneruje, działa jak filtr przeciwsłoneczny). Poza tym silikon, substancje zapachowe oraz delikatne konserwanty.

PS. tym razem nie mogę się doszukać na opakowaniu informacji o trwałości produktu po otwarciu :/.


Cena/wydajność:
43zł za 180g (można kupić tu), czyli pojemność o 100g mniejsza niż w przypadku peelingu. Wydaje się drogo, ale inne naturalne kosmetyki kosztują podobnie lub więcej za podobną pojemność (marki jak AA Eco czy Ava, które maja średnio 150ml).
Wydajność podobna, co zwykłych balsamów do ciała, czyli zależy od tego jak dużo i jak często nakładamy. Ja przez ponad 2 tygodnie stosowania co drugi dzień na nogi, pupę, brzuch i ręce zużyłam około 20% opakowania, gdyż według mnie bardzo łatwo się rozsmarowuje.


Opakowanie:
Standardowy plastikowy słoiczek, ale dla mnie kolory opakowania przywodzą na myśl wakacje w tropikach. Teraz podobno są nowe opakowania, jeszcze bardziej kolorowe, bo z dodatkiem koloru koralowego ;).

Zapach:
Znowu pierwsze, co rzuciło mi się zaraz po otwarciu opakowania to zapach- inny niż peelingu, tym razem jakby koktajlu z tropikalnych owoców, odrobinę bardziej orzeźwiający niż słodki. Zapach jest na tyle intensywny, że czuję go na skórze rano po posmarowaniu się na noc. Przesiąka również piżamę czy pościel, więc jeśli się posmarujemy na dzień, to lepiej zrezygnować wtedy z perfum. Jeżeli ktoś jest baaardzo wrażliwy na zapach, np. kobiety w ciąży, to jednak odradzałabym tak intensywnie pachnący kosmetyk.

Konsystencja:
Konsystencja balsamu jest dosyć gęsta, wręcz maślana, dlatego ja nazwałabym go bardziej masłem do ciała niż balsamem. Choć z drugiej strony nie jest aż tak tłusty jak masła do ciała. Ehh, ta nomenklatura...
Do tego ma bardzo przyjemny maślany kolor (barwiony beta-karotenem, czyli barwnikiem z m. in. marchewki).


Działanie:
Balsamu używałam co drugi dzień po wieczornym prysznicu. Nawilżał, według mnie, wystarczająco by nie musieć go używać codziennie (choć tu zaznaczam, że mam skórę ciała suchą, ale bez problemów takich jak atopowe zapalenie czy łuszczenie). Szybko się wchłaniał bez pozostawiania tłustej otoczki (co zapewne jest zasługą małej domieszki silikonu na końcu składu ;).
Jednakże w czasie ostatnich dużych mrozów czułam pewien dyskomfort z powodu braku uczucia tej właśnie tłustej warstewki i wróciłam do smarowania się czymś tłustszym.
Balsam nie poradził sobie również z szorstkim łokciem lewej ręki (na którym się wiecznie opieram), choć przyznam, że nie oczekiwałam tego za bardzo bo balsamie do ciała, skoro już wiele rzeczy sobie z tym nie poradziło. Dla rzetelności jednak wspominam.
Po takim czasie trudno przesądzać o innych efektach działania tego balsamu, jednak takie bogactwo roślinnych wyciągów działa na moją wyobraźnię i zaraz po końcu tych siarczystych mrozów wracam do smarowania się tylko balsamem- a gdy skończę opakowanie to na pewno zdradzę Wam, czy widać jakieś  dodatkowe korzyści ;).

Czy kupię ponownie:
Hmm, produkt ten spełnił moje oczekiwania, jednak z uwagi na cenę również przyznaję, że nie będzie to niezbędnik na stałe goszczący w mojej łazience.
Na zimę pozostanę jednak przy mazidłach bardziej natłuszczjących (czyli oliwce Babydream fur Mama, o której wspominałam już wcześniej), jednak balsam ten jest dobrą alternatywą na lato, gdyż wtedy nie mogę ścierpieć uczucia tłustości na ciele, a i zapach Babydramu do najbardziej orzeźwiających nie należy.
Podobnie jak w przypadku peelingu, myślę że byłby to fajny zestaw, który z chęcią otrzymałabym na prezent i używała od czasu do czasu w ramach domowego spa.

Ocena:
4+/5 (myślę, że balsam jest na takim samym poziomie, co peeling)


Balsam zgłaszam do akcji "Jesienne umilacze":
Zdecydowanie ten balsam do ciała stał się moim jesiennym umilaczem w kategorii: kosmetyk do smarowania ciała. Podobnie jak peeling, ujął mnie swoim zapachem, dzięki któremu poczułam się jak w raju, czyli na hawajskiej wyspie :). Używając obu tych kosmetyków, łatwo mi przychodziło rozmarzenie się o egzotycznych wyprawach...

PS. Dziękuję serdecznie sklepowi Organicum za przesłanie mi produktu do testowania, jednocześnie zapewniam, że starałam się, aby fakt ten nie wpłynął na moją recenzję (nad podświadomością niestety nie do końca panujemy ;).

czwartek, 6 grudnia 2012

Hawajski peeling do ciała z trzciną cukrową- recenzja

Witajcie,
znalazłyście dzisiaj coś pod poduszką? Bo ja nic :(- mąż już jakiś czas temu ogłosił, że w tym roku z powodu naszej sytuacji finansowej Mikołajki są odwołane...
Dlatego właśnie dzisiaj chciałabym ogłosić recenzję jednego z naturalnych kosmetyków, które dostałam do testowania od sklepu Organicum (post o tym tu), bo paczka od nich była dla mnie jak Mikołajki i Gwiazka w jednym :). A mianowicie chodzi o peeling do ciała. Minęło prawie dwa tygodnie od czasu, gdy wpadł w moje ręce i użyłam go 4 razy. Wydaje mi się, że jest to wystarczający czas, by móc ocenić działanie peelingu. Niemniej jednak przyznaję, że chciałam również, aby wziął on udział w akcji "Jesienne umilacze".


Peeling do ciała z trzciną cukrową, linia Hawaiian Spa, Alba Botanica

Założenia marki:
Alba Botanica to firma produkująca naturalne, wegetariańskie kosmetyki nie testowane na zwierzętach. Nie zawierają parabenów, barwników, glikoli, olejów mineralnych, PEG-ów, pochodnych formaldehydu i innych szkodliwych substancji. 
Kosmetyki z linii Hawaiian Spa to prawdziwa esencja zmysłowych hawajskich wysp: naturalne roślinne aminokwasy i witaminy pozyskane z tropikalnych roślin, orzechów kukui i makadamii oraz wodorostów. Proste receptury i wyrafinowane składniki, które zachwycają egzotycznymi zapachami.


Opis producenta:
Peeling skutecznie oczyszcza i pielęgnuje szorstką i wysuszoną skórę. Enzymy z trzciny cukrowej rozpuszczają martwe komórki naskórka, podczas gdy krzemowe granulki delikatnie złuszczają mechanicznie, wygładzając skórę. Optymalna pielęgnacja ciała odbywa się następnie dzięki odżywczym właściwościom miodu i olejków z tropikalnych orzechów: kukui i makadamii oraz migdałowego i słonecznikowego. Produkt ma bardzo bogatą konsystencję, dobrze oczyszcza, a zawarte w nim olejki pozostawiają skórę przyjemnie nawilżoną i lekko natłuszczoną, tak że nie ma potrzeby stosowania balsamu do ciała, choć to zapewne kwestia indywidualnych preferencji i rodzaju skóry. Bardzo miły słodkawo-miodowy zapach.


Skład:
Helianthus Annuus Oil, Saccharum Officinarum Extract, Silica, Aleurites Moluccana (Kukui) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Honey, Tocopherol , Fragrance

czyli olej słonecznikowy, olej kukui (regeneruje skórę podrażnioną, roślina typowa dla Hawajów), olej macadamia natłuszczające skórę oraz odżywczy i nawilżający miód. W peelingu tym granulki są krzemowe, a nie cukrowe, czy solne. Do tego ekstrakt z trzciny cukrowej (zawierający złuszczające kwasy AHA) działający jak delikatny peeling chemiczny.

PS. okres trwałości po otwarciu wynosi 12 miesięcy.


Cena/wydajność:
43zł za 280g (można kupić tu), wydaje się drogo, ale inne naturalne kosmetyki kosztują podobnie lub więcej za tak dużą pojemność (marki jak AA Eco czy Ava). Wydajność typowa dla peelingów do ciała, czyli zawsze mogłaby być większa ;). Po 4 użyciach ubyło mi może z 1/5 opakowania.


Opakowanie:
Standardowy plastikowy słoiczek, ale dla mnie kolory opakowania przywodzą na myśl wakacje w tropikach. Teraz podobno są nowe opakowania, jeszcze bardziej kolorowe, bo z dodatkiem koloru koralowego ;). Jeżeli trzymamy pod prysznicem to od wilgoci delikatnie odchodzą brzegi naklejki, ale nie jest to bardzo widoczne.


Zapach:
Pierwsze, co rzuciło mi się po otwarciu opakowania to niezwykle słodki i intensywny zapach- mi się kojarzy z karmelem lub syropem cukrowym. Zapach ten roznosi się po całej łazience podczas użycia i dosyć długo utrzymuje się na skórze. Jeżeli ktoś jest baaardzo wrażliwy na zapach, np. kobiety w ciąży, to jednak odradzałabym tak intensywnie pachnący kosmetyk.

Konsystencja:
Konsystencja nie jest bardzo tłusta, raczej galaretkowata z zatopionymi małymi, ale ostrymi drobinkami. Dzięki temu nie przelewa się przez palce podczas wydobywania i nakładania. Dopiero po roztarciu na skórze robi się bardziej płynna.




Działanie:
Peelingu użyłam 4 razy, gdyż peelinguję się średnio 2 razy w tygodniu. Dwa razy po prysznicu użyłam balsamu do ciała, a dwa razy nie nakładałam już nic na skórę, żeby sprawdzić faktyczne odżywienie skóry przez peeling.
Jeżeli chodzi o działanie złuszczające, to drobinki są małe (mniejsze niż soli gruboziarnistej), ale ostre i nie roztapiają się pod wpływem wody (jak cukier). Do tego dochodzi działanie kwasów AHA (warto zostawić peeling na chwilę na skórze, a nie od razu zmywać). Pozwala to na całkiem porządne złuszczenie ciała łącznie z łokciami i kolanami (wiadomo, że stopy potrzebują dużo mocniejszego złuszczania, jak np. tarek). Jednak przyznaję, że większe drobinki zrobiłyby na mojej skórze lepsze wrażenie.
Jeżeli chodzi o działanie odżywczo-pielęgnujące to skóra po użyciu faktycznie jest lekko natłuszczona i mięciutka. W moim przypadku nie było konieczne natychmiastowe użycie balsamu- pomimo jesieni skóra spokojnie wytrzymała dobę i musiałam się nakremować dopiero następnego dnia po kolejnym prysznicu.
Innych działań producent nie obiecuje, a i ja nic innego nie wymagam od peelingu.

Czy kupię ponownie:
Hmm, produkt ten spełnił moje oczekiwania, jednak z uwagi na cenę przyznaję, że nie będzie to niezbędnik na stałe goszczący w mojej łazience.
Jako że robię peelingi dosyć często i dosyć dużo ich z tego względu zużywam, to na co dzień w zupełności wystarczy mi domowy (cukier lub sól rozmieszana z oliwą). Peeling z Alby fajnie za to by było dostać na prezent np. pod choinkę czy na Walentynki i od czasu do czasu zrobić sobie domowe spa, szczególnie że data ważności po otwarciu jest całkiem długa.

Ocena:
4+/5 (nie odejmuję jakoś bardzo oceny za cenę, gdyż takie kosmetyki po prostu tyle kosztują).



Peeling zgłaszam do akcji "Jesienne umilacze":
Zdecydowanie ten peeling stał się moim jesiennym umilaczem w kategorii: peelingi i scruby. Ujął mnie swoim zapachem (nie do odtworzenia w samorobionych peelingach, ani w innych kupnych peelingach), dzięki któremu poczułam się jak w raju, czyli na hawajskiej wyspie :). Używając go, łatwo mi przychodziło rozmarzenie się o egzotycznych wyprawach...

PS. Dziękuję serdecznie sklepowi Organicum za przesłanie mi produktu do testowania, jednocześnie zapewniam, że starałam się, aby fakt ten nie wpłynął na moją recenzję (nad podświadomością niestety nie do końca panujemy ;).

poniedziałek, 26 listopada 2012

Zmysłowy powiew Hawajów w moim domu :)

Witajcie!

Chciałabym ogłosić dzisiaj bardzo dobrą dla mnie wiadomość. Otóż nawiązałam pierwszą współpracę. Trochę się nie spodziewałam, że tak szybko się to stanie, bo co ja niby miałabym testować ze zwykłych drogerii, skoro się przestawiam na kosmetyki ekologiczne. A te są przecież słabiej dostępne oraz dużo droższe. Otóż nawiązałam pierwszą współpracę ze sklepem internetowym z kosmetykami organicznymi i naturalnymi z różnych stron świata Organicum (tu).  

Przemiła pani Agnieszka z Organicum zauważyła potencjał w moim blogu i zaproponowała mi do testowania coś z nowej linii kosmetyków organicznych do ciała Alba Botanica, Hawaiian Spa.

Alba Botanica to firma produkująca naturalne, wegetariańskie kosmetyki nie testowane na zwierzętach. Nie zawierają parabenów, barwników, glikoli, olejów mineralnych, PEG-ów, pochodnych formaldehydu i innych szkodliwych substancji. Kosmetyki z linii Hawaiian Spa to prawdziwa esencja zmysłowych hawajskich wysp: naturalne roślinne aminokwasy i witaminy pozyskane z tropikalnych roślin, orzechów kukui i makadamii oraz wodorostów. Proste receptury i wyrafinowane składniki, które zachwycają egzotycznymi zapachami. Jak to przeczytałam, to od razu wiedziałam, że takie kosmetyki mogę testować na swoim własnym, osobistym ciele, bo zaliczają się do kategorii rzeczy, które sama bym kupiła.

Spośród czterech produktów tej linii dostępnych w sklepie (tu) najbardziej spodobały mi się: peeling do ciała oraz krem do ciała, i to właśnie je dostałam!


Paczuszka przyszła dzisiaj. kosmetyki schowane były w takim jakby sianku ,żeby nic im się nie stało, w którym znalazłam również próbkę emulsji Dr. Bonner's.


To, co się rzuca w oczy to piękne kolorowe opakowania, przywodzące na myśl wakacje w tropikach. Oraz zapach uwalniający się z pudełka, pomimo że same kosmetyki są jeszcze zapieczętowane.


Pierwszy wyciągnęłam peeling do ciała z trzciną cukrową. Według opisu na stronie sklepu skutecznie oczyszcza i pielęgnuje szorstką i wysuszoną skórę. Enzymy z trzciny cukrowej rozpuszczają martwe komórki naskórka, podczas gdy krzemowe granulki delikatnie złuszczają mechanicznie, wygładzając skórę. Optymalna pielęgnacja ciała odbywa się następnie dzięki odżywczym właściwościom miodu i olejków z tropikalnych orzechów: kukui i makadamii, oraz migdałowego i słonecznikowego. Produkt ma bardzo bogatą konsystencję, dobrze oczyszcza a zawarte w nim olejki pozostawiają skórę przyjemnie nawilżoną i lekko natłuszczoną, tak że nie ma potrzeby stosowania balsamu do ciała, choć to zapewne kwestia indywidualnych preferencji i rodzaju skóry. Bardzo miły słodkawo-miodowy zapach.

Skład:
Helianthus Annuus Oil, Saccharum Officinarum Extract, Silica, Aleurites Moluccana (Kukui) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Honey, Tocopherol , Fragrance.


Pierwsze, co rzuciło mi się po otwarciu opakowania to niezwykle słodki i intensywny zapach- mi się kojarzy z karmelem lub syropem cukrowym. Konsystencja nie jest bardzo tłusta, raczej galaretkowata z zatopionymi małymi, ale ostrymi drobinkami.


Na drugi ogień poszedł balsam do ciała Papaja i Mango. Zgodnie z opisem produktu bogaty w wyciągi roślinne i beta karoten, balsam świetnie nawilża i odżywia, szczególnie polecany do skóry suchej i przesuszonej. Wyciągi z aloesu, ogórka, mango i papai w połączeniu z olejkami z makadamii i kukui, oraz masłem shea i olejkiem z dzikiej róży, tworzą balsam, który skutecznie pielęgnuje, a także apetycznie pachnie.

Skład:
Aqua, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Caprylic/Capric Triglyceride, Carthamus Tinctorius Seed Oil, Glycerin, Glyceryl Stearate, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii, Stearyl Alcohol, Aleurites Moluccana Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Rosa Moschata Seed Oil, Anacyclus Pyrethrum Root Extract, Arnica Montana Flower Extract, Carica Papaya Fruit Extract, Citrus Grandis Seed Extract, Cucumis Sativus Fruit Extract, Mangifera Indica Fruit Extract, Dimethicone, Polysorbate 60, Tocopheryl Acetate, Sodium Carbomer, Ethylhexylglycerin, Phenoxyethanol, Potassium Sorbate, Citronellol, Eugenol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, Fragrance, Beta-Carotene, Caramel.


Tu znowu pierwsze co, to czuję zapach. Tym razem jest to zapach jakby koktajlu z tropikalnych owoców, odrobinę bardziej orzeźwiający niż słodki. Zapach jest na tyle intensywny, że nadal go czuję z miejsca na ręce posmarowanego dla zrobienia zdjęcia. Konsystencja balsamu jest dosyć gęsta, wręcz maślana, dlatego ja nazwałabym go bardziej masłem do ciała niż balsamem.

Na dokładniejszą opinię przyjdzie czas pewnie za ok. 3-4 tygodnie, kiedy będę mogła coś więcej o tych kosmetykach powiedzieć. Na razie wiem jedno, zakochałam się w tym zapachu- jest w sam raz na jesień, przywołuje na myśl jakieś tropikalne wyspy, od razu robi się człowiekowi cieplej.

PS. Na koniec chciałabym podziękować pani Agnieszce za powierzone mi jako początkującej blogerce zaufanie. Oraz zaznaczyć, że fakt otrzymania kosmetyków od sklepu Organicum w żaden sposób nie wpłynie na moją opinię. Jak będę tak uważać, to nie zostawię na żadnym kosmetyku suchej nitki, gdyż żaden kosmetyk nie jest wart wiarygodności moich słów.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...