Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trądzik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trądzik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 stycznia 2013

Czy dobrze oczyszczasz skórę twarzy? cz. 2

Witajcie!
Przepraszam, że tak długo Was trzymałam w niepewności, ale nie było mnie przez cały dzień w domu (jakoś się jeszcze nie nauczyłam pisać postów na zapas). Poza tym nawet nie myślałam, że będzie aż tak duży odzew :).


Płyn, o którym mówię, to nie płyn micelarny- wypróbowałam ich już wiele, używam ich regularnie, ale nie do doczyszczania twarzy po myciu, bo płatek nigdy nie był jakoś specjalnie brudny, tylko przed myciem do zmywania makijażu.

Nie jest to też zwykły tonik (miałam i te drogeryjne i te apteczne do trądzikowej skóry, miałam hydrolat oczarowy, robiłam również własne napary ziołowe czy tonik z octu jabłkowego, obecnie mam tonik z kwasami z BU), bo te w moim przypadku rewelacyjnie tonizują skórę po myciu, ale jakoś większych brudów na płatku nie widuję.

Chodzi o niepozorny płyn, który pewnie wiele z Was cierpiących na trądzik miało już w swoich zasobach- Afronis. Nie używam go jednak z zgodnie z przeznaczeniem, czyli jako tonik, bo pewnie wysuszył by mi skórę na wiór (a stosowany długotrwale odkłada trujące związki w organizmie), ale właśnie od czasu do czasu w celu doczyszczenia buzi po myciu czy mechanicznym usuwaniu zaskórników. Tylko po nim płatek jest po prostu brudny, nawet po żelu Garniera zostaje na nim coś żółtego, ble. Kilka razy nawet wyciągnął igiełki zaskórników.


Skład tego płynu to nie tylko maksymalnie wysuszający alkohol, ale i:
-kwas borowy (3%), który ma działanie silnie odkażające i ściągające, ale nie zmienia pH roztworu i nie ma działania drażniącego jak inne kwasy
-rezorcyna (2%) złuszcza, rozjaśnia, udrażnia gruczoły łojowe, hamuje wydzielanie łoju
-mentol (0,2%) działa znieczulająco i przeciwświądowo
-tymol (0,5%), który jest podstawowym składnikiem olejku eterycznego z tymianku, ma silne działanie bakteriobójcze, grzybobójcze.

Tu ważne, że ten płyn nie może być stosowany długotrwale ani na większe powierzchnie, bo wchłonięty do ustroju staje się toksyczny (!). Jest o tym napisane nawet w dołączonej ulotce. Dlatego, delikatnie mówiąc, odradzałabym stosowanie go jako toniku po każdorazowym myciu! Ja mam buteleczkę 100ml od października i ubył mi może z 1cm.

Także podsumowując, gorąco polecam Wam (szczególnie tym z Was, które borykają się z trądzikiem) sprawdzić czasami czymś mocniejszym, czy aby na pewno Wasz żel/olejek/płyn/mleczko dobrze oczyszcza skórę ;). Ja sobie obiecałam, że teraz będę sprawdzać tak każde nowe myjadło.

Ps. Dziękuję Wam również za strzały, bo dzięki nim dowiedziałam się również o toniku pichtowym i mieszance nafty z olejkiem pichtowym jako dobrych środkach wyciągających brud i zaskórniki ze skóry. Mam zamiar w najbliższym czasie je zakupić i porównać siłę oczyszczania ;). Dzięki!

Czy dobrze oczyszczasz skórę twarzy?

Dzisiaj post odrobinę prowokacyjny, a do tego z ohydnymi zdjęciami :). Mianowicie będzie dotyczyć oczyszczania cery.

Zmywamy makijaż, myjemy skórę, peelingujemy, tonizujemy, ale czy to wystarcza? Czy po tych zabiegach skóra jest na pewno oczyszczona? Zastanawiałyście się kiedyś, czy produkty przez Was używane zmywają wszystkie zanieczyszczenia?

Ja przez wiele lat się nad tym nie zastanawiałam, wychodząc z założenia, że produkt myjący myje, więc jest czysto ;). Myślałam co najwyżej o tym, czy iść w stronę preparatów przeciwtrądzikowych czy tych przeznaczonych do łagodnego oczyszczania (ach te różne szkoły), potem czytałam składy w kwestii zawartości SLS-ów. Nic też nie budziło moich podejrzeń, bo przeszłam przez wiele toników (tych alkoholowych i bezalkoholowych) i nigdy jakoś użyty płatek nie wzbudzał mojego zainteresowania swoją zawartością. Aż do czasu, gdy nabyłam pewien płyn. Czasami po przetarciu nim skóry po umyciu twarzy płatek był po prostu brudny (a czasem nie). Powzięłam pewne podejrzenia i w związku z tym zrobiłam pewien "eksperyment".

Wróciłam do moich wszystkich myjadeł do twarzy i po użyciu każdego z nich przecierałam twarz tym tajemniczym płynem i zbierałam użyte płatki kosmetyczne. Dla jak najlepszego porównania tylko po myciu porannym, żeby ewentualny makijaż nie wpływał na wyniki "eksperymentu".

A oto i efekty:
od lewej: 1. olejek myjący BU, 2. mydło Aleppo, 3. mydło Aleppo trzymane minutę, 4. żel Garnier Czysta Skóra 3w1

Jak widzicie, moje przypuszczenia się sprawdziły i olejek myjący nie dla mnie (choć tu może być też kwestia techniki jego użycia), również mydło zmywane od razu po spienieniu i przemasowaniu twarzy nie zmyło wszystkich zanieczyszczeń. Dobre efekty były przy mydle, które po rozmasowaniu trzymałam na twarzy około minutę i dopiero zmywałam (taka mini maseczka). Najlepiej zaś spisał się żel z Garniera, który na szczęście SLS'y ma daleko w składzie, a swoje właściwości zawdzięcza dużemu stężeniu glinki. Jednak trochę boję się, że używany codziennie mógłby za bardzo wysuszać/podrażniać skórę.
Dlatego od tej pory postanowiłam wprowadzić nowy rytuał w mojej pielęgnacji twarzy, czyli mydło Aleppo trzymane na twarzy dłużej (już sobie zaplanowałam, że mogę wtedy myć zęby). Ciekawe jakie będą efekty?


A Wy- sprawdzałyście kiedyś, jak dobrze oczyszczacie skórę twarzy? Jesteście ciekawe, co to za płyn tak dobrze zmywający zanieczyszczenia z twarzy? Jeśli tak, to mogę w następnej notce o nim co nieco napisać :)

czwartek, 13 grudnia 2012

Salicylkiem mizianie się po twarzy :)

Jak wiecie już pewnie, mam dosyć problemową skórę twarzy. Przez lata męczyłam się z trądzikiem, stosowałam wiele specyfików- po niektórych było lepiej, ale nigdy dobrze. Od jakiegoś czasu stosuję własną metodę leczenia (choć w porozumieniu z jednym miłym dermatologiem) i oprócz używania zamiennie na noc retinoidów i kwasu azelainowego (post o tym tu), które mają zmniejszyć ilość zmian zapalnych, zaczęłam sobie robić regularne peelingi kwasowe, które mają pomóc pozbyć się zaskórników i grudek.

Z kwasami mam już do czynienia od wielu lat, większość z nich już próbowałam (Effaclar, Diacneal, Viviean, Glyco-A, Sebo-Almond, kwas glikolowy 10%, kwas migdałowy 40%) i nigdy nie było żadnego, dosłownie żadnego widocznego efektu... ani jednej złuszczonej skórki. Dlatego postanowiłam tej zimy wypróbować kwas salicylowy w nieco większym stężeniu. Poczytałam trochę (głównie z Laboratorium Urody), zaopatrzyłam się w składniki i opracowałam sobie plan złuszczania:


-do peelingu na spirytusie potrzebowałam spirytus, kas salicylowy, miarkę 0,15ml, kroplomierz do 2 ml, plastikowy pojemniczek i plastikowe mieszadełko
-postanowiłam robić peelingi co dwa tygodnie od listopada do marca, dzięki czemu wyjdzie ok. 10 zabiegów
-chciałam zacząć od stężenia 10% i ewentualnie w trakcie dojść do 20%
-oczywiście w czasie trwania kuracji używam filtru SVR Lysalpha SPF50
-skórę przygotowałam już wcześniej poprzez używanie toniku z kwasami AHA/BHA z Biochemii Urody.

To tyle założeń, a problem z jakimi przyszło mi się zmierzyć to kwestia stężenia- według kalkulatora stężeń (tu) do otrzymania 7ml roztworu 10% powinnam wziąć 6,6ml spirytusu i 0,4ml kwasu. Na wizażu wyszło jednak, że kwas z Mazideł czy ZSK ma inny ciężar nasypowy i proporcje dla 7ml 10% roztworu powinny wyglądać tak: 6ml spirytusu i 1ml kwasu (tu i tu).
Ja mam kwas o nieznanym ciężarze (z apteki), więc postanowiłam dla bezpieczeństwa przyjąć te mniejsze proporcje. Robiłam również połowę ilości (3,5ml) i wystarczyło mi to na całą twarz i szyję w 2 warstwach (choć zmniejszanie porcji nie jest konieczne, gdyż rozrobiony kwas można trzymać w lodówce przez kilka tygodni, ja jednak wolę świeże porcje, gdyż nigdy nie wiadomo, czy nie będę chciała zmienić stężenia).

Wykonałam już 3 peelingi według tego schematu (wszystkie o 10% stężeniu).

Jakie są moje wrażenia:
-kwas rozpuszcza się momentalnie i się nie wytrąca, więc przygotowanie jest proste jak drut,
-podczas nakładania skóra niemiłosiernie piecze (musiałam się powachlować). ale trwa to niecałą minutę od nałożenia a później przechodzi,
-nakładałam małym pędzelkiem, gdyż tak wydaje mi się najdokładniej i najwygodniej,
-po nałożeniu skóra jest lekko zaróżowiona i to znika dopiero następnego dnia rano,
-nawet przy drugiej warstwie nie widziałam efektu zeszronienia,
-nie zostawia żadnej warstewki, momentalnie się wchłania,
-nie musi być neutralizowany, ja jednak po pół godzinie delikatnie myłam twarz wodą z mydłem aleppo i nasmarowywałam się kremem Alterra,
-następnego dnia nic nie było widać, jedynie po przejechaniu po skórze palcami czuć było, że jest taka szorstka,

na drugi dzień

-kolejnego dnia skóra zaczyna schodzić płatkami- u mnie całe linienie trwało dwa dni i koniec,

na trzeci dzień

-skóra po wylinieniu jest niesamowicie gładka, pory niewidoczne, tam gdzie były zaskórniki, to stają się one jakby wystające i wychodzą nawet podczas przecierania twarzy wacikiem,
-z każdym tygodniem tworzy mi się coraz mniej zaskórników, a i stare powoli znikają,
-alkohol działa mocno wysuszająco, więc smaruję się Alterrą nawet kilka razy dziennie, kiedy mogę sobie na to pozwolić.

Ogólnie jestem bardzo zadowolona z działania- wreszcie widzę namacalne efekty kwaszenia się ;). Z uwagi na działania dodatkowe kwasu salicylowego (wnikanie do gruczołów łojowych, działanie przeciwzapalne) aż żałuję, że dopiero teraz się na ten kwas zdecydowałam, bo dla mnie jest on o niebo lepszy od kwasów AHA.

PS. ten post nie jest postem promującym tego typu zabiegi, a raczej informującym o moich doświadczeniach  dla osób poszukujących informacji o tego typu peelingu.
Złuszczanie kwasami jest zabiegiem dosyć niebezpiecznym, wymaga przygotowania do niego skóry, powolnego zwiększania stężeń i dokładnego obserwowania reakcji skóry.
Przede wszystkim jest koniecznością przy problemach skórnych, dlatego życzę każdemu z czytających, by nie musiał z moich doświadczeń korzystać ;-).

Dla wnikliwych, czemu kwas salicylowy:
Kwas salicylowy jest zaliczany do grupy kwasów beta-hydroksylowych (BHA).
Ma właściwości komedolityczne (przeciwzaskórnikowe), bakteriostatyczne, przeciwgrzybicze, przeciwzapalne i keratolityczne.
Działa łagodniej (m.in. łagodniej złuszcza) w porównaniu do kwasów AHA. 

Podczas jego stosowania rzadziej pojawiają się efekty uboczne w postaci pieczenia, szczypania i nadmiernego złuszczania się skóry.
Dzięki temu, iż wykazuje zdolności bakteriostatyczne oraz przenikania przez warstwę sebum i wnikania w głąb mieszków włosowo-łojowych, jest szczególnie polecany osobom z trądzikiem i nadmiernym wydzielaniem sebum (zapobiega powstawaniu zmian trądzikowych) oraz osobom z suchą skórą do stosowania na zanieczyszczającą się strefę T.
Efekty stosowania kwasu salicylowego:
*oczyszcza gruczoły łojowe (tzw. oczyszczanie porów skóry) z zaskórników i zapobiega tworzeniu wszelkich wyprysków;
*przyspiesza proces gojenia ognisk zapalnych (np. zmiany trądzikowe) i podrażnień;
*reguluje odnowę komórkową skóry i działa złuszczająco na zgrubiałą warstwę rogową naskórka;
*dzięki efektowi złuszczania komórek naskórka zmniejsza posłoneczne i pozapalne przebarwienia (mechaniczne usuwaniu melanocytów z warstwy podstawnej naskórka);
* zwiększa skuteczność działania innych preparatów kosmetycznych- skóra przygotowana kwasami lepiej absorbuje składniki aktywne w nich zawarte;
*zmniejsza płytkie blizny potrądzikowe;

(źródło: http://mazidla.com/index.php?page=shop.browse&category_id=14&vmcchk=1&option=com_virtuemart&Itemid=27)

Dla jeszcze bardziej wnikliwych:
-Kwas salicylowy jest otrzymywany z kory wierzby. Ogólne działanie kwasu BHA jest bardzo podobne do opisanych powyżej kwasów AHA, czyli także reguluje on odnowę komórkową skóry, działa złuszczająco, poprzez rozluźnianie połączeń międzykomórkowych, usuwając zbędne warstwy zrogowaciałych komórek naskórka. Jednak posiada on również kilka nowych odróżniających go od kwasów AHA właściwości. Mianowicie:
- Kwas salicylowy działa łagodniej aniżeli kwasy AHA, podczas jego stosowania rzadziej pojawiają się efekty uboczne w postaci pieczenia, szczypania i nadmiernego złuszczania się skóry. Dlatego też ostatnio można zauważyć tendencję do większego zainteresowania wśród firm kosmetycznych kwasem salicylowym niż kwasami AHA. Zdaża się bowiem, że osoby, których skóra nie toleruje kwasów AHA zupełnie dobrze reagują na kwas salicylowy.
- Kwas salicylowy jest ponadto związkiem spokrewnionym z aspiryną (chemiczna nazwa aspiryny to kwas acetylosalicylowy) i tak jak ona posiada pewne właściwości przeciwzapalne, sprzyja więc procesowi gojenia się wyprysków i podrażnień.
- Jest to kwas rozpuszczalny w tłuszczach, dzięki temu oprócz tego, że złuszcza martwe komórki z powierzchni naskórka, ma także zdolność przenikania przez warstwę łojową-sebum i wnikania w głąb oraz oczyszczania porów skóry, a także wnikania w głąb mieszków włosowych, co ma duże znaczenie w leczeniu trądziku. Dzięki temu przyczynia sie do odblokowania porów, a co za tym idzie zapobiega tworzeniu wszelkich wyprysków oraz pomaga oczyszczać tzw. "zaskórniki", które stają się dzięki temu mniej widoczne. Z tego też względu preparaty z kwasem BHA polecane są dla cer skłonnych do zanieczyszczonych porów i trądziku, ale to nie znaczy, że są odpowiednie tylko dla cer tłustych. Dla osób, które mają problemy z wypryskami kwasy BHA będą na pewno bardziej efektywne niż AHA, jednak kwasy te są także odpowiednie dla cer suchych, nie mają one bowiem właściwości wysuszających, poza tym nawet osoby z suchą cerą mają często problem z zanieczyszczonymi porami skóry, zwłaszcza w tzw. linii T, czyli nos, broda i środkowa partia czoła. Wyjątkiem są preparaty z kwasem BHA, które dodatkowo zawierają typowe składniki dla cer trądzikowych o działaniu antybakteryjnym, regulującym nadmiar łoju, takie kremy mogą wysuszać suchą cerę.
- Ostatnie badania wykazały również działanie antybakteryjne kwasu salicylowego, co w przypadku cery z wypryskami jest szczególnie istotne.
- Jeśli chodzi o stężenie, to w przypadku kwasów BHA efektywne stężenie jest dużo niższe i wynosi 1-2 %. Stężenie kwasu salicylowego wynoszące minimalnie 1 % jest wystarczające, by mógł on skutecznie spełniać swe zadanie.
- W przypadku pH produktu wartość optymalna jest zbliżona do wartości pH potrzebnej dla kwasów AHA. Jedyna różnica jest taka, że kwasy BHA skuteczniej działają w bardziej kwaśnym pH. Powyżej wartości pH 4 nie są już tak efektywne, jak kwasy AHA. Ogólnie zakres podaje się między pH 3-4.
- Jeśli chodzi o czas działania to właściwości kwasów BHA różnią się zasadniczo od kwasów AHA. Ich zdolność do złuszczania nie zmienia się w ciągu upływu czasu, czyli działają one w stałym tempie przez cały okres ich stosowania. Nie osiągają takiego punktu, w którym przestają działać, tak jak to było w przypadku kwasów AHA. W związku z tą właściwością początkowo wielu dermatologów obawiało się, że długotrwałe stosowanie produktów z kwasami BHA może spowodować nadmierne podrażnienie skóry oraz, że mogą przyczynić się one do efektu odwrotnego czyli, że w wyniku stałego złuszczania skóra będzie jeszcze szybciej odbudowywała naskórek i ulegała rogowaceniu. Jednak obecnie wiemy, że tak się nie dzieje. Regularnie złuszczany naskórek nie zostaje pobudzony do intensywniejszego procesu rogowacenia. Poza tym o czym już wspominałam jeśli odstawimy produty z kwasami to skóra z upływem czasu powoli powróci do stanu wyjściowego, a to wskazuje, że kwasy nie powodują stałych efektów ubocznych. Obecnie poleca się, aby w przypadku cery suchej kremy z kwasem BHA używać podobnie jak produkty z kwasami AHA, czyli robić sobie przerwy od czasu do czasu, natomiast osoby mające problemy z trądzikiem i wypryskami mogą używać kremy z kwasem BHA w sposób ciągły. Dla tych osób regularne stosowanie preparatów z kwasem salicylowym (najlepiej wieczorem) może wejść w rutynę jak codzienne oczyszczanie twarzy.
- Warto pamiętać, że głównym zadaniem produktów z kwasem salicylowym jest uregulowanie procesu złuszczania skóry, natomiast wiele osób zwłaszcza z tłustą cerą oczekuje jeszcze redukcji przetłuszczania się cery, tego jednak kremy z kwasem BHA nam nie mogą zapewnić.
- W niektórych przypadkach, zwłaszcza u osób ze zmianami trądzikowymi lub częstymi wypryskami zdarza się, że na początku stosowania kremu z kwasami BHA czy AHA następuje pogorszenie stanu cery i więcej wyprysków zaczyna się pojawiać, podobne efekty można zaobserwować podczas kuracji maściami z tretinoiną. Nie trzeba się tym zrażać, gdyż nie oznacza to, że produkt źle działa i zamiast polepszać to pogarsza nam stan cery. Jest to efekt chwilowy, który jeśli będziemy nadal kontynuować kurację powinien minąć z czasem. Dlaczego się tak dzieje? Otóż lekarze dermatolodzy tłumaczą to tym, iż ponieważ produkty te mają działanie złuszczające mogą spowodować, że ogniska zapalne, niewidoczne pod skórą mogą się ujawnić jak gdyby szybciej i w jednoczesnym czasie, stąd wrażenie, że nagle pojawiło się na naszej twarzy tyle krostek, a do tej pory co prawda pojawiały się, ale pojedynczo od czasu do czasu. Ważne więc, by nie odstawiać kremu natychmiast, tylko używać go nadal, a po czasie stan cery powinien ulec poprawie.
- Kolejna ważna sprawa to cierpliwość. Kwasy nie działają natychmiastowo, co prawda już po pierwszych zastosowaniach od razu odczuwamy wygładzenie i poprawę kolorytu cery. Jednak zwłaszcza w przypadku kwasów BHA i ich wpływu na oczyszczenie porów skóry, nie można oczekiwać widocznych rezultatów już po kilku dniach. Dużo zależy od indywidualnych właściwości naszej skóry, jedni zauważą poprawę szybciej i będzie ona bardziej widoczna, inni dopiero po miesiącu stosowania i może nie będzie to aż taki efekt jakiego by oczekiwali. Jednak gwarantuję na podstawie własnego doświadczenia, że zmiana na lepsze na pewno będzie widoczna.
- Poza tym po czasie stosowania preparatu z kwasem BHA czy AHA, może nam się wydawać, że krem już nie działa. Jednakże nie jest to tak końca prawdą. Na początku po zastosowaniu kremu z kwasem , na pewno zauważymy wyraźną różnicę, preparat ten polepszy stan cery do pewnego stopnia, na ile to jest możliwe, a następnie dzięki regularnemu stosowaniu będzie on podtrzymywał osiągnięty efekt. Z czasem ponieważ przyzwyczaimy się do nowego stanu cery, może nam się wydawać, że krem już nie działa, ale przecież nie możemy oczekiwać "cudów", taki preparat jest zdolny polepszyć stan naszej cery w pewnym stopniu, nie jest jednak w stanie całkowicie ją odmienić.
- Preparaty z kwasami BHA można także używać wszędzie tam, gdzie mamy problemy z wypryskami np. dekolt, plecy.

(źródło:  http://www.laboratoriumurody.pl/forum/zluszczanie-za-pomoca-kwasu-salicylowego-salicylic-acid,t20,0&sid=87a2f6da5212791f46cc7eeae16934c7.html)

czwartek, 29 listopada 2012

Moje zakupy- pierwsze od chyba miesiąca :)

Dziś wybrałam się do Rossmanna w celach wiadomych. Wcześniej miałam zakaz całkowity (nałożony przez siebie po promocji na marki własne), ale dzisiaj wreszcie mogłam kupić jedną rzecz "absolutnie konieczną" i drugie coś, na temat czego jest mało recenzji w internecie i sama musiałam wypróbować. Oczywiście ekologiczne.


Tak, tak po miesiącu kupiłam tylko dwie rzeczy. Nie wiem, czy mi się wydaje, ale jak na blogowanie o kosmetykach to moje aktualne zbiory są bardzo wątłe. Co nie znaczy, że wcześniej nie próbowałam wielu mazideł ;)

Kosmetyk absolutnie konieczny to krem do rąk Granat i Aloes, Alterra. Cena 7,99zł. Jakoś umknął mi podczas promocji i pora nadrobić zaległości, bo zima idzie i pora wrócić do codziennego kremowania dłoni. Pachnie standardowo nienachalnie i szybko się wchłania, więc to coś w sam raz do noszenia ze sobą. I oczywiście bardzo przyjazny skład, jak innych kosmetyków tej linii.


Drugie mazidło to pomadka ochronna anty-age deluxe, Nonicare. Cena 7,99zł. Markę widziałam tylko w Rossmannach. Kupiłam jako odmianę po pomadce Alterry, gdyż ta ma słodki zapach i smak, a do tego ponoć koloryzuje usta (coś jak ekologiczna wersja Nivei truskawkowej). O właściwościach pielęgnacyjnych nie mogę się w tej chwili wypowiedzieć.

Skład ma taki:
Helianthus Annuus Seed Oil, Cera Alba, Cocos Nucifera Oil, Candelilla Cera, Olea Europaea Oil, Butyrospermum Parkii Butter Extract, Hydrogenated Coco-Glycerides, Lanolin, Theobroma Cacao Seed Butter, Tocopheryl Acetate, Ricinus Communis Seed Oil, Glyceryl Oleate, Morinda Citrifolia Fruit Extract, Aloe Barbadensis Leaf Extract, Parfum, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Hexyl Cinnam, Calcium Aluminium Borosilicate, Silica, Tin Oxide,CI
 
czyli olej słonecznikowy, wosk pszczeli, olej kokosowy, wosk candelilla, oliwa z oliwek, masło shea, lanolina, masło kakaowe, olej rycynowy, ekstrakt z owoców noni, ekstrakt z aloesu, barwniki i zapach. Pomadka zawiera lanolinę, więc nie jest dla wegetarian.
 
A to efekt:

przed
po

wtorek, 27 listopada 2012

Serum olejek regulujący Lemon Eko- moje doświadczenia

Dziś będzie o jednym z moich pierwszych kosmetyków wykonanych z półproduktów (choć dobranych i odmierzonych przez sklep, co jest dobrym rozwiązaniem dla początkujących), a mianowicie Serum Lemon Eko z Biochemii Urody. Mam go już od ok. 8 miesięcy i właśnie dokańcza żywota, więc najwyższy czas na recenzję.


Opis producenta:
Serum w postaci nawilżająco- natłuszczającego olejku wspomaga łagodne oczyszczenie skóry, regulację pracy gruczołów łojowych oraz redukcję wyprysków, zaskórników i blizn potrądzikowych, na bazie ziołowego oleju z kocanki i gojącego oleju tamanu EKO, z dodatkiem kwasu salicylowego (BHA - 2%) i łagodzącego oleju z wiesiołka oraz antyseptycznego olejku z cytrynowego drzewa herbacianego EKO, o świeżym cytrynowo-ziołowym zapachu. Polecane jako serum na noc.
Serum stanowi naturalną opcję łagodnego, a jednocześnie efektywnego specyfiku o działaniu oczyszczającym i normalizującym pracę gruczołów łojowych, bez wysuszenia, łuszczenia i podrażnienia. Może być stosowane jako uzupełnienie kuracji tonikami z kwasami o intensywniejszym działaniu złuszczającym.
Pomimo olejkowej formy, serum jest odpowiednie dla cery tłustej i trądzikowej. Oleje roślinne wchodzące w skład serum, charakteryzują się niską komedogennością i wręcz wspomagają oczyszczenie porów skóry. Aby zniwelować poczucie tłustości po aplikacji Serum, polecamy stosować je w formie Dwufazowego nawilżacza w komplecie z wybranym Żelem hialuronowym.

Uzupełnia niedobory nienasyconych kwasów tłuszczowych w skórze (kwasu linolowego i gamma-linolenowego), niezbędnych do utrzymania zdrowej i odpowiednio nawilżonej skóry. Ich niedobór powoduje osłabienie bariery ochronnej skóry, stany zapalne, zwiększoną skłonność do zaskórników i wyprysków, spowolniony proces gojenia, częste podrażnienie, łuszczenie i zaczerwienienie skóry.
Reguluje pracę gruczołów łojowych, sprzyja oczyszczaniu porów skóry, redukuje ilość zaskórników i wyprysków.
Działa gojąco i przeciwzapalnie. Sprzyja gojeniu i redukcji zmian trądzikowych, także podskórnych, bolesnych wyprysków.
Wspomaga redukcję blizn i przebarwień potrądzikowych.
Zmniejsza zaczerwienienie i podrażnienie.
Działa antybakteryjnie, przeciwgrzybiczo i antyseptycznie.
Regeneruje i nawilża skórę zniszczoną złuszczającymi kuracjami przeciwtrądzikowymi.
Wykazuje również właściwości przeciwrodnikowe. 

Skład:
Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Organic Calophyllum Inophyllum (Tamanu) Oil, Oenothera Biennis (Evening Primrose) Seed Oil, Helichrysum Italicum (Immortelle) Flower Extract (ekstrakt z kwiatu kocanki ok. 5%), Salicylic Acid (2%), Organic Leptospermum Petersonii (Lemon Tea Tree) Oil (1%), Mixed Tocopherols (witamina E), Rosmarinus Officinalis (Rosemary) Leaf Extract

-Kwas salicylowy- należący do grupy kwasów beta-hydroksylowych, które sprzyjają odnowie komórkowej skóry. Kwas BHA zastosowany w bazie olejku, pomimo stężenia 2%, wykazuje dużo łagodniejsze działanie, aniżeli Toniki z taką samą zawartością % kwasu, nie powodując widocznego łuszczenia. Oczyszcza pory skóry, delikatnie reguluje pracę gruczołów łojowych, działa przeciwzapalnie, lekko rozjaśnia i wyrównuje koloryt skóry.
-Ekologiczny olej tamanu - zastosowany w stężeniu bezpiecznym dla cer skłonnych do zatykania porów, sprzyja redukcji trudno gojących się wyprysków, zapobiega tworzeniu zaskórników, łagodzi stany zapalne, redukuje blizny i przebarwienia potrądzikowe, regeneruje skórę zniszczoną złuszczającymi kuracjami przeciwtrądzikowymi, działa antybakteryjnie i antybiotycznie. Kwas oleinowy zawarty w oleju tamanu, zwiększa przenikanie składników aktywnych serum w głąb skóry.
-Olejek eteryczny cytrynowego drzewa herbacianego EKO 1% - który nadaje serum cytrusową nutę zapachową, przełamując korzenny zapach oleju tamanu. Olejek wykazuje działanie antyseptyczne, antybakteryjne, antywirusowe, przeciwgrzybicze oraz działa łagodząco i przeciwzapalnie. Polecany jest w przypadku cery tłustej, trądzikowej oraz przy skłonnościach do wyprysków i stanów zapalnych skóry.
-Olej (macerat) z kocanki- macerat łączy w sobie właściwości bazowego oleju słonecznikowego oraz ekstraktu roślinnego. Ekstrakt z kwiatu kocanki jest bogaty w diketony, flawonoidy i olejki eteryczne, które decydują o regenerującym, sprzyjającym gojeniu i zabliźnianiu ran i śladów potrądzikowych działaniu kocanki. Dodatkowo kocanka poprawia stan skóry naczynkowej, zmniejsza zaczerwienienia i podrażnienia skóry oraz działa antybakteryjnie i antyseptycznie.
-Olej słonecznikowy- chętnie wykorzystywany jako olej bazowy, ze względu na dobrą tolerancję, delikatne, a jednocześnie skuteczne działanie (zgodnie z badaniami, wzmacnia barierę ochronną skóry już w kilka godzin po nałożeniu). Jest to olej odpowiedni zarówno do pielęgnacji skóry suchej i delikatnej, jak i skóry tłustej, gdyż zaliczany jest do olejów niekomedogennych (nie zatykających porów), które wręcz wspomagają regulację cery tłustej i trądzikowej. Olej słonecznikowy jest bogaty w kwas linolowy, będący naturalnym składnikiem łoju. W przypadku osób o cerze trądzikowej i zanieczyszczonej zaobserwowano spadek zawartości kwasu linolowego w składzie łoju, co wpływa na blokowanie porów skóry i w efekcie tworzenie licznych zaskórników i wyprysków. Zastosowanie kwasu linolowego na cerę tłustą i trądzikową powoduje regulację pracy gruczołów łojowych, odblokowanie porów skóry i redukcję zaskórników.
-Olej z wiesiołka- dobrze tolerowany przez cery tłuste i trądzikowe, który uzupełnia w skórze niedobory kwasu gamma-linolenowego (GLA), o działaniu przeciwzapalnym, antyalergicznym, regulującym naturalną florę bakteryjną skóry oraz ekstrakt z rozmarynu, o działaniu antyoksydacyjnym, antybakteryjnym, przedłużającym znacznie świeżość i trwałość olejów roślinnych.


Cena/wydajność:
30ml za ok. 22 zł, ale jest bardzo wydajny, gdyż do nasmarowania całej twarzy wystarczy kilka kropel precyzyjnie odmierzanych kroplomierzem.

Przygotowanie:
Dostajemy odmierzone składniki, które łączymy ze sobą (najpierw wlewamy oleje do butelki, a następnie wsypujemy kwas)- nic prostszego.

Opakowanie:
Plastikowa buteleczka do trzymania w lodówce oraz szklana buteleczka z pipetką do trzymania podręcznej porcji serum w łazience- bardzo poręczne rozwiązanie, nie trzeba co wieczór biegać do kuchni.

Komfort użytkowania:
Taki sam, jak przy innych olejach do smarowania twarzy. Kto wcześniej takich nie używał, musi się przyzwyczaić do uczucia tłustości po nałożeniu produktu.
Przyjemny cytrynowy zapach, inny niż tradycyjnego olejku z drzewa herbacianego.


Działanie:
Jako, że był to mój pierwszy produkt z półproduktów, byłam na niego bardzo "napalona". Do tego bardzo fajny skład, więc czego chcieć więcej.
Niestety na mojej twarzy się nie sprawdził. Wprawdzie nie zatykał mi porów, ale też nie robił nic innego. Żadnego pozytywnego działania. Po nałożeniu na twarz jakby w ogóle się nie wchłaniał, tylko pozostawał na powierzchni (nie miałam tego problemu przy olejku regulującym dr. Hauschki- ten po nałożeniu na wilgotną twarz wchłaniał się błyskawicznie), po przebudzeniu skóra była bardzo tłusta, szara i jakby wymęczona. Próbowałam używać na różne sposoby- na wilgotną twarz, z dodatkiem kremu, wymieszany z żelem hialuronowy, ale zawsze był taki sam efekt. Nie wiem, czemu wystąpił u mnie taki efekt, gdyż np. krem z zemulgowanych olejów Alterry wchłania się praktycznie do matu, podobnie jak olejek Hauschki.
Nie zauważyłam też działania kwasu salicylowego, ale to pewnie przez niziutkie, jak dla mnie, stężenie.
Obecnie wykańczam go, dodając do różnych maseczek czy glinek.

Czy kupię ponownie:
Nie, ale uważam, że u wielu osób może się sprawdzić. Nie dowiecie się tego, póki nie sprawdzicie na sobie.
Ja niestety muszę szukać innego serum olejowego do swojej twarzy, bo to bardzo potrzebny element. Ostatecznie wrócę do Hauschki, ale jest jeszcze wiele tańszych opcji do przetestowania.

Ocena: 
2/5

PS. stworzyłam nową zakładkę "lista recenzji". Znajdą się tu odnośniki do wszystkich napisanych przeze mnie recenzji wraz z przyznaną przeze mnie oceną. Będzie również zaznaczone, które produkty dostałam w ramach współpracy, dzięki czemu będzie można zaobserwować, czy ten fakt nie skrzywia mojej oceny.

niedziela, 25 listopada 2012

Ratunek dla skóry? Alterra i Mizon

Dziś powstał tylko jeden post, bo cały dzień studiowałam instrukcję do aparatu fotograficznego :). Mam nadzieję, że widać chociaż małe postępy na poniższych zdjęciach...

A chciałam napisać o nawilżaczach ratujących moją skórę po nocnej kuracji retinoidami i kwasami. Dzięki nim w dzień praktycznie nie widać suchych skórek (nie licząc dni po peelingu kwasowym, kiedy twarz linieje na potęgę) i mogę się przypudrować. Oba stosowane jeden na drugi na dzień, dlatego piszę o nich w jednej notce. Jeden dosyć popularny, drugi bardzo mało znany:


Oba zaczęłam stosować około miesiąc temu, wprowadzając je w odstępie niecałego tygodnia, żeby wiedzieć w razie czego, który mnie zapycha. W ten sposób mogę już wystawić wstępną recenzję. Nie będę mogła wypowiedzieć się jednak o wszystkich obietnicach producenta, gdyż w tym czasie zmieniłam również swoją pielęgnację na noc (nie myślałam  wtedy jeszcze poważnie o założeniu bloga, tylko o skutecznym uderzeniu w trądzik).

Krem do cery bardzo wrażliwej Alterra,  Sensitiv-Gesichtscreme

Czyli krem do twarzy z serii Alterra- marki naturalnych, ekologicznych kosmetyków dostępnych w Rossmannie.

Opis producenta:
Naturalny krem nawilżający do twarzy specjalnie opracowany z myślą o cerze najwrażliwszej. Nie zawiera substancji zapachowych. Działa kojąco i ochronnie, wygładza zmarszczki. Posiada certyfikat BDIH. Produkt wegański.

Skład:
Aqua, Olea Europaea Oil, Glycerin, Alcohol, Carthamus Tinctorius Oil, Myristyl Alcohol, Glyceryl Stearate Citrate, Oenothera Biennis Oil, Rhus Verniciflua Cera, Xanthan Gum, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Hydrogenated Lecithin, Dipotassium Glycyrrhizate, Helianthus Annuus Seed Oil, Levulinic Acid, Ascorbyl Palmitate, Tocopherol,

, czyli oliwa z oliwek, gliceryna, olej z krokosza, olej z wiesiołka, wosk z sumaka, olej z pestek moreli, olej słonecznikowy, witamina E. Skład bardzo krótki i prosty jak na krem, do tego alkohol dopiero na 3 miejscu w składzie. Należy jednak uważać na zapychającą glicerynę i oliwę z oliwek.

Cena/wydajność:
10zł za 50ml kremu w miękkiej tubie, nie wiem ile mi go ubyło przez miesiąc, ale raczej niewiele.

Konsystencja/zapach:
Krem, jak sama nazwa wskazuje, jest bezzapachowy i ja żadnego zapachu nie wyczuwam. Konsystencja biała, trochę bardziej zbita niż kremów drogeryjnych.

Komfort użytkowania:
Jak to w kosmetyku bez żadnych polepszaczy komfort nie jest zbyt wysoki: ciężej się rozsmarowuje, a do tego trzeba poświęcić trochę czasu na wmasowanie kremu (inaczej na twarzy zostaje niekleisty film, który może dawać uczucie ściągnięcia, ale jak się ten film rozsmaruje, to już nie ma takiego problemu). Za to pozostawiony film świetnie się sprawdza do przyklepywania odstających skórek.

Działanie:
Mnie krem nie zapycha, ale uważam, że jest to kwestia indywidualna i innych może zapychać. Za to fajnie skórę natłuszcza bez pozostawiania tłustej warstwy. Staje się miękka i uspokojona. Używany nawet na najbardziej podrażnione obszary nie piecze nic a nic. Samodzielnie wydaje mi się bardzo dobry dla skóry tłustej i mieszanej (której nie zapychają jego składniki), inne skóry mogą czuć się niedostatecznie nawilżone choć dobrze natłuszczone. Dlatego też ja stosuję go w komplecie z drugim specyfikiem.



Mizon, Snail Recovery Gel-Cream

Czyli żel koreańskiej marki Mizon (popularnej również w krajach ościennych). Wprawdzie nie jest kosmetykiem naturalnym, ekologicznym, ale to Koreańczycy przodują w wykorzystywaniu innowacyjnych składników, obok śluzu ślimaka choćby jad węża.

Opis producenta (strona jest po koreańsku, dlatego posiłkuję się opisem z polskiego sklepu sprzedającego żel http://www.azjatyckibazar.com/el-mizon-z-filtratem-wydzieliny-limaka-goi-skor-usuwa-blizny-zapobiega-starzeniu/):
Żel Mizon polecany jest jako kosmetyk, który kompleksowo opiekuje się cerą. Jest szczególnie polecany przy cerze problemowej - trądzikowej i wrażliwej, gdyż raptownie przyspiesza procesy gojenia i łagodzi stany zapalne oraz oczyszcza cerę z blizn i pourazowych pigmentacji. Wydzielina ślimaka znana jest właśnie ze swoich właściwości usuwania blizn - zawarte w niej składniki rozpuszczają tkankę włóknistą blizn oraz tak zwane zgrubienia keratynowe, pozwalając skórze naturalnie się odbudować. Żel z wydzieliny ślimaka może być też stosowany jako krem zapobiegający zmarszczkom oraz służący do łagodzenia oznak starzenia.

Skład:
Snail Secretion Filtrate, Butylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Glycerin, Bis-peg18 Methyl Ether Dimethyl Silane, Polysorbate 20, Sodium Hyaluronate, Carbomer, Glycosyl Trehalose, Hydrogenated Starch Hydrolysate, Triethanolamine, Dimethicone/vinyl Dimethicone Crosspolymer, Dimethicone, Hydroxyethylcellulose, Caprylyl Glyocol, Ethylhexylglycerin, Sodium Polyacrylate, Centella Asiatica Extract , Portulaca Oleracea Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Nlumbo Nucifera Flower Extract, Betula Platyphylla Japonica Juice, Tropolone, Copper Tripeptide-1, Allantoin, Panthenol, Olea Europaea (Olive) Fruit Oil, Helianthus Annuus (Sunflower) Seed Oil, Palmitoyl Pentapeptide-4, Adenosine, Disodium EDTA, 

, czyli według producenta mamy 74% filtratu ze śluzu ślimaka, substancje żelujące, humektanty (gliceryna, kwas hialuronowy, allantoina, panthenol) i ekstrakty (z krotki azjatyckiej, z portulaki pospolitej, z zielonej herbaty, lotosu białego, brzozy szerokolistnej), emolienty (oliwa z oliwek, olej słonecznikowy), peptydy oraz adenozynę. Oprócz tego wysoko w składzie glikol butylenowy, który ma działanie drażniące, ale jest bardzo dobrym promotorem przenikania dla substancji zawartych w kremie

Cena/wydajność:
Zapłaciłam na ebay'u za niego 18zł, plus 2,5$ za przesyłkę poleconą. Można dostać również na Allegro czy w sklepach internetowych sprzedających kosmetyki azjatyckie, ale jest dużo droższy. Żelu jest trochę mniej niż kremy Alterry, bo 45 ml, ale wydaje się bardziej wydajny, gdyż mniej go potrzeba do rozsmarowania na całą twarz. 

Konsystencja/zapach:
Krem ma delikatny słodkawy zapach. Konsystencja to chłodzący, przezroczysty żel o dużym poślizgu, który po kontakcie ze skórą staje się wręcz wodnisty.

Komfort użytkowania: 
Komfort jest bardzo duży, żel łatwo się rozsmarowuje i szybko wchłania do tego stopnia, że nie pozostawia na twarzy żadnego filmu.

Działanie:
Trudno mi jeszcze wyrokować o innych aspektach działania żelu, ale mogę z całą pewnością stwierdzić, że żel mnie nie zapycha ani nie uczula. Wydaje mi się, że to dzięki niemu w dzień mam złagodzone zaczerwieniania, a strupki po wypryskach szybciej się goją. Skóra jest ukojona, ma jednolity koloryt. Niestety nie mogę z całą pewnością stwierdzić, która część mojej pielęgnacji (kremy na dzień czy maści lecznicze na noc) zagrała decydującą rolę w tym, że od miesiąca nie pojawiły mi się zmiany zapalne, a przebarwienia po wcześniejszych zbladły. 
Co do nawilżenia, to  nawet na mojej skórze jest ono niedostateczne. Nie polecałabym go nikomu używać samodzielnie, no chyba że baaardzo tłustej skórze. Ja najpierw smaruję się żelem, a po 10-15 minutach kremem.

Czy kupię je ponownie:
Nie wiem na pewno. 
Żel ze ślimakiem działa na moją wyobraźnię i zdecydowanie będę chciała kontynuować romans z tą substancją. Być może następnym razem zdecyduję się jednak na żel z Purebess, który ma aż 90% filtratu ze śluzu ślimaka.
Co do kremu Alterry, to nie szkodzi, ale też nie jest jakimś cudem. Będę szukać jakieś innego ochronnego kremu do nakładania na żel ze ślimaka. Jednak, gdy lepszego nie znajdę, to pozostanę przy kremie z Alterry. 
Natomiast zostanę na pewno przy takiej kombinacji, to znaczy lekki żel ze ślimaka, a na to natłuszczający, ochronny krem. No chyba, że znajdę coś 2w1.

Ocena:
krem Alterra: 4-/5
żel Mizon 5-/5


Dla chętnych informacje na temat śluzu ślimaka (chyba jedyne podsumowanie po polsku, dużo więcej jest na ten temat po angielsku, ze strony:  http://pijawki-nowysacz.pl/index.php/wlasciwosci-sluzu-slimaka?showall=1&limitstart=):

Charakterystyczną cechą ślimaka Helix aspersa jest zdolność do intensywnego wydzielania dwóch rodzajów śluzu: limozyny (Limosina) i kryptozyny (Cryptosina). Limozyna to nic innego jak śluz, który widzimy w trakcie poruszania się ślimaka i nie ma on praktycznie żadnej wartości dla ludzi. Tajemnicę skrywa natomiast kryptozyna, która wykazuje działanie ochronne, nawilżające, regenerujące i bakteriobójcze. Wykorzystywana jest przez ślimaka również do zamknięcia muszli w okresie hibernacji. Potrafi także odbudować zniszczoną muszlę, pobrawszy wapń z pożywienia.

Ślimaki bezpośrednio przed pozyskaniem śluzu  poddawane są kilkudniowemu procesowi oczyszczania, a następnie stymulacji  - delikatnemu stresowi biologicznemu, podczas którego wydzielają kryptozynę. W czasie tego procesu nie dzieje im się żadna krzywda, a po zakończeniu pozyskiwania śluzu ślimaki wracają na fermę gdzie regenerują się przez okres minimum 15 dni. W tym czasie zebrany śluz poddawany jest laboratoryjnym procesom oczyszczania, standaryzacji i obróbki, aż do uzyskania stabilizowanego ekstraktu o wysokiej jakości i czystości, bez obecności mikroorganizmów patologicznych i toksyn.  

Kryptozyna składa się z czterech podstawowych składników: elastyny i kolagenu (główne składniki tkanki łącznej skóry, które skóra traci wraz z upływem lat), kwasu glikolowego (wspomaga złuszczanie naskórka, eliminuje i usuwa martwe komórki znajdujące się na powierzchni skóry, które powodują, że wygląda szaro oraz sprawia wrażenie zmęczonej. Napina skórę, zmniejszając efekt zmarszczek oraz zmarszczek mimicznych. Odkryto, że kwas glikolowy znajdujący się w wydzielinie jest całkowicie naturalny i nie podrażnia skóry przez co jest hipoalergiczny) i allantoiny (umożliwia regenerację skóry i przyspiesza gojenie tkanek, ślimak posiada zdolność do autoregeneracji własnej skorupy, gdy zostanie uszkodzona, wykorzystując wapno uzyskanie z własnej diety. Allantoina ślimaka posiada większą aktywność biologiczną niż syntetyczna). To jednak nie wszystko, w kryptozynie występują również proteiny o różnej masie cząsteczkowej, przeciwutleniacze, oligoelementy, antyproteazy, witaminy, naturalne antybiotyki (przeciwko m. in. takim bakteriom jak: Escherichia coli, Staphylococcus aureus, i Pseudomonas aeruginosa, a są to bakterie, które najczęściej występują w infekcjach skórnych) i glikozoaminoglikany. Wszystko to składa się na szerokie spektrum działania ekstraktu.

Skóra ślimaka posiada podobne elementy konstrukcyjne do skóry ludzkiej, dzięki temu zawarte w wydzielinie składniki, traktowane są przez naszą skórę jako naturalne i co za tym idzie doskonale przyswajalne, w odróżnieniu od uzyskiwanych syntetycznie odpowiedników.

Podstawowym efektem jego stosowania jest przyśpieszona regeneracja skóry. Działa na uszkodzony kolagen (kolagenaza), dostarcza hemocyjaninę bogatą w tlen niezbędny do kształtowania się kolagenu i tworzy sieć strukturalną na fibronektyny. Dzięki temu krem na bazie śluzu ślimaka sprawdza się u większości osób zmagających z różnorakimi problemami skórnymi. Od trądziku i zmian po trądzikowych po zmarszczki, od oparzeń po blizny czy przebarwienia. Kosmetyki te poprawiają w widoczny sposób stan dotkniętych trądzikiem różowatym. Regenerację wspomaga też silne działanie odżywcze i bakteriobójcze (antybiotyczne). To ostatnie jest dla ślimaka szczególnie istotne, kiedy jego ciało ulegnie uszkodzeniu. Pozwala mu to na szybkie pozbycie się bakterii infekujących ranę. U człowieka ta cecha ekstraktu uczyniła go idealnym środkiem utrzymać w ryzach problematyczne cery, co szczególnie uwidacznia się przy cerach trądzikowych. Jednak nie tylko trudne cery skorzystają z dobroczynności kryptozyny. Działania antybiotyczne, antyoksydacyjne i proliferacyjne sprawiają, że kremy oparte na ekstrakcie ze śluzu ślimaka są idealnymi kosmetykami dla większości typów skóry, stymulują procesy odnowy oraz poprawiają jej napięcie i strukturę. Działanie pielęgnacyjne zawartego w kryptozynie kwasu glikolowego skutecznie rozjaśnia cerę, a bogactwo kolagenu poprawia owal twarzy.

Przed dwudziestu laty w Chile zaczęto stosować śluz jako składnik kremów kosmetycznych. Doprowadziło to w efekcie do wpisania w 2006 roku standaryzowanego ekstraktu ze śluzu ślimaka do rejestrów International Nomenclature of Cosmetic Ingredients (INCI) jako snail secretion filtrate.

środa, 21 listopada 2012

Pierwze spotkanie z TBS, czyżby ostatnie? Tea Tree Oil

Na koniec dzisiejszego dnia chciałabym napisać co nieco o kosmetyku, z oceną którego mam najwięcej problemów.  A chodzi o Olejek z drzewa herbacianego z The Body Shop.


Sama nic wcześniej nie kupiłam tej firmy, bo zawsze wydawało mi się tam drogo, także ta buteleczka będąca prezentem była pierwszym zetknięciem się z kosmetykami TBS. Do tego odpowiednio dobrana do mojej problemowej cery, a przy prezentach czasami z tym ciężko ;)

Co mówi producent:

Seria z drzewa herbacianego jest zalecana w przypadku skóry z problemami, tak jak i leczenia pojedynczych wyprysków. Jego regularne stosowanie zmniejsza również pory i wyrównuje skórę. Olejek Tamanu zawarty w prezentowanym produkcie, zmniejsza także zaczerwienienia i podrażnienia. Nie wysusza skóry!
Zastosowanie:
- bezpośrednio na skórę za pomocą wacika - miej zdrową skórę !
- do masażu - wystarczy kilka kropli rozgrzać w dłoni, aby zapewnić sobie aromatyczny masaż
- do kąpieli - wlej kilka kropel do wanny i ciesz się niepowtarzalnym zapachem
- do inhalacji - by zapewnić skórze głębokie oczyszczenie.

Skład:
Tu pojawia się problem, bo na wizażu i w niekótych recenzjach podany jest taki:
Water, Alcohol Denat., PEG-40 Hydrogenated Castor Oil, Polysorbate 20, Melaleuca Alternifolia (Tea Tree) Leaf Oil, Limonene, t-Butyl Alcohol, Calophyllum Inophyllum Seed Oil, Citral, Leptospermum Petersonii (Lemon Tea Tree) Oil, Denatonium Benzoate, Tocopherol

Skład na moim olejku jest natomiast taki:
Aqua, Alcohol Denat., Polysorbate 60, Melaleuca Alternifolia Leaf Oil, Limonene, Calophyllum Inophyllum Seed Oil, t-Butyl Alcohol, Citral, Leptospermum Petersonil Oil, Denatonium Benzoate, Tocopherol.

Różnica przy trzecim miejscu w składzie, ale chyba jednak na korzyść mojej wersji, więc uff.
Ale to nie zmienia faktu, że i ja i osoba mnie obdarowująca myślała, że jest to czysty olejek (w końcu sprzedawany w takiej maleńkiej buteleczce i za tak wysoką cenę), a nie kilka mililitrów wody i alkoholu z 15% dodatkiem olejku. Niby było to napisane na opakowaniu, ale tak maleńkimi literkami, że łatwo się nabrać.

Zadanie, znajdź opis wskazujący na to, ile jest olejku w olejku ;)

Cena/wydajność:
Ja dostałam, ale sprawdzałam w internecie, że cena waha się pomiędzy 20 a 25 zł za 10 ml. Do tego słaba wydajność, bo starczyło mi na niecały miesiąc smarowania się punktowo.

Zapach i konsystencja:
Wyraźny zapach olejku herbacianego (tak intensywny, że nawet nie da się wyczuć alkoholu), a konsystencja lekko oleista, ale nie ciężka.

Działanie: 
Przede wszystkim piecze przy nakładaniu oraz wysusza. Następnego dnia mam suche placki w posmarowanych miejscach. Samo działanie na pojawiające się wypryski wydaje się zauważalne, aczkolwiek nie jest to kosmetyk-cud. Na całą twarz nie odważyłam się go użyć.

Czy kupię ponownie:
A raczej czy kupię po raz pierwszy ;) Zdecydowanie nie, gdyż poczułam się w jakiś sposób oszukana  przez firmę. Ale nie skreślam samej substancji, dlatego mam zamiar kupić czysty olejek z drzewa herbacianego i przetestować jego działanie. Tym bardziej, że kosztuje mniej niż ten z TBS

Ocena:
2/5

PS. szukając czystego olejku w internecie natknęłam się m.in. na taki produkt, który nie dość, że jest dużo tańszy za 5 razy większą objętość, to i zawartość olejku w nim nie budzi zastrzeżeń, bo jest w widocznym miejscu oznaczona:

Mało naturalnie, mało ekologicznie, ale aptecznie- Isotrex, Acne-derm

Dziś post o ciężkiej artylerii do walki z trądzikiem. Tak, tak, mam 27 lat i ciągle TRĄDZIK, z którym męczę się od kilkunastu lat. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale nigdy idealnie. Na całe szczęście, moja skóra nie ma skłonności do tworzenia blizn, więc i śladów z poprzednich bojów nie ma zbyt wiele. Obecnie jest w stanie coraz lepszym, tzn. prawie nie występują już gule i zmiany zapalne (tylko przed okresem), ale jest dużo zaskórników otwartych i zamkniętych (takich grudek).

Od kilku miesięcy przestawiam się na naturalną pielęgnację (i coraz bardziej dojrzewam do kręcenia własnych produktów), ale robię to krok po kroku, produkt po produkcie. W ten sposób w mojej kosmetyczce zalega coraz mniej standardowych kosmetyków.  I myślę, że moja skóra jest mi za to wdzięczna, bo wreszcie dostaje regularne dawki nawilżenia. O tych mazidłach będę pisać regularnie w kolejnych postach.

Jest jednak coś mało ekologicznego, z czego nie zrezygnuję, a mianowicie dwa leki apteczne: Isotrex i Acne-derm. I tu ważne(!) uwagi na początek:
  •  mówię o leczeniu dermatologicznym, przepisanym przez lekarza (choć przyznam, że odwiedziłam ich wielu i sama się w tym czasie dokształcałam, a i zostałam przy tym, który wziął pod uwagę moje sugestie ;)), tym bardziej, że jeden z leków omawianych przez mnie jest na receptę.
  • jest to dosyć ciężka kombinacja przeznaczona już dla osób, których skóra przyzwyczaiła się do agresywnych leków i nie reaguje na byle co zaczerwieniem i podrażnieniem (ja zaczynałam od samych retinoidów, od kilku lat eksperymentowałam z różnymi kwasami i np. 40% kwas migdałowy nie zrobił na mojej skórze dosłownie żadnego wrażenia).

Dlaczego zdecydowałam się na taką kombinację? Bo walczy nie tylko z trądzikiem, ale z kilkoma problemami na raz:
-retinoid powinien opóźnić pojawienie się zmarszczek, a ja już taka młoda nie jestem ;)
-Isotrex jako jedyny lek niszczy sebocyty, co wiąże się z trwałym zmniejszeniem przetłuszczania skóry,
-kwas azelainowy rozjaśnia przebarwienia, które pozostały po wszelkich niespodziankach.

Dla mnie był to ogromnie ważny argument, bo nie przewiduję, żeby kuracja miała się skończyć po kilku tygodniach, tylko pewnie będę się tak smarować kilkanaście miesięcy i warto zająć się kilkoma problemami na raz.

Obecnie stosuję oba specyfiki na noc zamiennie, a na dzień porządne nawilżacze i oczywiście filtr przeciwsłoneczny. Skóra nie jest podrażniona i prawie się nie łuszczy, do tego wydaje mi się, że jest coraz mniej grudek.

PS. we wcześniejszym poście już informowałam, że zaczęłam też robić sobie peelingi salicylowe (kwas salicylowy na spirytusie), i planuję jes stosować aż do wiosny co dwa tygodnie.

Jeśli ktoś męczy się z opornym trądzikiem i próbował już wielu specyfików (tak jak ja, stosowałam również sam Acne-derm kilka lat temu), myślę że mógłby spróbować takiej kompleksowej kombinacji (retinoid, kwas azelainowy, kwas salicylowy).
A za mnie trzymajcie kciuki, obym się wreszcie tego cholerstwa pozbyła :)


PS. dzisiaj na obiad był kapuśniak... bałam się jednak, że będzie trzeba obejść się smakiem, bo ktoś się dorwał do kapusty ... koci wegetarianin :)


środa, 14 listopada 2012

Jesien przyszła- kwaszenie czas zacząć

Witam!

Z okazji nadejścia już późnej jesieni, czas wrócić do peelingów kwasowych na moją problemową buźkę.

2 lata temu używałam Glyco-A z 12% kwasu glikolowego. W tamtym roku eksperymentowałam z gotowym peelingiem z kwasem migdałowym z Clareny (chyba 40%).

W tym roku z racji eksperymentów z biochemią kosmetyczną postanowiłam sama ukręcić sobie peeling kwasowy. Na pierwszy ogień idzie kwas salicylowy.  Mam zamiar rozpuszczać go w alkoholu (spirytusie) najpierw w stężeniu 10% i powoli je zwiększając. Częstotliwość zaplanowałam na cotygodniowe obdzieranko.
Wcześniej już sprawdziłam, czy nie jestem uczulona na salicylany oraz przygotowałam skórę poprzez używanie od kilku tygodni toniku 8% AHA i 2% BHA z Biochemii Urody. Mam zamiar go używać również po zakończeniu peelingów.


PS. nawet o tej porze roku nie należy zapominać o filtrach przy takich zabiegach- ja używam SVR Lysalpha SPF 50, który został mi po lecie.



piątek, 9 listopada 2012

nowy zakup- Hesh, ajurwedyjska maseczka w pudrze Ubtan

Witajcie!

Dzisiaj znowu nie mogłam się oprzeć, by nie kupić niedawno znalezionego cudeńka. Długo się zastanawiałam co wybrać, bo tyle produktów marki Hesh wydaje się być ciekawych, jednak dla laików w kwestii działania ziół wszystkie one są podobne. Dlatego postawiłam na kompleksowe działanie mieszanek. W ten sposób zastanawiałam się nad:
-maseczką Skin Life
-maseczką Ubtan
W końcu kupiłam tę drugą (naturalną ajurwedyjską maseczkę do twarzy Ubtan marki Hesh) z uwagi na dwa razy większą objętość przy tej samej cenie.


Urzekła mnie jej forma (sproszkowane zioła) i w pełni naturalny skład:
 Nagarmotha (Cyperus Rotundus), Rose Petal Powder (Rose Alba), Sandalwood Powder (Santalum Album), Kachura (Curcuma Zedoria), Bawchi (Psorolea Corylifolia), Anantmul (Hemidesmus Indicus), Amba Haldi (Curcuma Amada), Wala (Andropogan Muircatus), Manjishta (Rubia Cordifolia), Orange Peel Powder (Citrus Aurantium), Multani Mati (Fuller's Earth)

Zawiera odżywczy puder z płatków róży, przeciwbliznowy proszek sandałowy, rozjaśniający wyciąg z cytrusów i całą gamę innych ziół, które nic mi nie mówią, ale zapewne są źródłem antyutleniaczy. A taki skład wydaje się być skierowany na wiele problemów skórnych. A i zawiera także wybielającą glinkę multani mitti.



Za 100g zapłaciłam niecałe 12 zł, a biorąc pod uwagę, że na jedno użycie powinno wystarczyć jej dwie łyżeczki, to wydaje się bardzo wydajna.

Dzisiaj już były pierwsze testy (to ważne przy produktach ziołowych) i nie widać u mnie objawów alergii także czas na dalsze testy i recenzję.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...