środa, 21 listopada 2012

Mało naturalnie, mało ekologicznie, ale aptecznie- Isotrex, Acne-derm

Dziś post o ciężkiej artylerii do walki z trądzikiem. Tak, tak, mam 27 lat i ciągle TRĄDZIK, z którym męczę się od kilkunastu lat. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale nigdy idealnie. Na całe szczęście, moja skóra nie ma skłonności do tworzenia blizn, więc i śladów z poprzednich bojów nie ma zbyt wiele. Obecnie jest w stanie coraz lepszym, tzn. prawie nie występują już gule i zmiany zapalne (tylko przed okresem), ale jest dużo zaskórników otwartych i zamkniętych (takich grudek).

Od kilku miesięcy przestawiam się na naturalną pielęgnację (i coraz bardziej dojrzewam do kręcenia własnych produktów), ale robię to krok po kroku, produkt po produkcie. W ten sposób w mojej kosmetyczce zalega coraz mniej standardowych kosmetyków.  I myślę, że moja skóra jest mi za to wdzięczna, bo wreszcie dostaje regularne dawki nawilżenia. O tych mazidłach będę pisać regularnie w kolejnych postach.

Jest jednak coś mało ekologicznego, z czego nie zrezygnuję, a mianowicie dwa leki apteczne: Isotrex i Acne-derm. I tu ważne(!) uwagi na początek:
  •  mówię o leczeniu dermatologicznym, przepisanym przez lekarza (choć przyznam, że odwiedziłam ich wielu i sama się w tym czasie dokształcałam, a i zostałam przy tym, który wziął pod uwagę moje sugestie ;)), tym bardziej, że jeden z leków omawianych przez mnie jest na receptę.
  • jest to dosyć ciężka kombinacja przeznaczona już dla osób, których skóra przyzwyczaiła się do agresywnych leków i nie reaguje na byle co zaczerwieniem i podrażnieniem (ja zaczynałam od samych retinoidów, od kilku lat eksperymentowałam z różnymi kwasami i np. 40% kwas migdałowy nie zrobił na mojej skórze dosłownie żadnego wrażenia).

Dlaczego zdecydowałam się na taką kombinację? Bo walczy nie tylko z trądzikiem, ale z kilkoma problemami na raz:
-retinoid powinien opóźnić pojawienie się zmarszczek, a ja już taka młoda nie jestem ;)
-Isotrex jako jedyny lek niszczy sebocyty, co wiąże się z trwałym zmniejszeniem przetłuszczania skóry,
-kwas azelainowy rozjaśnia przebarwienia, które pozostały po wszelkich niespodziankach.

Dla mnie był to ogromnie ważny argument, bo nie przewiduję, żeby kuracja miała się skończyć po kilku tygodniach, tylko pewnie będę się tak smarować kilkanaście miesięcy i warto zająć się kilkoma problemami na raz.

Obecnie stosuję oba specyfiki na noc zamiennie, a na dzień porządne nawilżacze i oczywiście filtr przeciwsłoneczny. Skóra nie jest podrażniona i prawie się nie łuszczy, do tego wydaje mi się, że jest coraz mniej grudek.

PS. we wcześniejszym poście już informowałam, że zaczęłam też robić sobie peelingi salicylowe (kwas salicylowy na spirytusie), i planuję jes stosować aż do wiosny co dwa tygodnie.

Jeśli ktoś męczy się z opornym trądzikiem i próbował już wielu specyfików (tak jak ja, stosowałam również sam Acne-derm kilka lat temu), myślę że mógłby spróbować takiej kompleksowej kombinacji (retinoid, kwas azelainowy, kwas salicylowy).
A za mnie trzymajcie kciuki, obym się wreszcie tego cholerstwa pozbyła :)


PS. dzisiaj na obiad był kapuśniak... bałam się jednak, że będzie trzeba obejść się smakiem, bo ktoś się dorwał do kapusty ... koci wegetarianin :)


Po raz pierwszy coś wygrałam ;)

Chciałam się Wam pochwalić, że po raz pierwszy coś wygrałam!! Ogromnie się cieszę... Najchętniej to bym skakała pod sufit :)


A chodzi o konkurs "Naturalna metamorfoza" na blogu Prozerpine. Tu post z informacją o laureatach, a moja wygrana to 100g czystego masła shea i aloesowe mydło marsylskie ze sklepu "Gaj oliwny"... Będzie czym się smarować w jesienne wieczory :)

Najbardziej mnie jednak cieszy, że nie było to losowanie, a wybierano najciekawszą wypowiedź. A przyznam, że pytanie okazało się bardzo trudne:

Wiadomo, że człowiek nierozerwalnie związany jest z Naturą i dlatego podlega zasadom przez nią ustanowionym... lecz gdyby tak poczuć się jak nigdy przedtem choć przez jeden dzień i zmienić swą postać...?
Kogo- lub co- ze świata przyrody wybralibyście i dlaczego?


Kto mnie czasem czyta, wie już, że mam bzika na punkcie swoich sierściuchów, więc kogo innego mogłabym wybrać, jak nie jedno z nich :) Oto i moja wypowiedź (tu link do wszystkich odpowiedzi):
 
A ja bym chciała na jeden dzień być którymś z moich kotów- poznać jego myśli i potrzeby, dowiedzieć się, kto mu zrobił krzywdę w kocięctwie z powodu której jest, jaki jest. Chciałabym być swoim kotem, ale w innym świecie niż obecny: być kotem, który może sam chodzić na kocie spacery do pobliskich lasków, gdzie mógłby beztrosko szaleć w zaroślach i biegać zafascynowany za ptaszkami, a nie siedzieć zamknięty w domu i wpatrywać się w niedostępny świat za szybą. Być wolnym, bo mój człowiek już nie bałby się, że napotkany przypadkiem „ludź” go skopie z nudów, złapie i podpali albo wrzuci do żrącego kwasu. I chciałabym podczas tych spacerów spotkać koty, których już nie ma, bo takich właśnie tortur doznały ze strony LUDZI.

 A Wy myślałyście kiedyś, by być kimś lub czymś innym?

poniedziałek, 19 listopada 2012

Moje paznokcie- nietypowa odżywka

Jakiś miesiąc temu postanowiłam ostatecznie, że pora dać paznokciom odpocząć i przestać je ciągle maltretować lakierami. Może nie wyglądały tragicznie, ale po zmyciu lakieru były matowe, z mocno rozdwojonymi końcówkami, które często się łamały. A skórki też nie wyglądały lepiej. Niestety nie mam ich zdjęć z tego okresu- wtedy myśl o blogu dopiero we mnie kiełkowała, a chyba nie ma innego powodu, by robić sobie zdjęcie ze zbliżeniem na zniszczone paznokcie.

Nie miałam niestety pomysłu, czym je pielęgnować (po przeczytaniu kilku składów odżywek w formie lakieru ręce mi opadły, a recenzje Eveline 8w1 przyprawiły o dreszcze), więc po kolejnym maksymalnym ścięciu tak sobie po prostu rosły.

Dwa tygodnie temu robiłam porządki w kosmetyczce i odkryłam zapomniany krem regenerujący do rzęs L'Biotica. Niestety jest go bardzo dużo, a data ważności kończy się w grudniu. Więc czemu nie smarować nim paznokci?

Tak wyglądają obecnie :)


Skład kremu jest taki:
Petrolatum, Oleum Ricinic Virginale Oil, Parrafinum Liquidum, Olea Europaea Serenoa Repens, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Buxus Chinensis (Jojoba) Oil, Polyglyceryl-4Isostearate, Panthenol

czyli olej rycynowy, olej z palmy sabałowej, olej macadamia, olej jojoba, pantenol, niby wszystko super... ale na pierwszym miejscu w składzie wazelina, a na trzecim miejscu parafina, które wzbudzają wiele kontrowersji i sprzecznych opinii. O ile wazelinę można zrozumieć jako substancję nadającą gęstą konsystencję, o tyle parafina wydaje się być całkiem zbędna. Polyglyceryl-4Isostearate to pochodzenia roślinnego bezpieczny emolient i stabilizator emulsji. Skład mógłby być lepszy, ale i tak bije na łeb inne odżywki do rzęs.

Niestety krem podrażniał moje oczy- zachodziły mgłą, brzeg powieki był zaczerwieniony, kilka razy miałam nawrót "jęczmienia" (a nic takiego się nie działo przy stosowaniu zwykłego oleju rycynowego). Nie wiem, który składnik powodował taki efekt (odwieczny spór między ropopochodnym olejem mineralnym a alergizującym olejem roślinnym), ale uznałam, że do wrażliwej okolicy oczu nie warto go stosować. Za to do skórek i paznokci skład jak znalazł ;).


W tym zastosowaniu okazało się, że krem pomimo tłustej konsystencji po krótkim masażu całkiem dobrze się wchłania. Paznokcie są błyszczące, a skórki miękkie i nawilżone.

Ocena: 
4/5


Jak myślicie, czy poprawa jest od L'Biotici? A może od codziennego masażu skórek?

Krem niedługo mi się skończy, a nadal nie mam pomysłu na jakąś lepszą odżywkę o fajnym składzie :(. Macie jakiś faworytów? A może sprawdzony przepis na własnorobioną odżywkę o nietłustej konsystencji?


PS. dzisiaj jest ostatni dzień na wzięcie udziału w konkursie u Prozerpine. Pytanie jest trudne, ale nagrody (masło shea i olej z migdałów lub mydło aloesowe) warte wysiłku.

Żel-szampon laurowy marki Royal Alepp- recenzja

Postanowiłam przyspieszyć recenzję tego kosmetyku, gdyż bardzo dobrze wpisuje się on w akcję poszukiwania jesiennych umilaczy w kategorii żeli do kąpieli.

Od co najmniej pół roku nie używam już drogeryjnych żeli pod prysznic z uwagi na zapalenie mieszków włosowych na łydkach i ramionach. Do akcji ratowania ciała postanowiłam włączyć lecznicze właściwości oleju laurowego i mydeł Aleppo. Zaczęłam z grubej rury, czyli od 50% stężenia. Po kilku miesiącach skóra stała się gładka, a mydełko wykorzystywane przez całą rodzinę się skończyło. Miało jedną wadę- nie mogłam nim myć włosów, a bardzo chciałam. Dlatego tym razem wybrałam Żel-szampon laurowy z Royal Alepp. Stosuję go już od miesiąca i chyba mogę wystawić mu recenzję.


Opis producenta:
Żel z olejkiem laurowym z Aleppo zawiera wyłącznie naturalne składniki roślinne: oliwę z oliwek, olej laurowy , olej kokosowy oraz witaminę E. Ta wyjątkowa kompozycja doskonale odżywi i nawilży skórę, likwidując nieprzyjemne uczucie suchości. Używany regularnie likwiduje stany zapalne skóry. Dzięki zawartości oleju laurowego szczególnie korzystnie pielęgnuje skórę trądzikową. Olej laurowy posiada również właściwości dezynfekujące i odżywiające skórę. Oliwa z oliwek i olej laurowy są bogatymi źródłami kwasów oleinowego i linolowego oraz witaminy E.
  • Oliwka z oliwek doskonale nawilża skórę, łagodzi podrażnienia.
  • Olej laurowy jest znany ze swoich właściwości antyseptycznych. Pobudza porost włosów, skutecznie likwiduje łupież i inne dolegliwości skóry głowy. Zastosowany na skórę twarzy i ciała działa oczyszczająco i ściągająco. Polecany także dla cery trądzikowej.
 Bezpieczny również dla dzieci. Nie  powoduje alergii. Żel jest całkowicie biodegradowalny. Nie zawiera tłuszczów zwierzęcych ani substancji chemicznych takich jak detergenty SLES czy SLS.


Cena/wydajność:
Swój kupiłam na allegro za ok. 26zł za 300 ml. Wydajność zależy od tego, co nim myjemy, jednak oceniam ją na dużą z uwagi na bardzo dobre pienienie się żelu.

Zapach/wygląd:
Żel ma gęstą konsystencję i ciemnozielony kolor. Może nie jest to zachęcające, ale dla miłośników mydeł Aleppo może się okazać kuszące. Mnie najbardziej zniewala zapach oleju laurowego, taki sam jak mydeł. Po prostu uwielbiam ten aromat, czuję się wtedy jak arabska księżniczka z Baśni Tysiąca i Jednej Nocy :).

Skład:
Olea europea oil, Lauris nobilis oil, Cocos nucifera oil, Aqua, Coconut glucoside, Hydrolyzed wheat protein, Potassium hydroxide, Tocopherol, Ethanolamide

czyli na początku składu 3 oleje: z oliwek, laurowy i kokosowy, potem delikatny detergent, hydrolizowane proteiny pszeniczne, wodorotlenek potasu służący do zmydlania olejów, witamina E oraz coś co nie brzmi naturalnie, a pewnie jest konserwantem :/. No cóż, nie można mieć wszystkiego.


Działanie:
Używany jako żel do mycia ciała skutecznie myje, nie wysuszając za bardzo (choć nawilżenie po kąpieli i tak jest wskazane). Zapalenie mieszków się nie odnowiło, czyli działanie oleju laurowego raczej jest zachowane.
Używam go również do mycia twarzy jako delikatne myjadło i bardzo dobrze oczyszcza skórę.
Jako szampon sprawdził się lepiej niż zwykłe mydło Aleppo, jednak i tak włosy po umyciu tym żelem muszą doświadczyć zakwaszającej płukanki, np. z octu jabłkowego. Inaczej bardzo szybko wyglądają na przetłuszczone. Za to genialnie wpływa na moją skórę głowy, która od lat boryka się ni to z łupieżem, ni to z podrażnieniem.

Czy kupię ponownie:
Nie wiem, ostatnio przestawiam się na tańsze kosmetyki, a ten żel do najtańszych nie należy. Ma wiele zalet i zniewalający zapach, ale jako samodzielny żelo-szampon się nie nadaje. Dlatego w tygodniu do mycia włosów używam odżywki, a tylko w weekend robię sobie mini-spa: olejowanie- mycie- płukanka.

Ocena:
4/5

niedziela, 18 listopada 2012

Jesienne umilacze, czyli aromatyczna pielęgnacja ciała

Czy słyszałyście już o nowej jesiennej akcji zorganizowanej przez Malinę? Zostałam zaproszona do uczestnictwa jako jedna z jej obserwatorek. A oto jej zasady:

Czym są jesienne umilacze?
Miedzy innymi: płyny, żele i kule do kąpieli, peelingi i scruby, masła, balsamy, mleczka, oleje i olejki, sole do kąpieli i inne. Jednym słowem wszystkie kosmetyki do kąpieli, mycia i pielęgnacji ciała.

Czas trwania: trzy tygodnie od 18.11 - 9.12 tego roku:)  

Celem akcji jest:
- poczuć się jak w raju, dając sobie chwilę relaksu w długie jesienne wieczory,
- zadbanie o swoje ciało bez wyrzutów sumienia,
- poprawienie kondycji swojego ciała,
- znalezienie kosmetyku odpowiedniego dla siebie,
- uśmiech dla Twoich bliskich.

 Zasady akcji:
1. Umieścić zasady akcji w poście na swoim blogu i napisz kto Cię zaprosił.
2. Zaproś do akcji 5 osób.
3. Umieść baner w bocznym pasku z linkiem do inicjatora akcji MALINY.
5. W czasie trwania akcji zamieść jak najwięcej recenzji ww. aromatycznych kosmetyków,
6. Wybierz spośród nich 4 zapachowe hity po jednym z każdej grupy:
- płyn lub żel do kąpieli,
 - peeling lub scrub,
- kosmetyk do smarowania ciała (balsam, masło, olejki itp.)
- aromatyczne mydełko, kulę lub sól do kąpieli,
i opublikuj post z listą Twoich aromatycznych hitów.  

Podsumowanie akcji i NAGRODY:
1. Opublikuj post podsumowujący z listą 4 zapachowych hitów wraz z linkami do ich recenzji.
2. Wyślij link tego posta na mail MALINY do 12 grudnia.
3. Nagrody za udział otrzymają tylko te dziewczyny, które spełnią ww. zasady uczestnictwa.
4. Nie zabraknie też kosmetyków dla najbardziej aktywnych w komentarzach pod aromatycznymi postami:)




U mnie czeka kilka takich kosmetyków w kolejce do testów. Mam nadzieję, że ta akcja zmotywuje mnie, żeby je wreszcie zużyć, a jednocześnie zadbać o swoją skórę. Chciałabym nominować do niej moje pierwsze obserwatorki oraz inne blogi, które podczytuję:

http://liloddiette.blogspot.com/
http://elisteres.blogspot.com/
http://agulkowepole.blogspot.com/
http://ecopiekno.blogspot.com/
http://jakdbaco.blogspot.com/

Wszystkie inne osoby również zapraszam do akcji, w końcu czego się nie robi dla urody ;)

Moi pomocnicy

Witajcie!

Dzisiaj chciałabym przedstawić moich małych pomocników i wiernych towarzyszy kolejnych kosmetycznych przepraw, dużych porażek i małych sukcesów (w ostatnim czasie w walce o piękną cerę przede wszystkim).

Pierwszy z nich to Maurycy, którego portret widnieje w moim awatarze:


Maurycy musi sprawdzić każdą mieszankę, jaką nałożyłam sobie na twarz. Niektóre z nich najchętniej by zlizał (wszelkie glinki i błotka). Na usta posmarowane maścią Babydream fur Mama do brodawek wręcz się rzuca ze smakiem. Za to gdy posmaruję twarz serum Lemon z BU czy też czystym olejkiem herbacianym to obrażony idzie spać do innego pokoju i pod żadnym pozorem nie chce przebywać w moim pobliżu :(.

Drugim "pomocnikiem" jest Klarysa, która nie za bardzo lubi pozować do zdjęć:


Ona jest "pomocnikiem" a nie pomocnikiem ;). Nie interesują jej zabiegi kosmetyczne wykonywane na innych, a tylko te na sobie. Musi być wyczesywana, sfilcowana sierść wycinana, pudrowana i od czasu do czasu kąpana ;). A wszystko to uwielbia.

sobota, 17 listopada 2012

Mydlany Tydzień Nepalski- konkurs

Od jakiegoś czasu stosuję mydło Aleppo z 40% oleju laurowego, dzięki któremu pozbyłam się krostek na łydkach i ramionach. Teraz z okazji nadejścia mrozów bardziej zależy mi na nawilżeniu skóry, dlatego zainteresował mnie konkurs na blogu www.sliwkirobaczywki.blogspot.com

Przez cały tydzień będzie możliwość wygrania mydeł do testowania i wystawienia recenzji na blogu, a na pierwszy ogień idą  mydła z mlekiem klaczy mongolskiej - różanych i z kadzidłem; później będą też mydła tybetańskie: z nardem, jałowcem oraz cedrem;  mydła z mlekiem jaka, mydła dla joginów, mydła ajurwedyczne oraz mydła himalajskie z przeróżnymi ziołami a także mydła kofeinowe i z zieloną herbatą.

A oto ich bardzo przyjazne i bogate składy:

-mydło cedrowe z kadzidłem:  masło kokosowe, woda, olej słonecznikowy, olej palmowy, oliwa z oliwek, drewno cedrowe, mleko klaczy mongolskiej, kadzidło 
-mydło różane:  masło kokosowe, woda, olej słonecznikowy, olej palmowy, oliwa z oliwek, mleko klaczy mongolskiej, kompozycja zapachowa olejków eterycznych

Zgłosiłam się, więc może po raz pierwszy uda mi się coś wygrać ;) 


PS. wszystkie mydła do testowania można rówież kupić w sklepie: http://www.bliskonatury.pl/



Pyłek pszczeli (pyłek kwiatowy) jako naturalna maseczka

1. Czym jest pyłek pszczeli?

Zacznę o tego, czym jest pyłek pszczeli, nazywany również pyłkiem kwiatowym. Pyłek kwiatowy to męskie komórki rozrodcze produkowane przez kwiat. Pyłek kwiatowy jest oprócz miodu podstawowym pokarmem pszczół.Miód to pokarm energetyczny, pyłek to białko, tłuszcze, sole mineralne, witaminy, kwasy organiczne i hormony.
Pszczoły zbierają z kwiatów pyłek, mieszają z odrobiną miodu, nektaru lub śliny i w postaci uformowanych kulek, obnóży przenoszą do ula w specjalnych koszyczkach na tylnych nogach.


2. Skład chemiczny

Właściwości odżywcze i terapeutyczne pyłku wynikają z bardzo bogatego składu chemicznego, zidentyfikowano w nim ponad 250 różnych związków chemicznych. Są to: węglowodany, tłuszcze, białka, składniki mineralne, witaminy, rutyna, olejki eteryczne, fitocydy, antybiotyki- inhybiny, hormony, enzymy, kwasy organiczne,stymulatory wzrostu.  

WĘGLOWODANY:to przede wszystkim fruktoza, glukoza, maltoza, oraz w mniejszej ilości: arabinoza, ryboza, izomaltoza i wiele innych.  
TŁUSZCZE: W pyłku wyodrębniono 12 kwasów tłuszczowych, między innymi: kwas palmitynowy, linolowy, linoleowy, arachidonowy. Również fosfolipidy i fitosterole. 
BIAŁKA: W pyłku wykryto 32 aminokwasów. Są to: fenyloalanina, izoleucyna, leucyna, lizyna, metionina, treonina, walina, alanina, prolina, seryna, histydyna, glicyna i inne. Zawartość aminokwasów w pyłku dochodzi do 12%.
SKŁADNIKI MINERALNE: Pyłek jest bogaty w wiele składników mineralnych: makroelementów i mikroelementów. Wyodrębniono: potas, fosfor, wapń, magnez, sód, krzem, mangan, żelazo, miedź, cynk, jod, selen i inne.
WITAMINY: W pyłku pszczelim zidentyfikowano następujące witaminy: A, B1, B2, B3, E, C, B6, PP, P, D, H, B12, kwas foliowy, inozytol, biotynę, kwas pantotenowy, kwercytynę.
INNE SKŁADNIKI: Enzymy: amylaza, inwertaza, fosfatazy, peroksydazy i inne, których stwierdzono 42. Kwasy organiczne: jabłkowy, mlekowy, cytrynowy, winowy, szczawiowy, bursztynowy, i wiele innych. Kolejną grupą są związki fenolowe (ok. 1,6%). Składają się na nią flawonoidy, leukotrieny, katechiny i fenolokwasy. Do flawonoidów występujących w pyłku kwiatowym zalicza się przede wszystkim pochodne kemferolu i kwercetyny, a do fenolokwasów – kwas chlorogenowy.

 3. Właściwości biologiczne

Badania farmakologiczne przeprowadzone na szczurach i królikach wykazały, że pyłek kwiatowy obniża w surowicy krwi zawartość lipidów całkowitych, triglicerydów, cholesterolu całkowitego, frakcji cholesterolu LDL oraz b-lipoprotein. Jest to dowód na działanie hipolipemiczne omawianego produktu.

Badania na zwierzętach wykazały jednoznacznie odtruwające działanie pyłku kwiatowego. Szczury zatruwano rozpuszczalnikami organicznymi, takimi jak tetrachlorek węgla i trichloroetylen, powodującymi głębokie uszkodzenie komórek wątrobowych, etanolem i alkoholem allilowym, które wywołują stłuszczenie i marskość wątroby, a także lekami: paracetamolem i hydrokortyzonem. Pyłek kwiatowy obniżał poziom enzymów wątrobowych i bilirubiny w surowicy krwi tych zwierząt, nawet do wartości fizjologicznych, co świadczy o leczniczych właściwościach tego produktu w odniesieniu do tkanki wątrobowej. Podawany z kolei z substancjami toksycznymi, zabezpieczał komórki wątroby przed ich szkodliwym wpływem, co wskazuje na jego działanie ochronne. W procesach odtruwających ważną rolę odgrywają polifenole, głównie flawonoidy i fenolokwasy.

W badaniach na zwierzętach wykazano, że pyłek kwiatowy odznacza się działaniem przeciwzapalnym. Jego siłę działania przyrównuje się do takich leków przeciwzapalnych, jak naproksen czy indometacyna. Mechanizm działania polega na hamowaniu aktywności enzymów odpowiedzialnych za powstawanie mediatorów procesu zapalnego w tkankach. Zagęszczony wyciąg z pyłku kwiatowego w dawce 50 mg/kg masy ciała szczura, likwiduje w 75% obrzęk łapy tego zwierzęcia wywołany podaniem karageniny. Za działanie to odpowiedzialne są przede wszystkim flawonoidy i fenolokwasy, a także kwasy tłuszczowe i fitosterole. Płytek kwiatowy odznacza się wysoką wartością odżywczą (25-27). Wykazano, że myszy i szczury skarmiane pyłkiem odznaczały się wyższą zawartością witaminy C i magnezu w tkankach oraz wyższą zawartością hemoglobiny i większą liczbą czerwonych krwinek w porównaniu ze zwierzętami otrzymującymi paszę standardową. Ponadto produkt ten w krótkim czasie uzupełniał niedobory pokarmowe. U zwierząt głodzonych oraz będących na diecie bezwitaminowej pyłek kwiatowy powodował szybsze przyrosty masy ciała niż zwykła dieta. Składnikami odgrywającymi zasadniczą rolę w tym procesie są aminokwasy egzogenne, witaminy i biopierwiastki.

Pyłek kwiatowy odznacza się działaniem adaptogennym (dostosowawczym). Polega ono na podwyższaniu odporności przeciw szkodliwym czynnikom fizycznym, chemicznym i biologicznym. Zalicza się tutaj zarówno podwyższanie sprawności fizycznej organizmu w sytuacjach nadmiernego obciążenia wysiłkiem, działanie poprawiające funkcje mózgowe, takie jak pamięć, uczenie się, myślenie i zdolność koncentracji, a także wzrost odporności organizmu na zakażenia.

Badania wskazują, że wyciągi etanolowe z pyłku kwiatowego odznaczają się stosunkowo silnym działaniem antybiotycznym, przy czym działają one zarówno na bakterie patogenne dla człowieka, jak i na grzyby drożdżoidalne. Za działanie to odpowiedzialne są głównie flawonoidy i fenolokwasy. Badania ostatnich lat wskazują, że pyłek kwiatowy wykazuje u zwierząt doświadczalnych działanie przeciwutleniające , zwiększa poziom witaminy C w grasicy, zmniejsza przerost gruczołu krokowego, obniża poziom białych krwinek w białaczce doświadczalnej, ochrania mięsień sercowy, modeluje funkcje ośrodkowego układu nerwowego i działa na funkcje endokrynowe.

Dane piśmiennictwa wskazują także, że pyłek kwiatowy uszczelnia naczynia włosowate, usuwa obrzęki pochodzenia sercowo-naczyniowego i nerkowego oraz działa rozkurczająco na mięśnie gładkie dróg moczowych.

(źródło:  http://fabrykamiodu.blogspot.com/2011/08/skad-chemiczny-pyku-pszczelego.html)


4. Zastosowanie w kosmetyce

Ma działanie odżywiające, wzmacniające, odmładzające skórę, przeciwzapalne, regenerujące.

  • Maseczka 1. Wymieszać 1 łyżeczkę sproszkowanego pyłku z 1 żółtkiem. Można dodać łyżeczkę miodu. Nanieść na twarz, pozostawić na ½ godz. Wygładza i odżywia skórę. 
  • Maseczka 2. Wymieszać dwie łyżeczki sproszkowanego pyłku w małej ilości wody dla uzyskania papki. Nałożyć na twarz na 20 minut. 
  • Maseczka 3. Wymieszać 2 łyżki pyłku, 2 łyżki miodu, 1 żółtko, 1 łyżkę twarogu. Nałożyć na twarz na 20 minut. Wzmacnia, upiększa skórę.  
 (źródło: http://www.pasieka.rostkowski.info/pylek.html)

Również H. Różański opisuje działanie maseczki z pyłku pszczelego w terapii trądziku: http://luskiewnik.strefa.pl/acne/acne_apit.html  

5. Moje doświadczenia

Do tej pory stosowałam maseczkę według drugiego przepisu. Nie zapychała mnie, nie podrażniała (chociaż na początku czułam delikatne mrowienie), po zastosowaniu skóra była gładka, rozświetlona, do tego wydaje mi się, że zmiany trądzikowe i ślady po nich szybciej się goiły. Z uwagi na konsystencję(brak bazy nawilżająco-emolientowej) po zmyciu oczywiście smarowałam twarz kremem. Dla cer suchych polecałabym zrobić maseczkę z jogurtem, miodem czy zmielonym serkiem wiejskim w celu wyeliminowania uczucia ściągnięcia.

Moje rady:
  • koniecznie przed należy sprawdzić, czy nie jesteśmy uczulone na produkty pszczele, np nakładając maseczkę na nadgarstek (to, że miód nie robi nam krzywdy, nie oznacza od razu, że pyłek też nie zrobi, gdyż ma on większe stężenie składników alergizujących) 
  • w celu zwiększenia przyswajalności składników pyłku warto go przygotować w następujący sposób: rozdrabniamy np. w moździeżu i zalewamy ciepłym, ale nie gorącym płynem, np. wodą i odstawiamy na 2-3 godziny. Po tym czasie pyłek uwolni najwięcej składników aktywnych i wtedy dopiero nakładamy na twarz. 
  • pyłek można rozmieszać w małej ilości wody, mleka, jogurtu, soku warzywnego/owocowego czy zmielonym serku wiejskim w zależności od preferencji skóry. 
U mnie dostępny jest w supermarketach obok miodów w cenie ok. 8 zł na słoiczek 150 g.

Liebster blog- zostałam otagowana :)))


Dzisiaj dowiedziałam się, że zostałam wyróżniona przez  BeautyIsMyPassion (http://kobieta-po-30.blogspot.com/2012/11/nominacja-do-liebster-blog.html) tagiem Liebster Blog, z czego ogromnie się cieszę. Zaproszenie do tej zabawy to duża radość jak na początki blogowania.

 Nominacja do Liebster Blog jest przyznawana przez innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań.
 
Oto pytania i moje odpowiedzi: 
 
1. Jakie jest twoje drugie imię?
Marysia, a dokładniej jestem Anna Maria, co obecnie bardzo mi się podoba, ale nienawidziłam swoich imion w szkole.
 
2. Co chcesz osiągnąć po przez blogowanie?
Jeszcze nie wiem, w sumie zastanawiam się dlaczego zaczęłam i bardzo się boję, czy kogoś w ogóle moja pisanina zainteresuje. Ale wiem, co mój mąż chce osiągnąć- żebym mu wreszcie przestała truć o olejach, masełkach, półproduktach i innych rzeczach okołokosmetycznych, a zaczęła truć komu innemu ;).
 
3. Jeśli mogła byś cofnąć się w czasie, to co byś zmieniła?
Powiedziałabym Tacie, że Mu wybaczam, kiedy jeszcze żył. Zmarł, gdy miałam 19 lat.
 
4. Z czego jesteś najbardziej dumna?
Z siebie :). Z tego, że przez ostatni rok zaczęłam myśleć o tym, co lubię, czego chcę od życia. Odkryłam w sobie kobietę oraz to, że muszę o nią dbać. Stąd nadrabiam kwestie urodowe.
 
5. Kto potrafi rozśmieszyć cię do łez?
Moje koty, są przezabawne i takie inteligentne
 
6. Zabieg kosmetyczny któremu chciałabyś się poddać?
Liposukcja, może być ta ultradźwiękowa (mniej inwazyjna). Schudłam 25 kg i okolice pośladków i ud już nie te, co kiedyś.
 
7. Jaki jest twój ostatni cel do którego dążysz?
Zrealizować swoje marzenia o życiu spokojnym, bez pośpiechu i w otoczeniu szczęśliwych ludzi
 
8. Czy masz nałogi? Jeśli tak to jakie ?
Chyba nie. Staram się odżywiać zdrowo i świadomie. No chyba że można powiedzieć, że mam nałóg smyrania, głaskania i przytulania swoich kotów, którym to moje przymilanie już uszami wychodzi.
 
9. Twój ulubiony bohater z filmu kreskówkowego.  
Mysz z bajki "Tom i Jerry", choć nie pamiętam już, czy miała na imię Tom czy Jerry.
 
10. Twój najlepszy trik kosmetyczny?
Jeszcze raczej nie mam- od roku staram się nadrobić kosmetyczne zaległości z 15 lat i trochę mi jeszcze na to zejdzie.
 
11. Co lubisz w sobie najbardziej?
Jeszcze nie tak dawno siebie w ogóle nie lubiłam. Teraz lubię w sobie wiele cech, ale najbardziej to, że stałam się tolerancyjna/elastyczna. Przyziemne problemy już nie absorbują całej mojej uwagi, zamiast tego skupiam się na realizacji swojego tajnego marzenia.
 
 
Teraz kolej na blogi, które ja chciałabym wyróżnić. Starałam się wybierać takie, które są w miarę świeże (choć nie tak świeże, jak mój), ale warte zainteresowania:


I moje pytania:
1. Dlaczego zaczęłaś prowadzić bloga?
2. Gdzie najczęściej robisz zakupy kosmetyczne?
3. Czy bliscy wiedzą o blogu? Włączają się w jego życie?
4. Czy masz domowe zwierzątko?
5. Czy za 5 lat nadal widzisz siebie jako blogowiczkę?
6. Jaki był najbardziej nieudany zakup kosmetyczny?
7. Kiedy ostatni raz byłaś u kosmetyczki? Na jakim zabiegu?
8. Jakie masz inne pasje poza blogowaniem?
9. Ile miesięcznie wydajesz na kosmetyki?
10. Jaką książkę ostatnio przeczytałaś?
11. Jaki był najdroższy kosmetyk, który kupiłaś?

czwartek, 15 listopada 2012

Zimowa pielęgnacja ust- Alterra LippenPflege


Idą chłody i mrozy, więc pora na zadbanie o skórę ust. Trzeba zrobić im kilka razy spa, żeby potem, nawet smarowane pomadką ochronną nie pękały.

Jeżeli chodzi o peeling to najskuteczniejszą metodą jest według mnie masowanie ust szczoteczką do zębów. I tu bardzo ważna uwaga: chodzi o miękką szczoteczkę, np. dla dzieci ewentualnie własną starą oraz robienie tego absolutnie bez pozostałości pasty do zębów, która bardzo wysusza. Np. taka delikatna szczoteczka dla niemowląt zakładana na palec (dostępne w aptekach za ok. 5 zł):

Metoda ta jest bardzo skuteczna w usuwaniu skórek, do tego poprawia ukrwienie ust. Jest zdecydowanie tańsza niż kupne peelingi i zdecydowanie szybsza niż przygotowywania własnorobionego peelingu cukrowego.

Ja na ok. godzinę przed peelingiem smaruje usta tłustą maścią, której resztki potem pomagają przy masowaniu szczoteczką. Zazwyczaj stosuję wielofunkcyjny Babydream fur Mama, Brustwarzensalbe, czyli maść do pielęgnacji brodawek sutkowych z Rossmanna.



Po takim zabiegu warto nasmarować usta warstwą miodu, ale mi to nigdy nie wychodzi, bo u mnie miód znika w przeciągu minuty smakowicie zlizany. Jednak taka sekwencja zabiegów to prawdziwe spa dla ust.

Na co dzień do ochrony ust konieczna jest również pomadka ochronna. Nie mam jakiś ogromnych problemów z pękaniem ust, jednak są one stale spierzchnięte z powodu okropnego nawyku ciągłego oblizywania ust. Obecnie stosuję pomadkę ochronną Alterra, Kamille Lippenpflege. Kupiłam ją ze względu na jej ekologiczny skład po przeczytaniu stanowiska, że to co nakładamy na usta, szybko zostaje zlizane i wchłonięte do naszego organizmu, więc powinny to być substancje, które można bezpiecznie zjeść. Tak wygląda opakowanie (którego już nie posiadam, gdyż pomadki używam od ponad miesiąca):





Opis producenta:
Pomadka zawiera między innymi olejek kokosowy, olejek jojoba, witaminę E, ekstrakt z rumianku. Pomadka nie zawiera syntetycznych barwników, aromatów i substancji konserwujących. Nie zawiera również silikonu, parafiny i innych produktów na bazie olejów mineralnych. Surowce roślinne pochodzą z kontrolowanych upraw ekologicznych i dzikich zbiorów. Tolerancja skóry potwierdzona dermatologicznie.

Cena:
Ja zapłaciłam 4,50zł w promocji, zazwyczaj około złotówkę droższa. Za tę cenę dostajemy standardową pojemność: 4,8g.

Skład:
Ricinus Communis Seed Oil, Cocos Nucifera Oil, Cera Alba, Simmondsia Chinensis Seed Oil, Candelilla Cera, Palmitic Acid, Stearic Acid, Butyrospermum Parkii, Olea Europaea Fruit Oil, Tocopheryl Acetate, Aroma, Helianthus Annuus Seed Oil, Chamomilla Recutita Oil, Daucus Carota Sativa Root Extract, Beta-Carotene, Tocopherol

czyli same naturalne emolienty: olej rycynowy, olej kokosowy, naturalny wosk, olej jojoba, masło shea, oliwa z oliwek, olej ze słonecznika, olej z rumianku, olej z marchwi oraz witamina E i beta-karoten. Po składzie widać, że pomadka będzie dobrze ochraniała i natłuszczała usta, problem może pojawić się w kwestii nawilżenia.

  Wydajność:
Bardzo dobra, gdyż pomadka jest dosyć twarda i zbita. Trudno z nią przesadzić nawet przy nałożeniu kilku warstw.

Komfort używania:
Ja osobiście wyczuwam tylko delikatny rumiankowy zapach, który mi nie przeszkadza. Smaku również nie wyczuwam, gdyż po posmarowaniu ust warstwa jest na tyle cienka, że nie ma co zjadać ;).
Co najfajniejsze, jest to pierwsza pomadka, która nie skleja mi ust ani nie przykleja np włosów i za to ogromny plus. Efekt, jaki zostawia, to delikatna błyszcząca warstwa.

Działanie:
U mnie na usta już wypielęgnowane działa bardzo dobrze- tworzy delikatną, ale odporną na zlizywanie warstwę ochronną zapobiegającą utracie wilgoci z naskórka. Nie ściera się nawet rzez kilka godzin. Usta po użyciu są miękkie. Takie działanie jest w sam raz na zimowe mrozy. Wydaje mi się jednak, że mogłaby sobie nie poradzić z już przesuszonymi ustami, które oprócz natłuszczenia potrzebują również nawilżenia.

Czy kupię ponownie:
Na razie nie znalazłam lepszej i zdrowszej pomadki, więc pewnie tak. Chciaż nadal będę szukać swojego KWC. Następnym razem chcę wypróbować pomadki Alverde.

Ocena:
4+/5

PS. wreszcie widać mój blog w wyszukiwarce google, teraz pora na kolejny krok: chcę zapisać się się do katalogu Blogrolle i Polskie blogi naturalne
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...