Witajcie!
Zostałam otagowana przez Asię z bloga Pielęgnacja twarzy, włosów, ciała- naturalnie! Autorką tagu jest Agusiak747. Jeśli jesteście ciekawe moich małych sekretów i dziwactw, to zapraszam do czytania.
1. Nie kręcą mnie zapachy
Nie używam perfum, w ogóle mnie do nich nie ciągnie. Nie potrafię określić, który zapach mi się podoba, a który nie (choć same zapachy dobrze rozpoznaję). A jako że używam bezzapachowego blokera, to od czasu do czasu pryskam się jedynie mgiełką o zapachu czerwonego grapefruita- zapach prosty, oczywisty... w sumie to nawet nie wiem, czy to jest mgiełka do ciała czy do pomieszczeń ;).
2. Nie przejmuję się oznaczeniami na opakowaniach kosmetyków
Kluczem w doborze kosmetyków jest według mnie czytanie składu. Jeśli skład mi się spodoba, uznam go za dostosowany do moich potrzeb, to bez problemów użyję kremu do stóp w pielęgnacji dłoni czy umyję twarz płynem do higieny intymnej. Już dawno (zanim nauczyłam się czytać składy) uważałam, że jak coś jest do mycia, to może myć różne części ciała, a jak krem jest 50+ to oznacza w sumie tylko, że jest mocno odżywczy, bo zmarszczek nic już nie cofnie (a wielu cerom koło 30-tki już by się takie silne odżywienie przydało). Więcej o tak zastosowanych kosmetykach pisałam tu.
Ponadto uważam, że takie różnicowanie produktów to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy w celu zwiększenia zysków koncernów i że niedługo pojawią się np. oddzielne kremy do lewej i prawej ręki ;).
3. Mam naturę eksperymentatora
Swoją przygodę z kosmetykami zaczęłam jakiś czas temu od dokładnego przewertowania forum "Laboratorium Urody" i to ono zaszczepiło we mnie chęć do poznania składów kosmetyków, sprawdzania przeznaczenia poszczególnych substancji i odkrywania ich nowego zastosowania. A ta potrzeba kontroli nad składem kosmetyków doprowadziła do samodzielnego tworzenia wielu z nich.
Być może wynika to trochę z tego, że jestem z rodziny farmaceutów i zawsze fascynowała mnie receptura (takie pomieszczenie w aptece, gdzie wykonuje się leki), i uwielbiałam patrzeć na robienie leków... i tak jakoś mi zostało :).
4. Mam prawie 30 lat, a nie umiem się malować... i tego nie robię!
To w sumie już nie taki sekret, bo w poprzednich postach się ujawniłam ;). Do tej pory nie nauczyłam się malować (może to wina tego, że nikt w moim otoczeniu w postaci mamy czy przyjaciółek też się nie malował), a że jestem perfekcjonistką, to wybrałam chodzenie bez makijażu niż wyglądanie jak klaun. Ale to nie znaczy, że nie używam kosmetyków kolorowych, wręcz przeciwnie- przez moje półki przetoczyła się ich cała masa, większość jednak została wyrzucona, kilka przeterminowanych niedobitków nadal leży w pudełku. Po prostu ciągle podejmuję próby i się maluję na różne sposoby, ale tylko do chodzenia po domu. Bo że nigdy efekt nie był zadowalający, to nie odważyłam się wyjść w makijażu do ludzi ;(.
Chętnie poczytałabym o dziwactwach i sekretach:
1. EKOcentryczki
2. Marie z La vie selon Marie
3. Kasi z Moodhomme
4.
5. oraz każdej z Was, która miałaby ochotę podzielić się swoimi sekretami czy to w komentarzach, czy to u siebie na blogu ;).
Pozdrawiam!
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oznaczenia na opakowaniach. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą oznaczenia na opakowaniach. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 stycznia 2013
sobota, 1 grudnia 2012
Moje nietypowe zastosowanie kilku kosmetyków
Ach, nie ma to jak poranek po-andrzejkowy (o godzinie 15.00 ;). Ale żeby Was nie zostawiać na weekend, to dlatego dziś przygotowałam trochę "lżejszy" wpis.
A chciałabym napisać Wam o kosmetykach, które wykorzystuję niezgodnie z przeznaczeniem opisanym przez producenta na opakowaniu. A to dlatego, że jestem bardzo ciekawa Waszych sposobów. Dwa z opisanych przeze mnie przypadków są zaczerpnięte z internetu, pozostałe wymyśliłam na własne potrzeby (co nie znaczy, że wymyśliłam je jako jedyna, a że nie czytałam o nich wcześniej).
1. Oczywiście najbardziej chyba popularne to wykorzystywanie płynu do higieny intymnej Facelle jako żelu do mycia ciała i szamponu do włosów. Po pierwsze jest to genialny sposób na zmniejszenie objętości kosmetyczki w podróży czy szafki pod prysznicem. Po drugie płyny intymne jako jedne z najłagodniejszych środków myjących, na dodatek o kwasowym pH, świetnie nadają się do delikatnych włosów. Więcej o płynie było tu.
2. Kolejnym sposobem wyczytanym w sieci jest kremowanie włosów, tzn. używanie kremu do rąk o przyjaznym składzie w celu stylizacji/zdyscyplinowania końcówek zamiast specyfików opierających się tylko na silikonach. Może być też używany w minimalnej ilości jako odżywka bez spłukiwania wgniatana w wilgotne włosy. Jeszcze sama nie próbowałam tego sposobu, gdyż przedwczoraj kupiłam dopiero nadający się do tego krem do rąk Alterry. Niemniej jednak mam zamiar podzielić się z Wami moimi przeżyciami ;).
3. Następny jest sposób przeze mnie samą wymyślony, czyli użycie kremu regenerującego do rzęs L'Biotica jako odżywki do skórek i paznokci. Cała notka na ten temat była tu.
4. To kolejny sposób wymyślony przeze mnie w celu zużycia w jakiś sposób nielubianego kosmetyku. A chodzi o matujący sztyft Shiseido Pureness kupiony ponad rok temu (jako chyba ostatni zakup tzw. impulsowy). Najpierw go nie używałam, bo mi było szkoda. Potem, bo już poczytałam o silikonach i bałam się, że mnie pozapychają. W końcu kiedyś na gwałt potrzebowałam bazy pod cienie i sztyft spisał się znakomicie (nic nie wchodziło w załamania, podbiło kolor cienia). Z powodzeniem zastępuje mi bazę pod cienie do dzisiaj, bo ciągle jest dużo pilniejszych zakupów ;).
5. Ostatni sposób wymyśliłam ze dwa dni temu, zastanawiając się nad tym, czym zadziałać na cienie pod oczami po kolejnej ciężkiej nocy (nie ma to jak halny dla meteopaty ;) i użyłam próbki żelu na opuchnięte łydki, który dostałam w aptece. Skład ma bardzo dobry (tylko 4 składniki, przy czym 2 pierwsze to aktywne ekstrakty), a i stężenie składników polepszających mikrocyrkulację krwi jest większe niż w specyfikach podocznych. W związku z tym już zaczęłam przeszukiwać czeluścia DOZ-u (mają duży asortyment i w większości opisany skład przy każdym specyfiku, a kupić mogę już pod domem ;) w poszukiwaniu żelu idealnego na takie kryzysowe sytuacje- to znaczy z wieloma składnikami na fajnej żelowej bazie.
A Wy, wykorzystujecie jakiś kosmetyk niezgodnie z pierwotnym przeznaczeniem? Sprawdza się? Skąd zaczerpnęłyście pomysł?
PS. jeszcze mi się przypomiało- oczywiście maść do brodawek sutkowych Babydream fur Mama używana jako balsam do ust, odżywka do paznokci czy to rzęs, nocna kuracja do stóp czy dłoni... Niestety został już wycofany z Rossmannów.
A chciałabym napisać Wam o kosmetykach, które wykorzystuję niezgodnie z przeznaczeniem opisanym przez producenta na opakowaniu. A to dlatego, że jestem bardzo ciekawa Waszych sposobów. Dwa z opisanych przeze mnie przypadków są zaczerpnięte z internetu, pozostałe wymyśliłam na własne potrzeby (co nie znaczy, że wymyśliłam je jako jedyna, a że nie czytałam o nich wcześniej).
1. Oczywiście najbardziej chyba popularne to wykorzystywanie płynu do higieny intymnej Facelle jako żelu do mycia ciała i szamponu do włosów. Po pierwsze jest to genialny sposób na zmniejszenie objętości kosmetyczki w podróży czy szafki pod prysznicem. Po drugie płyny intymne jako jedne z najłagodniejszych środków myjących, na dodatek o kwasowym pH, świetnie nadają się do delikatnych włosów. Więcej o płynie było tu.
2. Kolejnym sposobem wyczytanym w sieci jest kremowanie włosów, tzn. używanie kremu do rąk o przyjaznym składzie w celu stylizacji/zdyscyplinowania końcówek zamiast specyfików opierających się tylko na silikonach. Może być też używany w minimalnej ilości jako odżywka bez spłukiwania wgniatana w wilgotne włosy. Jeszcze sama nie próbowałam tego sposobu, gdyż przedwczoraj kupiłam dopiero nadający się do tego krem do rąk Alterry. Niemniej jednak mam zamiar podzielić się z Wami moimi przeżyciami ;).
3. Następny jest sposób przeze mnie samą wymyślony, czyli użycie kremu regenerującego do rzęs L'Biotica jako odżywki do skórek i paznokci. Cała notka na ten temat była tu.
4. To kolejny sposób wymyślony przeze mnie w celu zużycia w jakiś sposób nielubianego kosmetyku. A chodzi o matujący sztyft Shiseido Pureness kupiony ponad rok temu (jako chyba ostatni zakup tzw. impulsowy). Najpierw go nie używałam, bo mi było szkoda. Potem, bo już poczytałam o silikonach i bałam się, że mnie pozapychają. W końcu kiedyś na gwałt potrzebowałam bazy pod cienie i sztyft spisał się znakomicie (nic nie wchodziło w załamania, podbiło kolor cienia). Z powodzeniem zastępuje mi bazę pod cienie do dzisiaj, bo ciągle jest dużo pilniejszych zakupów ;).
5. Ostatni sposób wymyśliłam ze dwa dni temu, zastanawiając się nad tym, czym zadziałać na cienie pod oczami po kolejnej ciężkiej nocy (nie ma to jak halny dla meteopaty ;) i użyłam próbki żelu na opuchnięte łydki, który dostałam w aptece. Skład ma bardzo dobry (tylko 4 składniki, przy czym 2 pierwsze to aktywne ekstrakty), a i stężenie składników polepszających mikrocyrkulację krwi jest większe niż w specyfikach podocznych. W związku z tym już zaczęłam przeszukiwać czeluścia DOZ-u (mają duży asortyment i w większości opisany skład przy każdym specyfiku, a kupić mogę już pod domem ;) w poszukiwaniu żelu idealnego na takie kryzysowe sytuacje- to znaczy z wieloma składnikami na fajnej żelowej bazie.
A Wy, wykorzystujecie jakiś kosmetyk niezgodnie z pierwotnym przeznaczeniem? Sprawdza się? Skąd zaczerpnęłyście pomysł?
PS. jeszcze mi się przypomiało- oczywiście maść do brodawek sutkowych Babydream fur Mama używana jako balsam do ust, odżywka do paznokci czy to rzęs, nocna kuracja do stóp czy dłoni... Niestety został już wycofany z Rossmannów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)