Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pielęgnacja włosów. Pokaż wszystkie posty

środa, 26 czerwca 2013

Aktualizacja włosowa (po raz pierwszy)

Witajcie w ten pochmurny dzień!

29 marca pisałam o tym, że zaczęłam zapuszczać włosy (klik) po prawie 2 latach noszenia bardzo chłopięcej fryzurki. Wtedy też bardziej skupiłam się na ich pielęgnacji... (choć do włosomaniactwa mi jeszcze daleko, a i zasoby kosmetyków włosowych do największych nie należą). Chcecie zobaczyć efekty?

Co robiłam z nimi przez te 3 miesiące?
-dół i boczki przystrzygane średnio co 2 tygodnie,
-nie używałam suszarki, prostownicy czy środków do stylizacji (włosy układają się same w kształt miotły... no dobra, po prostu nie mam na nie żadnego pomysłu w obecnym kształcie :(,
-w zeszłym tygodniu wróciłam do henny- tym razem ELD w kolorze Chna,
-mycie co drugi dzień głownie płynem do higieny intymnej Facelle, obecnie również żelem pod prysznic Natura Siberica,
-maska Alterra z granatem i aloesem po każdy myciu (czasem na dłużej przed myciem),
-olejek łopianowy Green Pharmacy ze skrzypem i olejek Vatika kokosowa po razie w tygodniu,
-różne wcierki na skórę głowy: Aloevit, Capitavit, domowa nawilżająca z kofeiną, Jantar, wzmacniająca z Biochemii Urody.


Obecnie moja pielęgnacja cały czas wygląda podobnie oprócz tego, że pokończyły mi się poprzednie wcierki. Zrobiłam sobie takie oto kolejne na najbliższe tygodnie:
-z kozieradki z 5% dodatkiem nalewki rozmarynowej (rozmaryn zalany podgrzanym spirytusem i odłożony na kilka dni),
-z gorczycy z dodatkiem substancji nawilżających (1 łyżka mielonej gorczycy zalana szklanką gorącej wody, po ostygnięciu dodane panthenol, aloes, nawilżacz cukrowy, mleczan sodu, kwas hialuronowy).

Ta druga to moja własna wariacja tej magicznej maski musztardowej, po której włosy rosnąć mają 10cm na miesiąc. Postanowiłam się poświęcić dla dobra własnego i sprawdzić, czy faktycznie gorczyca chociaż trochę przyspieszy narastanie kudełków.


A jakie są efekty?
Na początku kosmyk testowy na czubku głowy miał 5,5 cm, dzisiaj ma 9 cm. To oznacza, że włosy urosły mi o 3,5cm w niecałe 3 miesiące. Nie jest źle, widać że włosy podrosły, bo mają teraz właśnie taką najgorszą długość- nie są ani bobem ani chłopięcą fryzurką... Ogólnie to czuję się jak mop i średnio 100 razy dziennie zastanawiam się czy jednak się nie opitolić...

!pamiętajcie, że dołem są przystrzygane!

W takim tempie akceptowalna dla boba długość będzie za ok. następne 3 miesiące i nie wiem, jak dam radę. Nastawiałam się , że po 4 miesiącach będzie już ok, a nie po 6... Pocieszam się oglądając co jakiś czas googlowskie grafiki i zastanawiając się nad tym, jaką chciałabym mieć docelowo fryzurkę- a waham się pomiędzy klasycznym bobem z grzywką a czymś asymetrycznym z jednym bokiem podstrzyżonym... bo ja nie chcę mieć długich włosów, na razie wystarczy mi krótsza kobieca fryzurka... byleby nie wyglądać jakbym od wieków cywilizacji nie widziała... Na razie skłaniam się ku czemuś takiemu:


Co jest wręcz zabawne, bo dla większości dziewczyn to jest krótka fryzurka, a ja muszę zapuszczać swoje kudły przez pół roku coby taki efekt osiągnąć ;)

Przesyłam buziaki, Ania!

sobota, 15 czerwca 2013

Oleje czy nie oleje? Cz. 2, czyli olejek pielęgnacyjny Neumond

Witajcie weekendowo!
Dziś będzie typowa (zaległa) recenzja, ostatniego już z naturalnych kosmetyków, które wieki temu otrzymałam od sklepu Minejo. Do tego olejku najciężej mi było się zabrać, a i tak nie za bardzo wiedziałam, co o nim napisać. Bo niby wszystko z nim ok, a jednak nie zachwycił. Zresztą poczytajcie same.



"Kokos- pomarańcza olejek pielęgnacyjny"  to odżywcza i ochronna pielęgnacja dla każdego typu skóry, a zwłaszcza dla skóry suchej i zniszczonej. Składa się z najlepszego, tłoczonego na zimno olejku jojoba i z tłoczonego na zimno bio- olejku kokosowego. Posiada certyfikat ABCert.

Skład:
Simmondsia chinesis seed oil, Cocos nucifera oil, Fragrance (100% natural essentials oils), Limonene, Benzyl Benzoate, Linalool,
czyli olejek jojoba, olej kokosowy, mieszanka olejków eterycznych nadająca zapach, naturalne konserwanty. Skład prosty i krótki... czy aż nie za bardzo...


Cena/dostępność/wydajność:
29zł za 50ml, dostępne w sklepie Minejo (klik). Wydajność jak w przypadku chyba każdego olejku jest bardzo wysoka. Swoją buteleczkę zużywałam około pół roku z przerwami do różnych zastosowań.

Zapach:
Przepiękny, dosyć intensywny, długo utrzymujący się na skórze/włosach. Jest to najprawdopodobniej mieszanka zapachowa, gdyż zapach jest trudny do zdefiniowania- nie jest słodki czy mdły, raczej wytrawny, odrobinę owocowy, momentami lekko gorzkawy.

Konsystencja:
Rzadki olejek o mocno żółtym zabarwieniu.


Opakowanie:
Mała buteleczka z ciemnoniebieskiego szkła (ale widać zużycie), z dziubkiem pełniącym funkcję kroplomierza. Nie brudzi się/nic się nie leje po ściankach, jak w większości innych olejków. Naklejka wytrzymała do końca bez zarzutu.

Komfort użytkowania:
Tłusty rzadki olejek niezbyt szybko wchłaniał się w skórę (wolniej niż oliwka Babydream), za to włosy tak jakby go wypijały (w porównaniu z olejkiem Green Pharmacy czy Vatika). Na długo pozostawiał po sobie przyjemny zapach.


Działanie:
1. Twarz- w ten sposób nie używałam w obawie przed zapychającym działaniem oleju kokosowego.
2. Ciało- użyłam kilka razy, jednak odstraszyło mnie od niego stosunkowo wolne wchłanianie w skórę.
3. Włosy- moje włosy nawet go polubiły, po nałożeniu na nie tak jakby się wchłaniał, po umyciu włosy są przyjemnie miękkie i błyszczące. Jednak taki sam efekt otrzymuję po dużo tańszej oliwce Babydream Fur Mama. Niewątpliwą przewagą oleju Neumond jest jednak jego zapach.
4. Jako półprodukt- dodawałam do domowych masek do włosów (nadawał im piękny zapach), czy też jako składnik peelingu do ust na wzór Pat&Rub, gdzie również bardzo dobrze się sprawdził, a na dodatek pięknie zabarwił cukier.


Czy kupię ponownie:
Nie. Cena nie jest konkurencyjna w stosunku do innych (bogatszych) mieszanek olejków pielęgnacyjnych, a i pojedyncze oleje do późniejszego wymieszania są już coraz łatwiej dostępne, np. w aptekach.
Jedyne za czym będę tęsknić to ten zapach, nie do odtworzenia. Dlatego w asortymencie marki Neumond zaczęły mnie kusić naturalne perfumy czy mieszanki olejków eterycznych o intrygujących nazwach.
No i jeszcze zostawiłam sobie niebrudzącą buteleczkę :).

Ocena:
3-/5

Znacie markę? Miałyście jakiś ich produkt?

piątek, 29 marca 2013

Drobnostki, ciekawostki, śnieg ;)

Witajcie ciepło w tych zimowych okolicznościach!
Czyż nie pięknie wyglądają choinki przyprószone śniegiem i przyozdobione pisankami ;).

Po pierwsze chciałabym się pochwalić, iż wezmę udział w organizowanym przez Rudąąą12 spotkaniu blogerek na początku maja. Już się nie mogę doczekać, kiedy poznam nowe dziewczyny i zobaczę ponownie te już poznane :D.


Po drugie, oficjalnie rozpoczynam akcję zapuszczania włosów (tzn. w tym tygodniu minął właśnie termin, kiedy się normalnie strzygłam). Z bardzo krótkich chcę dojść do takich do połowy szyi. Teraz włosy na czubku mają 5,5cm. Potrzebuję dużo zaparcia i wsparcia, coby przejść ten najtrudniejszy czas, gdy wygląda się jakby po głowie kosiarka przejechała a później nawiedził huragan ;/. A tak właśnie zaczęłam wyglądać... Z tej okazji mniej więcej co miesiąc będę się chwalić publicznie przyrostem (nie ma to jak motywacja ;) oraz częściej będę pisać o pielęgnacji włosowej. Po prostu na razie problemów z twarzą pozbyłam się, więc nowego hyzia znaleźć sobie trzeba... Zacznę od wcierek na zagęszczenie fryzurki, które namiętnie stosuję od kilku miesięcy.


Po trzecie będzie krótka prezentacja, bo i produkty o których napiszę malutkie. A mianowicie chodzi o zestaw miniproduktów do twarzy i ciała z serii Harmony naturalnej marki Verima, które dostałam ze sklepu Minejo. Czyli kolejnej ciekawej marki, o której na razie u nas cicho.

Co to za marka? Od samego początku istnienia VERIMA koncentruje się na tworzeniu kosmetyków na bazie naturalnej. Kosmetyki te nie zawierają sztucznych konserwantów, silikonu, parafiny i innych składników na bazie olejów mineralnych, które stoją w opozycji do faktycznych potrzeb skóry. Wszystkie posiadają certyfikat BDIH. Dostępne są pełne serie pielęgnacyjne do skóry młodej, wrażliwej, suchej czy dojrzałej, a także produkty do ciała i włosów.
Seria HARMONY marki Verima to zharmonizowany, delikatny program pielęgnacyjny dla skóry suchej, odwodnionej, dojrzałej, wrażliwej, zestresowanej, ze skłonnością do łuszczenia się. Zawiera cenny olej z rokitnika.
Marka ta dostępna jest w sklepie Minejo (link). Ceny wahają się od ok. 40zł za produkty do ciała do ok. 90zł za produkty do twarzy, czyli ceny standardowe dla tego typu kosmetyków. Dostępne są również różne zestawy miniproduktów.


Co ja dostałam? Krem pod prysznic, 15ml, Mleczko do ciała, 15ml, Olejek do ciała, 15ml, Mleczko oczyszczające do twarzy, 4ml, Tonik do twarzy, 15ml, Krem do twarzy, 4ml, Maseczka do twarzy, 4ml.
Wszystkie kosmetyki tej serii zawierają olej z rokitnika (w przypadku kremu do twarzy już na 3 miejscu). Oprócz olejku wszystkie zawierają również masło shea, olej ze słodkich migdaów czy olej jojoba. Do tego ekstrakty z babki lancetowatej, wierzby bialej i płucnicy islandzkiej. Najbardziej spodobał mi sie jednak skład olejku (olej z orzechów laskowych, olej arganowy, olej rokitnikowy, witamina E), który zaczęłam stosować do twarzy.
Produkty były w wersji mini starczającej na 2 (w przypadku np. peelingu do ciała) do 5 użyć (w przypadku maseczki do twarzy), więc o działaniu czy wydajności wypowiedzieć się nie mogę. To jednak dobry sposób na sprawdzenie, czy żaden składnik nas nie uczula ani nie zapycha przed zakupem pełnowymiarowego produktu.


Czy kupię pełnowymiarowe opakowania? Hmmmm, nie. Seria Harmony to jednak nie moje preferencje. Konsystencja mleczka do demakijażu, kremu i maski do twarzy jest bardzo gęsta, wręcz maślana. Może być zbyt bogata dla tłustej skóry. Natomiast produkty do ciała były bardzo lekkie i wręcz o lejącej konsystencji. Ja to bym to zamieniła ;). Po zastanowieniu się pomysł zrobienia zestawu produktów do ciała i twarzy w jednym wydaje mi się nietrafiony, bo przecież wiele z nas ma tu całkiem odmienne potrzeby i ciężko tu o kombinację sprawdzającą się u wszystkich. Natomiast zastanawiam się nad wypróbowaniem jeszcze zestawu dla tłustej skóry (która składa się z pełnej serii, ale jedynie produktów do twarzy).

Pozdrawiam, Ania.

wtorek, 12 marca 2013

Maceraty z domowych składników

Witam!

Czasami nachodzi mnie taka potrzeba, żeby coś ukręcić tu i teraz, bez konieczności kupowania dodatkowych składników. Tak było i tym razem. Zdecydowałam się na przygotowanie kilku mikstur z tego, co miałam w kuchni. A mianowicie chodzi o maceraty. Co to takiego, to chyba każdy już wie (jakby co zajrzyjcie np. do Hinaty), więc nie będę opisywać szczegółowo całej technologii produkcji. Maceraty z domowych składników, które właśnie przygotowałam:


1. macerat marchwiowy (starty korzeń marchwi ekologicznej w oleju słonecznikowym)
Ma właściwości wygładzające, zmiękczające, brązujące, chroniące przed promieniami UV a także silnie przeciwstarzeniowe z uwagi na zawartość beta-karotenu. Czysty macerat może barwić skórę całkiem konkretnie, dlatego mam zamiar go stosować w serach i kremach. Będzie w sam raz na lato jako dodatkowa ochrona przeciwsłoneczna.


2. macerat z czosnku (starty czosnek zalany olejem słonecznikowym)
Wzmacnia włosy i hamuje wypadanie, przyspiesza ich porost, działa przeciwbakteryjnie i przeciwłupieżowo. Normalizuje wydzielanie sebum. Swoje właściwości zawdzięcza siarce. Mam zamiar stosować w mieszance na włosy (o której za chwilę), oraz solo na twarz na noc. Zapachu się nie boję, bo nie będę go używa codziennie, tylko wtedy, gdy będę siedzieć w domu z olejem na pyszczku lub na włosach ;).


3. macerat z zielonej herbaty (zmielona drobno zielona herbata w oleju sezamowym)
Ma działanie nawilżające, przeciwzapalne, bakteriobójcze, napinające. Działa przeciwstarzeniowo. Poprawia mikrokrążenie i wzmacnia naczynia krwionośne, przez co likwiduje obrzęki i cienie. Mam zamiar stosować solo jako nocną maseczkę pod oczy- stąd też zmiana oleju bazowego na konkretniejszy.


4. macerat z kawy (kawa mielona zalana olejem)
O tym znalazłam najmniej informacji, ale można założyć, że z uwagi na zawartość kofeiny ma działanie pobudzające cebulki włosowe i przyspieszające porost włosów. Do tego działa na nie lekko przyciemniająco. Mam zamiar stosować na skórę głowy. Kawa w tym przypadku będzie tylko jednym ze składników:
-czosnek, kawę, rozmaryn i chili zalałam olejkiem łopianowym ze skrzypem Green Pharmacy. Mieszanka ma działać uderzeniowo na szybkość wzrostu włosów, ale także chronić przed łupieżem i normalizować wydzielanie sebum.


Podsumowując- mają mi wyjść dwa oleje na twarz (dzienny marchwiowy i nocny czosnkowy), jeden olej pod oczy oraz mieszanka na skórę głowy. Myślę, że na pierwszy raz to całkiem rozsądny plan, a do tego nic mnie nie kosztował :). A Wy, robicie maceraty? Znacie jeszcze jakieś przepisy na maceraty z domowych składników?

piątek, 4 stycznia 2013

Mała czarna w łazience

Kto z Was lubi kawę? Ja, przyznam się szczerze, kawy nie pijam, co nie przeszkadza mi używać jej w łazience. Bo kawa całkiem fajnym surowcem kosmetycznym jest ;). Kawa (najlepiej mielona, bo rozpuszczalna to jakaś imitacja tylko) ma zastosowanie w kosmetyce z kilku powodów:
-ziarnistej struktury,
-zawartości kofeiny,
-zawartości polifenoli (głównie kwas chlorogenowy).


Po pierwsze kawa mielona (obojętnie zaparzona czy nie) ma lekko drapiący charakter pozwalający na delikatne złuszczanie martwego naskórka. Działa więc podobnie do cukru czy soli, w przeciwieństwie jednak do nich nie rozpuszcza się pod wpływem działania wody. Poza tym jest dużo delikatniejsza, co czasami może być zaletą, a czasami wadą.

Dzięki dużej zawartości kofeiny kawa poprawia krążenie w naczyniach włosowatych, ujędrnia, rozbija również nagromadzoną tkankę tłuszczową, a to sprawia, że skutecznie likwiduje cellulit. Kofeina skutecznie pobudza metabolizm i pomaga usunąć z organizmu zalegające tam toksyny. Pomaga również zlikwidować obrzęki i dotlenia, przez co ma też zbawienny wpływ na cienie pod oczami. Stymuluje również mieszki włosowe i pobudza krążenie krwi, co zwiększa porost włosów.

Ziarna kawy bogate są w związki polifenolowe, z których najważniejszy to kwas chlorogenowy. Kwas ten ma zdolność neutralizowania wolnych rodników oraz zapobiega uszkodzeniom DNA zachodzącym pod wpływem światła słonecznego. Kosmetyki na bazie kawy przeciwdziałają więc oznakom starzenia.

źródło

Jak więc stosuję kawę w łazience:

1. Jako peeling antycellulitowy
-kawę mieloną zalewam wrzątkiem i zaparzam. Potem odsączam i używam samych fusów. Czasami, jak mi się nie chce, to po prostu używam kawy mielonej prosto z pojemniczka
-gdy potrzebuję większego zdzierania, to dodaję jeszcze gruboziarnistej soli
-gdy chcę dodatkowo rozgrzać skórę, to dosypuję szczyptę cynamonu
-mieszam z żelem pod prysznic lub olejem migdałowym do uzyskania dość gęstej masy
-nakładam na zwilżoną pod prysznicem skórę i masuję, po czym spłukuję.


Skóra po takim zabiegu jest gładziutka, jędrna, nabiera zdrowego kolorytu. Gdy peeling jest z olejem, to nie muszę już nakładać balsamu ani oliwki. Czy pomaga likwidować cellulit- ja jeszcze nie mogę się co do tego wypowiedzieć, gdyż ciężko u mnie z regularnością, ale sądząc po tak wysokiej zawartości kofeiny taki peeling i tak musi sobie z tym problemem lepiej radzić niż te drogeryjne.
Żeby poprawić się w kwestii systematyczności, zrobiłam sobie gotową suchą mieszankę (kawa, cynamon, sól) i trzymam ją w słoiczku, żeby stosować wtedy w miarę potrzeb.

2. Jako peeling skóry głowy 
-używam kawy jak w poprzednim przepisie
-nie dodaję cukru, gdyż był on dla mnie za ostry, poza tym wiekszość cukru rozpuściła się przez dotarciem do skóry głowy
-mieszam najczęściej z delikatnym szamponem 
ale czasem mieszam z naturalnym jogurtem lub olejem migdałowym i ekstraktem z aloesu/d-panthenolem (wtedy po wymasowaniu skóry pozostawiam taką mieszankę jeszcze na kilkadziesiąt minut na skórze w formie maski)
-lekko zwilżam włosy i nakładam na skórę głowy, masuję kilka minut, spłukuję
-myję włosy szamponem dwukrotnie.


Peeling skóry głowy ma działanie oczyszczające i antybakteryjnie. Usuwa wszelki osad i zanieczyszczenia oraz złuszcza zrogowaciały naskórek, reguluje pracę gruczołów łojowych, zapobiegając przetłuszczaniu się włosów. Poprawia także krążenie w skórze głowy, przez co może stymulować wzrost włosów lub zapobiegać ich wypadaniu.
Bardzo sobie chwalę takie oczyszczanie (bo jednak szampon to nie to samo i z czasem zrogowagiały naskórek może się złuszczać imitując łupież). Skóra jest po nim oczyszczona i odświeżona. Nie tworzą mi się już podrażnienia ani strupki. Włosy pozostają dłużej świeże. Odkąd stosuję taki peeling regularnie (od miesiąca co tydzień), to zauważyłam, że włosy urosły mi o ok 1,5 cm, kiedy wcześniej rosły ok. 1cm miesięcznie. Gdy używam tego peelingu z olejem lub jogurtem to jednocześnie mam maseczkę nawilżającą skórę głowy.



3. Jako maseczka odmładzająca do twarzy
-kawę zmieszać z kakao i jogurtem
-nałożyć na twarz na 20 minut
-spłukać.
Nie stosowałam jeszcze takiej maseczki, ale mam zamiar ;).

A Wy wykorzystujecie kawę w łazience? Robicie sobie peelingi skóry głowy albo maseczki kawowe?
Przypominam jednocześnie o moim rozdaniu, w którym jednym z kosmetyków jest właśnie kawowy peeling do skóry głowy :).

środa, 2 stycznia 2013

Zapowiedź recenzji nowych kosmetyków

Dzisiaj chciałam się Wam pochwalić niedawno otrzymaną paczuszką ze sklepu internetowego z kosmetykami naturalnymi Minejo Cosmetics (ktoś słyszał o sklepie o tak tajemniczej nazwie?).


Kontakt z panią Mirosławą bardzo mnie ucieszył, gdyż sklep ma w asortymencie te mniej znane naturalne marki, jak Oceanwell, Verima czy Santaverde i jeszcze kilka innych. Przy każdym produkcie jest wymieniony skład (a po ostatniej aferce z pewną marką to ważne ;) oraz wypisane certyfikaty, a do tego firma prowadzi bloga (tu), na którym zawarte zostały bardzo szczegółowe informacje o poszczególnych kosmetykach (a to też, według mnie, ważne w przypadku, gdy większość z nich jest na naszym rynku nieznana).


Tak wyglądała paczka po otwarciu. Zgodnie z polityką firmy produkty wewnątrz ochronione były szarym papierem, a nie folią czy styropianem. Nawet taśma, która zaklejono paczkę, była papierowa. I choć sama nie jestem radykalną ekolożką, to spójność polityki firmy bardzo sobie chwalę :).

To teraz przejdę do sedna, czyli tego, co otrzymałam do testów:


Olejek pielęgnacyjny kokos-pomarańcza marki Neumond, która ma w asortymencie różne mieszanki olei czy olejków eterycznych. Moja kompozycja to tłoczone na zimno olej jojoba, olej kokosowy i olejek eteryczny pomarańczowy. Chcę używać głownie do włosów, być może ciała i już planuję ukręcić balsam do ust z nim w składzie.


Drugi produkt to masło do ciała Moringa marki Bioturm. Tu raczej nie muszę pisać, jak chcę je używać ;). Niestety nie wiem jeszcze jak pachnie, bo czekam z otwarciem, aż skończę poprzednie mazidło (ale strasznie mnie korci, bo pierwszy raz usłyszałam o drzewie Moringa).


Ostatnie to zestaw mini-produktów marki Verima, a mianowicie seria Harmony z olejem z rokitnika: mleczko, tonik, krem i maseczka do twarzy oraz peeling, balsam i olejek do ciała.


Do tego zestaw ten umieszczony był w takiej fajnej materiałowej jakby torebeczce, co do której już snuję różne plany.


Jak widzicie, są to produkty i marki, o których na razie cicho w blogosferze, a takie lubię najbardziej. Mam nadzieję, że Was zaciekawiłam, a recenzji spodziewajcie się za kilka tygodni ;).

wtorek, 4 grudnia 2012

Moja kolekcja glinek, cz. 3 (glinka rhassoul)

To będzie już ostatni wpis o moich glinkach, a jednocześnie przedstawię moją ulubioną.

Marokańska glinka rhassoul (lub ghassoul)

Rhassoul jest naturalną glinką w 100% wydobywaną ręcznie z jedynego na świecie złoża znajdującego się w górach Atlas w Maroku. Rhassoul od wieków stosowana jest w celach kosmetycznych przez mieszkańców Afryki Północnej i niektórych regionów Bliskiego Wschodu. Nazwa pochodzi od arabskiego czasownika rh(gh)assala- myć się.

Glinka ta najczęściej ma postać proszku lub płatków (po suszeniu w dużych płatach jest łamana na małe płatki lub mielona na proszek). Rhassoul po wymieszaniu z wodą przybieraja postać błota. Bogate jest ono w magnez, krzem, potas, wapń, żelazo, glin, miedź, lit, cynk. Posiada właściwości myjące i odtłuszczające. Działanie glinki Rhassoul polega jedynie na absorpcji zanieczyszczeń, nie jest więc w żaden sposób agresywne dla włosów, skóry czy śluzówek. Zapobiega wysuszaniu się i łuszczeniu skóry, poprawia jej elastyczność i strukturę. Działa matująco i odświeżająco. Doskonale pielęgnuje wrażliwą i trądzikową skórę.

Co wyróżnia tę glinkę od innych? Mianowicie ma ona naturalną zdolność spieniania się, dzięki czemu nie musi być używana jedynie jako maseczki do skóry, ale również można nią myć włosy czy ciało.

Celowo nie piszę, do jakiej cery jest zalecana, gdyż wydaje mi się, że podpasuje każdemu, jeśli nie samodzielnie, to z odpowiednim dodatkiem, np. olejowym.

Stosowanie:
-dzięki właściwościom pianotwórczym i odtłuszczającym oraz łagodnemu działaniu glinka Rhassoul spełnia rolę naturalnego szamponu i stosowana jest do mycia oraz pielęgnacji włosów. Skutecznie myje włosy i skórę głowy, nie uszkadzając łuski włosowej i włókien keratynowych.
-jako maseczka na twarz i ciało.
-jako peeling do ciała znakomicie wygładza i ujędrnia skórę usuwając martwe komórki skóry, oczyszcza ją i czyni bardzo świeżą, odmłodzoną.




Ja mam tę samą glinkę rhassoul w trzech wersjach w zależności od dodatków:
-z rozmarynem,
-z suszonymi płatkami róży,
-z indygo.

Glinki z rozmarynem używam do twarzy z uwagi na antyseptyczne właściwości tej przyprawy. Używam jej tradycyjnie jako maseczki, ale zdarzało mi się również używać jej jako środka myjącego (masowałam mokrą twarz pastą z glinki, która tworzyła emulsję). Twarz po tym była matowa i ładnie domyta. Obecnie z uwagi na fakt poszukiwania nowego myjadła, przymierzam się do przestawienia się na mycie twarzy tylko glinką. Przygotowanie jej do tego nie jest jakoś uciążliwe, gdyż w słoiczku można rozpuścić większą jej ilość i trzymać go w temperaturze pokojowej przez 2 dni, czyli na 4 mycia twarzy.

Glinki kwiatowej (ale tu mogłaby być każda inna) używam jako naturalny peeling do ciała. Nakładam trochę pasty glinkowej na palce i masuję nią całe ciało.  Tworzy śliską emulsję i dzięki temu jest bardzo wydajna. Skóra po takim zabiegu jest domyta, wypeelingowana, aczkolwiek wymaga dodatkowego nawilżenia.

Glinkę z indygo stosuję do włosów z uwagi na przyciemniający charakter indygo. Podobnie jak glinkę beloun, nakładam rzadszą pastę na skórę głowy jako maseczkę. Ale sprawdziła się też na wyjazdach, gdy miałam przygotowany jedynie słoiczek namoczonej glinki do mycia włosów zamiast szamponu. Zachowywała się jak mało pieniący się szampon o dziwnej konsystencji, ale pięknie domyła przetłuszczone włosy.

Obecnie uważam, że nie potrzeba mi tyle rodzajów glinki ghassoul, gdyż lepiej będzie mieć ją w czystej postaci o uniwersalnym działaniu. Taką będę mogła używać zarówno do peelingu ciała, mycia włosów, jak i maseczki na twarz. Wydaje mi się to genialnym rozwiązaniem na wyjazdy: zabieram tylko glinkę zamiast myjadeł/szamponów i maseczek.  

Ocena: 5/5 (to moja ulubiona glinka, która mogłaby mi zastąpić wszystkie inne).
  
Z uwagi na duszę eksperymentatora chciałabym jeszcze wypróbować glinkę multani mitti (wybielającą), błękitną krymską i czarną.

niedziela, 2 grudnia 2012

Moja kolekcja glinek, cz. 1 (glinka beloun)

Lubicie glinki? Bo ja bardzo- były moim pierwszym naturalnym kosmetykiem oraz wielką pomocą w walce z zanieczyszczoną, przetłuszczającą się cerą. Nadal bardzo lubię używać glinek i mam ich kilka rodzajów. Opiszę je po kolei, zaczynając dzisiaj od:

Syryjska glinka czerwona Beloun
Glinka beloun to odmiana czerwonej glinki, która pochodzi z terenów Bliskiego Wschodu. Jako pierwsi jej dobroczynny wpływ na skórę i włosy dostrzegli Nomadowie, czyli lud prowadzący koczowniczy tryb życia, którzy stosowali glinkę beloun w codziennej pielęgnacji. Pasterze za pomocą glinki oczyszczali całe swoje ciało z potu, zanieczyszczeń, bakterii i nierzadko pasożytów. Stosowali ją również do mycia włosów i pielęgnacji wrażliwej skóry głowy, która była mocno podrażniona ze względu na rażące słońce, suche powietrze, kurz i pot. 
Obecnie wydobywana głównie na terenach Syrii glinka beloun jest bogata w sole mineralne i mikroelementy. Zawiera: krzem, żelazo, mangan, potas, magnez, wapń, tytan, itd.

Zastosowana na włosy wzmacnia cebulki włosowe i przeciwdziała wypadaniu włosów (dzięki zawartości krzemu). Przeciwdziała też podrażnieniom skóry i swędzeniom oraz zwalcza łupież. Eliminuje nadmiar sebum. Nadaje włosom połysk, przywraca witalność i łatwość układania. 

Zastosowana na twarz i ciało przede wszystkim oczyszcza skórę z toksyn, zanieczyszczeń, zaskórników. Dzięki zawartym mikroelementom odżywia skórę i poprawia jej kondycję. Ma zastosowanie w leczeniu trądziku różowatego i pękających naczynek. 

W Syrii okłady z glinki beloun nakłada się na poparzoną skórę, gdyż ta glinka jest delikatniejsza od innych (po zastosowaniu innych glinek skóra może być zaczerwieniona). W przypadku glinki beloun zaczerwienienie nie występuje, a jest to spowodowane mniejszą ilością związków potasu i sodu, a bardzo dużą zawartością krzemu. Dlatego glinka beloun nadaje się do cery wrażliwej i skłonnej do podrażnień.

Stosowanie:
-tradycyjnie jako maseczkę na twarz- rozmieszać z wodą lub hydrolatem i nałożyć na twarz, pilnować by nie zaschło. Można dodać parę kropli oleju.

-jako dodatek do kąpieli- dodać kilka łyżeczek do wody.

-przede wszystkim w pielęgnacji skóry głowy i włosów:
  • można dodać odrobinę do szamponu przed myciem,
  • 2 łyżeczki glinki na 4 łyżeczki wody (lub naparu z ziół) wymieszać do uzyskania pasty i nałożyć na skórę głowy, pozostawić na kilkanaście minut, następnie zmyć. Włosy mogą być po tym szorstkie i suche, więc dobrze jest użyć następnie odżywki.

Ja zakupiłam trzy rodzaje glinki beloun:
1. zwykłą glinkę 
2,3. dwie glinki z dodatkiem oliwy z oliwek, oleju laurowego, suszonych roślin i olejku z róży damasceńskiej. Trzecia zawiera również dodatek błota z Morza Martwego. 

Tej pierwszej używam jako maseczki na twarz, a dwóch pozostałych jako pasty do włosów i skóry głowy.

Glinka beloun stosowana na twarz mnie nie zachwyciła, tzn.działa jak każda inna glinka. Może i mniej podrażnia, ale tego nie wiem, bo odkąd nie pozwalam glinkom zaschnąć, to mnie żadna nie podrażnia. Nie wiem też, jak działa na skórę z trądzikiem różowatym, bo na takowy nie cierpię. Ogólnie uważam, że można ją kupić przy okazji, żeby sprawdzić, ale żeby robić zakupy tylko dla niej, to nieszczególnie.

Glinka beloun z dodatkami używana do włosów mnie za to zachwyciła. Jestem przekonana, że to dzięki niej oraz przejściu na łagodne szampony radzę sobie z łupieżem i swędzeniem skóry głowy. Chociaż nie wpłynęła za bardzo na przetłuszczanie skóry głowy (i tak muszę myć włosy co półtora dnia), to włosy są dzięki niej grubsze, bardziej puszyste i wydaje się, że jest ich więcej.

Jeżeli chodzi o aspekty techniczne, to taka glinka w kostce wymaga nawet godzinnego namaczania, do tego ma ona jakby drobinki piasku (nie jest aksamitnie gładka).

Ogólna ocena: 3 w kwestii twarzy i 5 w kwestii włosów, więc ogólnie 4/5.

piątek, 23 listopada 2012

Co trzymam pod prysznicem?

Dziś chciałabym się podzielić z Wami moimi kosmetykami używanymi pod prysznicem (szkoda, że nie mam wanny, bo wtedy na pewno miałabym sole do kąpieli, pachnące kule i płyny i inne takie). Niestety prysznic kojarzy mi się nie z relaksem, a z szybkim oczyszczaniem ciała. Dlatego mam:


-żel-szampon laurowy Royal Alepp- używam zarówno do mycia ciała, twarzy i czasem włosów. Lubię ze względu na zawartość oleju laurowego. Pełna recenzja tu (jako jedyny ma oddzielną recenzję, gdyż mało ich w internecie, więc jest mało znany).

Pozostałe produkty są dosyć dobrze znane:

-płyn do higieny intymnej Facelle Intim- używam do mycia ciała, mycia włosów (najczęściej) oraz do higieny intymnej. U mnie robi wszystko to, co ma robić, czyli po prostu delikatnie myje. Do tego jest bardzo tani i łatwo dostępny. Ma kwaśne pH, więc nie trzeba się w jego przypadku martwić o płukanki zakwaszające. Jako potencjalny minus zawiera wyciąg z rumianku delikatnie rozjaśniający włosy, ale i inne pożyteczne składniki: ekstrakt z awokado, kwas mlekowy, mleczan sodu, mocznik, allantoina..
Skład:
Aqua, Coco Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Xanthan Gum, Chamomilla Recutita Extract, Persea Gratissima Extract, Pentylene Glycol, Sodium Lactate, Lactic Acid, Serine, Urea, Sorbitol, Disodium Cocopolyglucoside Citrate, Sodium Chloride, Allantolin, Glyceryl Oleate, Butylene Glycol, Propylene Glycol, Citric Acid, Ethoxydiglycol, Parfum, Phenoxyethanol, Benzoic Acid, Dexydroacetic Acid.

-żel pod prysznic- szampon Alterra bezzapachowy- podobnie jak poprzedniego używam go do mycia całego ciała, twarzy i włosów (nie zawiera rumianku, więc może być lepszym wyborem dla osób bojących się rozjaśnienia włosów). Według mnie praktycznie nie różni się od poprzednika- ta sama konsystencja, brak zapachu, to samo działanie. Średnio 2zł droższy, więc nadal tanizna. W składzie ma na prawdę minimum substancji, w związku z czym nie zawiera również żadnych substancji nawilżających.
Skład:
Aqua, Lauryl Glucoside, Glycerin, Capryly/Capryl Glucoside, Alcohol, Xanthan Gum, Sucrose Laurate, Levulinic Acid, Glucose Glutamate. 

Wszystkie moje myjadła nie zawierają SLS ani innych szkodliwych składników, w większości jednak ich zadanie to jedynie mycie. Stąd zaraz po ich użyciu konieczne jest nawilżenie:

- olejek do pielęgnacji ciała Babydream fur Mama- na lato lubię balsamy do ciała, ale zimą moja skóra potrzebuje mocniejszego nawilżenia oraz natłuszczenia. Od miesiąca stosuję do tego celu ten olejek: wsmarowuję w mokrą skórę zaraz po prysznicu, następnie wycieram się ręcznikiem. Wprawdzie konieczne jest wtedy częstsze wymienianie ręcznika, jednak można się praktycznie od razu ubrać. Bardzo, ale to bardzo uwielbiam jego zapach, a skóra jest miękka do następnego prysznica. Smarowanie mokrego ciała sprawia, że potrzeba bardzo małej ilości i olejek staje się niezwykle wydajny. Mam zamiar również spróbować używać go na włosy, jak skończę olejek kokosowy Vatiki. To, co mi się w nim nie podoba, to brak pompki, przez co opakowanie jest wiecznie tłuste, a i wylewa się go trochę, gdy  nie stoi pionowo (także nie polecam brać go w podróż).
Skład:
Glycine Soja (Soybean) Oil, Prunus Amygdalus (Sweet Almond) Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil/unsaponifiables, Simmondsia Chinensis (Jojoba)Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Tocopherol, Parfum
, czyli olej sojowy, olej migdałowy, olej słonecznikowy, olej jojoba, olej macadamia, witamina E i zapach.

-maska do włosów Alterra, Granat i Aloes- dla mnie nie ma dużej różnicy między maską i odżywką z tej serii, dlatego używam ich zamiennie. Używam zgodnie z przeznaczeniem, czyli nakładam na włosy po ich umyciu. Sprawia, że włosy stają się miękkie, błyszczące i łatwo się rozczesują.Czasem stosuję także samą odżywkę do umycia włosów (nakładam na suche włosy, wmasowuję, po pół godzinie zwilżam, aż tworzy się piana, którą myję włosy), do czego się sprawdza, gdy włosy nie są bardzo przetłuszczone.
Skład:
Aqua, Alcohol, Cetearyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Glycerin, Glycine Soja Oil, Sodium Lactate, Punica Granatum Seed Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Carthamus Tinctorius Oil, Ricinus Communis Oil, Punica Granatum Extract, Aloe Barbadensis Extract, Acacia Farnesiana Extrakt, Panthenol, Panthenyl Ethyl Ether, Lauroyl Sarcosine, Hydroxyethylcellulose, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Ascorbyl Palmitate, Parfum, Linalool, Limonene, Geraniol, Citronelloll, Citral,
, czyli olej sojowy, mleczan sodu, olej z nasion granatu, masło shea (ten składnik jest dodatkowo w masce, a nie ma go w odżywce), olej szafranowy, olej rycynowy, ekstrakt z granatu, ekstrakt z aloesu, ekstrakt z akacji, pantenol, witamina e, olej słonecznikowy. Same dobroci, nie licząc alkoholu używanego w naturalnych kosmetykach jako konserwant, ale mającego działanie wysuszające. 

Jak u mnie sprawdza się taki zestaw (przypomnę, że mam skłonności do zapalenia mieszków włosowych, suchą skórę ciała, a jeżeli chodzi o skórę głowy, to przez wiele lat walczyłam z łupieżem i podrażnieniami po szamponach przeciwłupieżowych)?
Dobrze- dobrze myje, nie powoduje podrażnień i swędzenia skóry, a włosy i ciało są nawilżone i miękkie. Jednak nie jest to mój zestaw idealny i będę szukała dalej. Fajnie by było znaleźć zarówno myjadło do ciała, jak i włosów od razu je nawilżające ;)
 
 PS. odkąd stosuję naturalną pielęgnację, pozbyłam się łupieżu :)

czwartek, 22 listopada 2012

Pierwsze farbowanie henną Khadi

Jestem chyba dosyć nietypową młodą kobietą, bo nigdy nie farbowałam włosów, pomimo że mój naturalny kolor to mysi szary. To nie znaczy, że o tym nie myślałam, po prostu się bałam, że farba zniszczy i tak już moje wypadające kudełki.
Ale te piękne rudości, ach marzenia... Ze 3 miesiące temu poszłam za impulsem i zafarbowałam się na rudy farbą chemiczną, robiłam to w sumie ze 4 razy, bo chciałam mieć taki płomienny, marchewkowy rudy. Jak można się domyślić, nie udało mi się takiego koloru uzyskać, a na rozjaśnianie już nie miałam odwagi. Te 4 farbowania wystarczyły, by włosy zaczęły mi masakrycznie wypadać, a do tego odrost był baaardzo widoczny :(.

Wtedy uznałam, że nie mam nic do stracenia i czas na kupienie henny. Przeczytałam trochę recenzji i zdecydowałam się na ciemny brąz z Khadi (z allegro z odbiorem osobistym zapłaciłam 23 zł za 100 gram proszku). Dziś przyszedł czas na ostateczne starcie ;)


Starałam się robić wszystko według instrukcji, to znaczy na początek rozmieszałam patyczkiem może z 1/3 proszku w wodzie o temperaturze ok 50 stopni (mam czajnik, gdzie nastawiłam na 60 stopni i chwilę odczekałam, więc powinno wyjść 50) w szklanej miseczce. Mieszankę nałożyłam na wilgotne włosy rękami w rękawiczkach, owinęłam folią, założyłam grubą czapkę i tak przesiedziałam 2 godziny. Po czym wypłukałam i wysuszyłam włosy.


Byłam przygotowana co do specyfiki farbowania henną, bo dużo na ten temat poczytałam, także nic mnie nie zaskoczyło (ani zapach, ani konsystencja, ani długie wypłukiwanie).  Wydaje mi się, że jak ktoś się decyduje na hennę, to musi to zaakceptować i w jakiś sposób przystosować do swoich potrzeb. Ja mam bardzo krótkie włosy, także nie miałam problemu z nakładaniem na włosy palcami czy wypłukaniem henny. Nie pobrudziła mi się również łazienka (miałam ręcznik na ramionach, na który spadły dosłownie 2 kapki papki).

Nie mogę napisać rzetelnej recenzji po jednym użyciu, ale podzielę się swoimi pierwszymi wrażeniami:
- co do efektów, to spodziewałam się ciemniejszych, prawie czarnych włosów, a wyszedł takie średnio-ciemny brązik.
- za to pięknie pokrył odrosty i nie widać żadnej różnicy w odcieniach pomiędzy różnymi partiami włosa (czyli tak jakbym wróciła do swojego mysiego koloru).
- co do odżywienia i polepszenia stanu skalpu to się jeszcze okaże.

A oto efekt:
Przed/ Po
Nie mogę powiedzieć, że jest to miłość od pierwszego wejrzenia, ale jestem zadowolona z efektu wyrównania koloru (przez co nie będę już straszyć odrostami) i na pewno zużyję resztę mieszanki do kolejnych farbowań, wierząc, że po kolejnych razach wyjdzie mi ciemniejszy kolor.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Żel-szampon laurowy marki Royal Alepp- recenzja

Postanowiłam przyspieszyć recenzję tego kosmetyku, gdyż bardzo dobrze wpisuje się on w akcję poszukiwania jesiennych umilaczy w kategorii żeli do kąpieli.

Od co najmniej pół roku nie używam już drogeryjnych żeli pod prysznic z uwagi na zapalenie mieszków włosowych na łydkach i ramionach. Do akcji ratowania ciała postanowiłam włączyć lecznicze właściwości oleju laurowego i mydeł Aleppo. Zaczęłam z grubej rury, czyli od 50% stężenia. Po kilku miesiącach skóra stała się gładka, a mydełko wykorzystywane przez całą rodzinę się skończyło. Miało jedną wadę- nie mogłam nim myć włosów, a bardzo chciałam. Dlatego tym razem wybrałam Żel-szampon laurowy z Royal Alepp. Stosuję go już od miesiąca i chyba mogę wystawić mu recenzję.


Opis producenta:
Żel z olejkiem laurowym z Aleppo zawiera wyłącznie naturalne składniki roślinne: oliwę z oliwek, olej laurowy , olej kokosowy oraz witaminę E. Ta wyjątkowa kompozycja doskonale odżywi i nawilży skórę, likwidując nieprzyjemne uczucie suchości. Używany regularnie likwiduje stany zapalne skóry. Dzięki zawartości oleju laurowego szczególnie korzystnie pielęgnuje skórę trądzikową. Olej laurowy posiada również właściwości dezynfekujące i odżywiające skórę. Oliwa z oliwek i olej laurowy są bogatymi źródłami kwasów oleinowego i linolowego oraz witaminy E.
  • Oliwka z oliwek doskonale nawilża skórę, łagodzi podrażnienia.
  • Olej laurowy jest znany ze swoich właściwości antyseptycznych. Pobudza porost włosów, skutecznie likwiduje łupież i inne dolegliwości skóry głowy. Zastosowany na skórę twarzy i ciała działa oczyszczająco i ściągająco. Polecany także dla cery trądzikowej.
 Bezpieczny również dla dzieci. Nie  powoduje alergii. Żel jest całkowicie biodegradowalny. Nie zawiera tłuszczów zwierzęcych ani substancji chemicznych takich jak detergenty SLES czy SLS.


Cena/wydajność:
Swój kupiłam na allegro za ok. 26zł za 300 ml. Wydajność zależy od tego, co nim myjemy, jednak oceniam ją na dużą z uwagi na bardzo dobre pienienie się żelu.

Zapach/wygląd:
Żel ma gęstą konsystencję i ciemnozielony kolor. Może nie jest to zachęcające, ale dla miłośników mydeł Aleppo może się okazać kuszące. Mnie najbardziej zniewala zapach oleju laurowego, taki sam jak mydeł. Po prostu uwielbiam ten aromat, czuję się wtedy jak arabska księżniczka z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy :).

Skład:
Olea europea oil, Lauris nobilis oil, Cocos nucifera oil, Aqua, Coconut glucoside, Hydrolyzed wheat protein, Potassium hydroxide, Tocopherol, Ethanolamide

czyli na początku składu 3 oleje: z oliwek, laurowy i kokosowy, potem delikatny detergent, hydrolizowane proteiny pszeniczne, wodorotlenek potasu służący do zmydlania olejów, witamina E oraz coś co nie brzmi naturalnie, a pewnie jest konserwantem :/. No cóż, nie można mieć wszystkiego.


Działanie:
Używany jako żel do mycia ciała skutecznie myje, nie wysuszając za bardzo (choć nawilżenie po kąpieli i tak jest wskazane). Zapalenie mieszków się nie odnowiło, czyli działanie oleju laurowego raczej jest zachowane.
Używam go również do mycia twarzy jako delikatne myjadło i bardzo dobrze oczyszcza skórę.
Jako szampon sprawdził się lepiej niż zwykłe mydło Aleppo, jednak i tak włosy po umyciu tym żelem muszą doświadczyć zakwaszającej płukanki, np. z octu jabłkowego. Inaczej bardzo szybko wyglądają na przetłuszczone. Za to genialnie wpływa na moją skórę głowy, która od lat boryka się ni to z łupieżem, ni to z podrażnieniem.

Czy kupię ponownie:
Nie wiem, ostatnio przestawiam się na tańsze kosmetyki, a ten żel do najtańszych nie należy. Ma wiele zalet i zniewalający zapach, ale jako samodzielny żelo-szampon się nie nadaje. Dlatego w tygodniu do mycia włosów używam odżywki, a tylko w weekend robię sobie mini-spa: olejowanie- mycie- płukanka.

Ocena:
4/5
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...